Zakończone wybory samorządowe we Francji, znaczące wydarzenie społeczno - polityczne we Francji (warto wiedzieć, że we Francji funkcjonuje prawie 35 tys. gmin, w których aktywnych jest prawie 520 tys. radnych - to wyjątkowe co do skali zjawisko w Europie), pozornie nie przyniosły zmian jakościowych na krajowej scenie politycznej.
Tradycyjne formacje polityczne utrzymały władzę w dużych miastach, a Zjednoczenie Narodowe (Rassemblement National - RN, dawny Front Narodowy), nie zdołał przejąć władzy w dużych miastach, między innymi na skutek preferowanej przez francuską ordynację wyborczą blokowości oraz tradycyjnemu ostracyzmowi, wdrożonemu przeciwko tej partii przez partie i media głównego nurtu. Czy to przegrana RN, czy raczej prolongata decydującego starcia, na czas przyszłorocznych wyborów prezydenckich?
Odpowiedź i wyraźną sugestię w tym zakresie przynoszą sondaże poparcia, wykonane w dniu zakończenia wyborów samorządowych. Zgodnie z nimi lider Rassemblement National: Jordan Bardella, cieszy się 35% poparciem społecznym, lider Centrum Eduard Philippe może liczyć na 18% poparcie, a utożsamiany z Partią Socjalistyczną Raphael Glucksmann na 14%. Oczywiście sceptycy mogą twierdzić, że to jedynie sondaże oraz że konsekwencją ordynacji będą tradycyjnie bloki wyborcze, które w naturalny sposób zmajoryzują poparcie lepenistów, ponieważ nastąpi jednolity front przeciwko RN, mającemu ograniczone możliwości poszerzenia wpływów wyborczych.
Co do zasady to może być zasadna ekstrapolacja, tyle że:
1. W grze jest jeszcze poparcie Eric'a Zemmour'a, szacowane w przywołanym sondażu na 5%, któremu znacznie bliżej do partii Marine Le Pen niż pozostałych formacji, a w konsekwencji przepływ głosów w tym kierunku jest więcej niż prawdopodobny;
2. Trudno wyobrazić sobie, że francuska scena polityczna skonsoliduje się przeciwko J. Bardelli jeszcze przed pierwszą turą (ta traktowana będzie przez wszystkie formacje jako naturalny test popularności), a w konsekwencji czas na wypracowanie kompromisowej oferty programowej ograniczony zostanie do dwóch tygodni, co zasadniczo utrudni kampanię i faworyzuje R.N;
3. Tradycyjnym formacjom i ich liderom nie sprzyja sytuacja międzynarodowa i rosnące niezadowolenie społeczne we Francji (w zakresie poziomu życia, perspektyw, bezpieczeństwa, przywilejów socjalnych). Rassemblement National bazować będzie na formule jedynej prawdziwej alternatywy, która jeszcze nie partycypowała w sprawowaniu władzy, a w konsekwencji słusznie do niej aspiruje. Sprawdzone wzorce walki politycznej z lepenistami (etykietyzacja, ostracyzm, deprecjonowanie, ośmieszanie, mogą już stracić swój powab w oczach Francuzów);
4. W aspekcie wyniku wyborów prezydenckich, wielkie miasta odgrywają co prawda kluczową rolę, ale nie rozstrzygają o ostatecznym wyniku. Klucz do zwycięstwa tkwi na francuskiej prowincji i we frekwencji wyborczej (czym wyższa, zwłaszcza poza wielkimi miastami, tym bardziej sprzyjać będzie RN).
Jak zatem krótko prognozować wynik przyszłorocznych wyborów we Francji, istotnych także w perspektywie europejskiej?
Używając terminologii bokserskiej, to nie będzie nokaut, a zwycięstwo na punkty, niekoniecznie wyraźne i przekonywujące. Francuska scena polityczna przypomina dziś wielopoziomowe skrzyżowanie, ale uprzywilejowaną rolę przyznać należy autostradzie budowanej z mozołem przez lata i dedykowanej dla lepenistów. Jeżeli nie zdarzy się nic nadzwyczajnego, nie dojdzie do prowokowanego rozbicia formacji Marine Le Pen, a sytuacja ekonomiczna Francuzów nie ulegnie poprawie, zdesperowani mieszkańcy kraju galijskiego koguta mogą w końcu chcieć zaryzykować i postawić na przedstawiciela R.N. Inną kwestią jest pytanie, czy R.N udźwignie brzemię odpowiedzialności i wyzwań.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz