Przypadająca na niedzielę 22.03.2026 roku, druga tura wyborów samorządowych we Francji, traktowana jest powszechnie jako swoiste preludium przed wyborami prezydenckimi 2027 roku. Obowiązująca ordynacja wyborcza, mająca zapobiec rozproszeniu politycznemu, a w konsekwencji sprzyjająca sojuszom wyborczym, z pewnością odkształci formalnie realne wpływy wyborcze francuskich formacji politycznych. W efekcie wybory te - co istotne dla egzystencji społeczności lokalnych - bywają postrzegane w tradycyjnych kanonach polityki francuskiej, z kluczową rolą przyznaną wielkim miastom. Czy zasadnie? Mam wątpliwości. Na czym opieram swoje przekonanie?
1. Po pierwsze, na uwagę zasługuje frekwencja wyborcza w pierwszej turze (57,1%), co prawda wyższa jak w ostatnich wyborach (2020 r. - 44,7%), ale i tak istotnie niższa niż w latach poprzednich, a precyzyjniej druga najniższa od 1959 roku. Co z tego wynika? Z pewnością jest to efekt rosnącej frustracji społecznej i apatii politycznej, będących konsekwencją zamętu ideowego i niepewności w odniesieniu do perspektyw życiowych przeciętnych Francuzów;
2. Po drugie, utrzymał się co prawda tradycyjny podział Francji na trzy bloki: 1). RN i alianci Rassemblement national ses alles), czyli prawica narodowa - 33,15% głosów; 2). NFP (lewicowy Nouveau Front populaire) - 27,99% głosów, wreszcie prezydenckie Ensemble - 20,04% głosów. Wspomniana już jednak ordynacja wyborcza, wymusza w wyborach samorządowych dla sprawowania władzy tworzenie bloków wyborczych, skutkiem czego będzie nieuchronnie powrót Francji do polaryzacji i bipolarnego układu politycznego (prawica - lewica);
3. Po trzecie, walka o preferencje elektoratu oznacza zarówno na lewicy, jak i prawicy konieczność poszerzenia oddziaływania społecznego, co najbardziej widoczne jest w obozie prawicy, która usiłuje i zmuszona jest przejąć część narracji dawnego Frontu Narodowego (RN). Coraz bardziej oczywistym jest że rola konsolidującego francuską prawicę przypadnie partii M. Le Pen. Co prawda wszystkie formacje tradycyjnie preferują etykietyzację polityczną i dyskredytację przeciwników politycznych, ale nowe tendencje są aż nadto zauważalne;
4. Po czwarte, zauważalna jest strategiczna erozja po stronie wspomnianego RN. Historyczna liderka Frontu - Marie Le Pen, ciągle preferuje ideową odrębność i wyrazistość formacji ("ni droite, ni gauche": "ani prawica, ani lewica"). W opozycji do niej, młody przywódca partii: Jordan Bardella zaczyna dążyć do coraz większej artykulacji aksjologii tradycyjnej prawicy, widząc w niej naturalny rezerwuar poparcia społecznego partii, co znajduje wyraz w odwoływaniu się do "etosu prawicy" ("ethos de droite"). Nie jest do końca jasne czy to tylko retoryka, swoiste badanie preferencji wyborczych i reakcji twardego elektoratu, czy zamierzony, strategiczny zwrot, od artykulacji interesów po ich agregację, co charakterystyczne dla partii aspirujących do sprawowania władzy;
5. Po piąte, co prawda wszyscy podkreślają kluczową rolę wielkich miast w wyborach samorządowych, tyle że skoro wybory te to swoista walka o miejsce w blokach wyborczych przed wyborami prezydenckimi, waloryzacja roli i miejsca elektoratu poza wielkimi miastami jest więcej niż oczywista, a w tym aspekcie palma pierwszeństwa przypada partii Marine Le Pen.
Pora na wnioski:
1. Francuska scena polityczna w oczywisty sposób ewoluuje z preferencją dla historycznej orientacji na dwublokowość, co leży w interesie kluczowych graczy, z jednym zastrzeżeniem: konsolidującym na prawicy będzie nie tradycyjna prawica, a prawica narodowa (dla niektórych, nie do końca zasadnie skrajna prawica);
2. W kontekście przyszłorocznych wyborów prezydenckich, tradycyjny marketing polityczny z preferencją dla etykietyzacji i dyskredytacji, może już nie wystarczyć. Charakter korygujący w tym zakresie mógłby mieć potencjalny konflikt i rozpad Rassemblement national, co ucieszyłoby wielu.
3. Z polskiej perspektywy, warto aby zarówno obóz władzy, jak i opozycja wyciągnęli wnioski z francuskiej lekcji: symbolika i inwektywy już nie wystarczą dla zwycięstw wyborczych. Istnieje coraz większe społeczne zapotrzebowanie i analogiczna presja na alternatywy, nawet egzotyczne, będące konsekwencją znużenia i apatii elektoratu, który gotów jest powierzyć mandat rządzenia "nowym", także dlatego, że jeszcze nie rządzili.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz