wtorek, 6 stycznia 2026

Europa w potrzasku - gdyby żył De Gaulle...

"[...] Wyznaję Eisenhowerowi, że przy całym moim przekonaniu, iż Stany Zjednoczone są niezbędne dla świata, nie chciałbym je widzieć występujące w roli światowego sędziego i żandarma [...]".

     Ch. de Gaulle., "Pamiętniki nadziei". 1970 (wydanie polskie: Wyd. MON. Warszawa. 1974,; s. 291). 

Priorytety prezydentury D. Trumpa, wydarzenia w Ukrainie, Wenezueli, zachodzące zmiany w dotychczasowej konstelacji porządku światowego, stawiają przed Europą nowe, egzystencjalne wyzwania, których nie sposób dalej deprecjonować, a tym bardziej prolongować ich rozwiązania.

Jesteśmy świadkami prawdziwego końca świata jaki znaliśmy: w percepcji Europejczyka czasu względnego spokoju, stabilności społecznej i politycznej, wysokiego poziomu życia, wydolności systemu bezpieczeństwa, opartego na NATO i amerykańskich gwarancjach bezpieczeństwa. Jak słusznie zauważał de Gaulle: "[...] to prawda, że gdyby Europa, staczając się ku nieszczęściu, miała pewnego dnia cała zostać podbita przez Waszych rywali, Stany Zjednoczone rychło znalazłyby się w bardzo krytycznej sytuacji. Dlatego też ideologia, za którą zwykły ukrywać się żywotne interesy, dziś nazywa się dla was "sprawą wolności" i "solidarnością atlantycką" [...]". ("Pamiętniki nadziei", cyt. wyd., s. 259). Dziś Amerykanie jednak uznali, że zasadniczo zmieniają własną aksjologię w tej fundamentalnej sprawie, nie tylko słusznie oczekując od Europejczyków większej dbałości o własne bezpieczeństwo, ale podważając w istocie fundamenty wzajemnych relacji. Temu nie powinniśmy się biernie przyglądać, a tym bardziej takiego podejścia akceptować.

Europa nie może dłużej zwlekać, a europejscy liderzy (niestety nie dorastający do poziomu de Gaulle'a), nie mogą dłużej deliberować w luksusowych warunkach o naszej przyszłości, bojąc się zarazem podejmowania jakichkolwiek decyzji. Czas właśnie na strategiczne decyzje, także w obszarze europejskiego bezpieczeństwa. Czas na publiczne, zgodne oświadczenie, wbrew zasadom poprawności politycznej, dominującej etykietyzacji, że w zaistniałej sytuacji, mamy z USA interesy wspólne i rozdzielne, a skoro tak, Europa - niezależnie od sojuszu z USA, buduje własne, suwerenne zasady bezpieczeństwa, w oparciu o posiadane środki i możliwości.

Podstawą bezpieczeństwa Europy powinny być nowoczesne środki konwencjonalne europejskich państw narodowych, wsparte - w wersji optymalnej, francusko - brytyjskim parasolem atomowym, którego koszty utrzymania i modernizacji powinny być solidarnie ponoszone przez Europejczyków, a tryb podejmowania strategicznych decyzji w przedmiocie ich potencjalnego użycia precyzyjnie uzgodniony. Jeżeli - pozostając z szacunkiem i należytą atencją dla Brytyjczyków, w aspekcie ich potencjału, jak i historycznych zasług - wybiorą oni prolongatę dotychczasowej orientacji na USA, potencjał nuklearny Francji daje wystarczającą rękojmię odstraszania. Odpowiadając na argumenty adwersarzy tej koncepcji w odniesieniu do faktycznej nierównowagi potencjałów atomowych Rosji, USA oraz Chin, w stosunku do Francji, trzeba zauważyć, ze nie wielkość arsenałów atomowych, a sam fakt ich posiadania i struktury towarzyszącej, daje wystarczającą rękojmię adekwatności odstraszania.    W wymiarze podstaw aksjologicznych, rynkowym (wielkość rynku konsumenckiego i jego potencjał nabywczy) i potencjału gospodarczego,  pozycja Europy - choć słabnie - stawia nas ciągle w pierwszym rzędzie światowych potęg. Czas najwyższy, aby także na polu militarnym, Europa pozostając w sojuszach i szanując swoje pryncypia oraz międzynarodowe zobowiązania, zaczęła donioślej mówić własnym głosem, budować własny, niezależny od kaprysów sojuszników potencjał wojskowy.

Czas supremacji USA - z woli naszego tradycyjnego antanta - dobiega końca, co nie oznacza i nie może oznaczać końca świata.

Odrębną kwestią pozostaje sprawa odpowiedzialności europejskich elit i oczekiwań wobec francuskiego przywództwa w Europie. Nie mamy jednak czasu. Alternatywą dla tej koncepcji jest dalsza marginalizacja i dekadencja Europy. 

Osobiście liczę i stawiam na Francję, dojrzałą strategicznie, doświadczoną historycznie i solidarną. Mam też nadzieję, że europejskie nacjonalizmy narodowe, nie staną na drodze naszego wspólnego bezpieczeństwa.