środa, 13 kwietnia 2011

Wybitni Francuzi [6] - Alexis de Tocqueville

           Alexis Charles Henri Clerel de Tocqueville [1805 - 1859], francuski polityk [minister spraw zagranicznych III Republiki], historyk, ale i socjolog, członek Akademii Francuskiej, to dla jednych twórca koncepcji liberalnej demokracji, dla innych konserwatyzmu liberalnego, czy wreszcie pragmatyzmu sceptycznego. Jego absolutami w życiu społecznym pozostawały niezmiennie: wolność jednostki i prymat dobra wspólnego. 
Ponadczasowe miejsce w historii zapewniła mu jego znakomita, wnikliwa obserwacja i diagnoza stanu ustroju Stanów Zjednoczonych Ameryki, zawarta w pracy "O demokracji w Ameryce" [najnowsze polskie wydanie: 2005 r., Wyd. Fundacja Aletheia. Warszawa]. Z tej pracy pochodzi też wybór poniższych cytatów. 
Wydaje się, że mimo upływu czasu, znaczna cześć sformułowań Tocqueville'a nie straciła na aktualności. Wprost przeciwnie, gdyby nie znać autora można by przyjąć, że wiele z nich dotyczy współczesnej Polski:

1. Demokracja i socjalizm łączy jedno słowo: równość. Jednak demokracja dąży do równości w wolności, socjalizm zaś w niewoli.
2. Najniebezpieczniejszy dla złego rządu jest zazwyczaj moment, kiedy zaczyna się on reformować.
3. Podczas wyborów ludzie ekscytują się, męczą, jątrzą.
4. Nie ma takiego okrucieństwa, ani takiej niesprawiedliwości, której nie mógłby popełnić najbardziej łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy.
5. Skoro rząd zajął miejsce Opatrzności zrozumiałe jest, że każdy kto znalazł się w potrzebie, wzywa jego pomocy.
6. Wolność nie może być ustanowiona bez moralności, a moralność bez wiary.
7. Amerykańska demokracja przetrwa do czasu, kiedy Kongres odkryje, że można przekupić społeczeństwo za publiczne pieniądze.
8. Władza zwierzchnia wobec wszystkich innych zawsze musi istnieć, lecz sądzę zarazem, że wolność będzie zagrożona, jeżeli ta władza nie natrafi na żadne przeszkody, które by ją powstrzymywały ii dawały jej w ten sposób czas na refleksję.
9. W demokracji mężowie stanu są biedni i chcą się dorobić.
10. Trudni uwierzyć, aby głosowanie zniewolonych ludzi mogło kiedykolwiek powołać rząd liberalny, silny i mądry.
11. Stwierdzony jest fakt, że ludzie najbardziej wybitni są rzadko powoływani do pełnienia funkcji publicznych i uznać należy, że tak zaczęło się dziać w chwili, gdy demokracja osiągnęła swój pełny rozwój
12. W Ameryce są buntownicy, ale nie ma konspiratorów.
13. Przekonałem się, ze ludzie którzy uważają powszechne głosowanie za gwarancję dokonanie słusznego wyboru, oddają się kompletnej iluzji. Powszechne elekcje posiadają inne zalety, ale nie te.

Czy cytat [nr 2] nie mógłby być surową cenzurką obecnej koalicji rządowej w Polsce na 6 miesięcy przed wyborami, analogicznie [nr 4] gorzką oceną liberalnych z nazwy rządów i programu P.O, a [nr 8] pochwałą roli konstruktywnej opozycji ?
Na mnie osobiście cała twórczość de Tocquevillle' a robi kolosalne wrażenie, a praca "O demokracji w Ameryce" należy do kanonu prac polityczno - socjologicznych. I pomyśleć, że od jej publikacji [pierwotnie stanowiły ją dwa tomy: I - wydany w1835 r., II - w 1840 roku], minęły prawie dwa wieki !!!        

niedziela, 10 kwietnia 2011

Już Mojżesz miał problem z tablicami - czyli afera w Smoleńsku.

            Wedle powszechnie znanej tradycji i istniejących przekazów, Mojżesz otrzymał tablice od Boga dwa razy, precyzyjniej dysponował dwoma kompletami tablic.
Pierwszy komplet, który otrzymał bezpośrednio od Boga, zniszczył wlasnoręcznie, w afekcie, widząc jak Izraelici wrócili do starych obrzędów.
Drugi komplet - po przeproszeniu Boga - wykonał już osobiście, odtwarzając na nich z pietyzmem przykazania. Mimo problemów z tablicami Izraelici zachowali przychylność Boga, zrealizowali z jego pomocą swoje cele i dążenia.
Dziś w Smoleńsku, podczas obchodów rocznicy straszliwej katastrofy lotniczej z kwietnia ubiegłego roku, w której zginął Prezydent RP, wraz z oficjalną delegacją 95 Polaków udających się do Katynia, nas także dotknął problem z tablicami. W ciągu nocy poprzedzającej obchody podmieniono tablice, umieszczając te z treściami niewątpliwie bardziej poprawnymi politycznie, bardziej akceptowalnymi, z punktu widzenia interesów strony rosyjskiej. Jest to jednoznacznie fakt naganny, nieprzyjazny, przykry, świadczący o braku wyczucia decydentów.
Pojawia się jednak zasadnicze pytanie, czy - podkreślmy to raz jeszcze - ten naganny fakt jest incydentem jedynie, czy efektem szerszych działań, a przede wszystkim, czy upoważnia do kolejnej fali histerii w Polsce.
Kluczową kwestią wydaje się być ustalenie motywów postępowania strony rosyjskiej oraz poznanie prawdziwych mocodawców w tym zakresie. Realizacja tego zadania winna być przedmiotem energicznych, acz spokojnych i dyskretnych zabiegów polskiej dyplomacji.
Nie wydaje mi się jednak, że ten incydent powinien uruchomić i stymulować tak powszechną dziś w Polsce histerię i antyrosyjskie wystąpienia. Zachowajmy umiar w stosowanych figurach retorycznych, w propozycjach działań odwetowych, w manifestowaniu niezadowolenia. Moim zdaniem potrzebne jest tonowanie emocji, oraz stanowcze, ale spokojne działanie.
Musimy przy tym jednak pamiętać - jeżeli prawdą jest, że poprzednie tablice umieszczono bez zgody i wiedzy Rosjan - że działanie metodą faktów dokonanych, nawet w tak drażliwych acz oczywistych sprawach, nie jest najlepszą drogą postępowania. Wyobraźmy sobie dla przykładu, jakie byłyby nasze reakcje, gdyby bez uzgodnienia z nami, tablice prezentujące swój punkt widzenia i historyczny osąd, zaczęli umieszczać w Polsce Rosjanie i Niemcy, w miejscach o szczególnym dla nich znaczeniu. Czy nasza akceptacja miałaby zawsze charakter blankietowy? Odpowiedź jest oczywista: nie!
Nie zapominajmy, że Katyń i Smoleńsk leżą na rosyjskiej ziemi, że podlegają jurysdykcji rosyjskiego państwa.
Dla mnie najbardziej zastanawiającym jest fakt, ze Rosjanie zdecydowali się na działania, które z polskiej perspektywy, w polskiej percepcji uruchamiają kolejne przejawy rusofobii, budzą stare, znane i groźne demony wiedząc, że dostarczają swoim oponentom w Polsce kolejnych argumentów, które zostaną skwapliwie wykorzystane w Polsce, dla potrzeb bieżącej walki politycznej.
Wracając zaś do tablic, warto pamiętać i brać pod uwagę, że w delikatnej materii stosunków polsko - rosyjskich chodzi o coś więcej. Naszym celem i priorytetem winno być niezmiennie wpierw poznanie całej prawdy odnośnie Katynia, a następnie - na mogiłach i pamięci wydarzeń w Katyniu i Smoleńsku - zbudowanie podwalin potrzebnego i nieuchronnego pojednania polsko - rosyjskiego. Ten trudny proces jest determinowany przyszłością dobrosąsiedzką obu narodów. 
Choć może zabrzmi to w kontekście dzisiejszego incydentu w Smoleńsku niewiarygodnie, nielogicznie wręcz, to osobiście uważam, że problem tablic przybliża, a nie oddala ostateczne polsko - rosyjskie pojednanie. Kwestia ta stanie się bowiem po raz kolejny niezamierzonym przyczynkiem do wzrostu wiedzy społeczeństwa rosyjskiego o Smoleńsku i Katyniu, o symbolicznym znaczeniu tych miejsc dla Polaków. Elity polityczne Rosji - niezależnie od partykularyzmów i próby taktycznego odwleczenia ostatecznego rozwiązania kwestii Katynia - zbliżają się nieuchronnie do momentu, w którym utrzymanie obecnego status quo stanie się nieznośne i niewygodne, także z ich punktu widzenia. Stad już tylko krok do zasadniczych, jakościowych zmian. 
Może zatem - wracając do przypadku Mojżesza - będziemy mogli kiedyś powiedzieć, ze warto było przejść przez bolesny problem tablic, ponieważ stał się on detonatorem, ostatecznym przyczynkiem uregulowania sprawy Katynia po polskiej myśli. Może te właśnie tablice staną się fundamentem pojednania?     
        

piątek, 8 kwietnia 2011

Francuski katolicyzm - piękne karty historii i brak perspektyw?

            Francja, zwana "najstarszą córką Kościoła" [dodajmy niesłusznie, ponieważ tytuł ten chronologicznie przypadać winien...Armenii, która stała się krajem chrześcijańskim prawie 200 lat wcześniej niż Francja, bo w roku 301], obecna jest w gronie państw chrześcijańskich od 496 roku, tj. od symbolicznego chrztu króla Franków Chlodwiga.
Francja to wielkie, chlubne i ponadczasowe karty historii chrześcijaństwa i katolicyzmu. To wielkie zakony [Templariusze, Benedyktyni z Cluny, Cystersi, Dominikanie, Kortuzi, Szarytki], to plejada świętych i męczenników [francuski Panteon świętych liczy 103 przedstawicieli z Joanną d'Arc, Bernardem z Clairvaux i św Franciszkiem Salezym na czele], to 16 papieży [dla Polaków najważniejszym z nich jest niewątpliwie Sylwester II (999 - 1003), który kanonizował św. Wojciecha i ustanowił Metropolię Gnieźnieńską], to wielki wkład w naukę społeczną i doktrynę Kościoła. Katolicyzm francuski w wymiarze materialnym, to przepiękne katedry gotyckie [przede wszystkim Paryż, Chartres, Amiens, Reims oraz Beauvais], kościoły i opactwa. To także wybitni przywódcy zaangażowani w życie polityczne, z kardynałami Richelieu i Mazarin na czele. To wreszcie doskonała kultura, sztuka i szkolnictwo.
Dzień dzisiejszy Kościoła francuskiego, mimo wspaniałej tradycji i historii, odbiega zasadniczo - w aspekcie roli odgrywanej w życiu społecznym - od analogicznej roli w przeszłości.
Współczesna Francja - co pozostaje dziedzictwem Rewolucji Francuskiej - jest jednym z najbardziej laickich krajów Europy, a pochodzące jeszcze z 1905 roku prawo [Francja nie zawarła Konkordatu z Watykanem], gwarantuje pełną odrębność państwa i Kościoła [ciekawostką jest fakt, ze mimo rozlicznych zmian ustrojowych Prezydent Republiki korzysta z posiadanego przez władców francuskich od 1604 roku, tytułu Kanonika Rzymskiej Bazyliki  św. Jana na Luteranie]. Mimo, że ponad 60% Francuzów deklaruje się ciągle jeszcze jako Katolicy, to do Kościoła uczęszcza - wedle różnych źródeł - jedynie 4,5% - 6% z nich. Większość terytorium współczesnej Francji to... tereny misyjne. Duchowieństwo francuskie liczy dziś jedynie 9 tys., a wedle szacunków skutkiem braku powołań, będzie kres istnienia 1/3 francuskich diecezji najdalej w 2025 roku. Dzieje się to w tym samym czasie, kiedy we Francji umacnia się stale islam.
Współczesny katolicyzm francuski charakteryzuje ogromny ferment ideowy i znaczące wewnętrzne zróżnicowanie, czego symbolem postaci abp. Marcela Lefebvre'a, Ojca Piotra [L'abbe Pierre'a], oraz bp. Jacques'a Gaillot'a.
Abp M. Lefebvre [1905 - 1991], to tradycjonalista, założyciel Bractwa Kapłańskiego Piusa X [obecnego także w Polsce]. Pozostawał w pryncypialnej opozycji wobec postanowień Soboru Watykańskiego II. Przeciwnik ekumenizmu, reformy mszału Pawła VI. Zachowywał także dystans wobec Jana Pawła II za - jego zdaniem - laicyzację i niszczenie Kościoła. Ostatecznie ekskomunikowany [1988].
Ojciec Piotr [właściwie Henri Groues (1912 - 2007)], to założyciel ruchu Emmaus, autor wydanej w 2005 roku ksiązki Mon dieu.... pourquoi [wydanie polskie: Abbe Pierre (Ojciec Piotr) [2006]; Mój Boże.... dlaczego? Wyd. Videograf II. Chorzów], zasłynął także przyznaniem się do doświadczeń seksualnych w okresie posługi, artykułowanymi wątpliwościami w kwestii zasadności celibatu, zrozumieniem dla homoseksualistów i antykoncepcji, wreszcie żądaniem odstąpienia od dyskryminacji kobiet w Kościele.
Wreszcie bp. Gaillot [pochodzący z rodziny hurtowników wina w Szampanii], to biskup erudyta [autor 12 - tu książek], słynący ze swego zaangażowania politycznego po stronie walczących o wolność i demokrację [stronnik Palestyńczyków, przeciwnik wojny w Iraku etc], ze sprzyjania modernizacji Kościoła, zwolennik prezerwatywy jako elementu walki z AIDS, a generalnie zwolennik stosowania środków antykoncepcyjnych, który po odwołaniu za kontrowersyjne wypowiedzi ze stanowiska biskupa Diecezji Evreux w Normandii i jednoczesnym powołaniu w 1995 roku, przez Jana Pawła II na tytularne stanowisko biskupa Partenii, utworzył w 1996 roku.... pierwszą na świecie diecezję w internecie [www.partenia.org].  
Generalnie współczesny katolicyzm francuski cechuje daleko idąca różnorodność, z prymatem otwartości, zwłaszcza na nowe modernizacyjne prądy ideowe, posunięta desakralizacja, wreszcie indywidualizm, z niechęcią w kierunku publicznego wyznania wiary.
Dlaczego o tym wspominam? Z polskiej perspektywy, charakterystyka współczesnego francuskiego Kościoła katolickiego, wydawać się może czymś nader odległym i niemal egzotycznym. Nic bardziej złudnego. Dynamizm i zagrożenia współczesności - także w aspekcie zagrożenia tożsamości europejskiej - wymagają od nas powszechnej czujności, od hierarchii kościelnej zaś otwartości na idee Kościoła ludowego. Model wszechmogącego i wszechwładnego proboszcza to element tego co odchodzi. Warto, aby polska hierarchia kościelna monitorowała rozwój i położenie Kościoła we Francji. Powierzchowne budowanie więzi z wiernymi wyłącznie na nabożeństwach niedzielnych, straszenie odmową udzielenia ślubu i pogrzebu w kościele, manifestowany konsumpcjonizm części hierarchii, może w ciągu najdalej dwóch generacji zbliżyć pozycję Kościoła katolickiego w Polsce do obecnej we Francji. Francuzi też wybudowali w ciągu wieków mnóstwo monumentalnych Kościołów, które dziś stoją puste, mieli aż 16 - tu papieży i ...  im to nie pomogło.                    

Katyń/Smoleńsk - Kto pierwszy w Polsce powie otwarcie dosyć ?

            Przypadająca rocznica tragedii katyńskiej i smoleńskiej, poza obchodami rocznicowymi, rozważaniami o sposobach godnego ich materialnego upamiętnienia, wspomnieniami o tragicznie zmarłych, musi mieć - poza podszytą bólem refleksją - wymiar rozważań o przyszłości.
Nikt poważny nie kwestionuje dziś zbrodni katyńskiej, jej genezy i autorów. Analogicznie każdy normalny człowiek, rozumie dramatyzm katastrofy smoleńskiej. Wszyscy mają świadomość traumatycznego charakteru tych zdarzeń dla najbliższych zamordowanych w Katyniu i tych którzy zginęli tragicznie w katastrofie lotniczej w Smoleńsku.
Zdarzenia te i ich tragizm - zachowując proporcje między Katyniem a Smoleńskiem - znalazły i zapewne znajdą odzwierciedlenie w naszej narodowej historii. Sądzę, że w Polsce istnieje daleko posunięty narodowy consensus w takiej percepcji tych wydarzeń.
Spór o generacyjnym, a przede wszystkim głęboko ideologicznym charakterze, trwa i zanosi się niestety że będzie trwał przez dziesięciolecia, w odniesieniu do roli omawianych zdarzeń dla kształtu relacji polsko - rosyjskich, oraz znaczenia dla naszych wewnętrznych, polskich spraw.
W relacjach polsko - rosyjskich moim zdaniem niezbędne jest ostateczne odtajnienie wszystkich dokumentów katyńskich, a następnie przebaczenie i symboliczne pojednanie narodowe. W stosunkach polsko - rosyjskich Katyń i Smoleńsk, muszą odegrać rolę francuskiego Verdun. Musimy wreszcie wyjść poza ciasne nacjonalizmy, wzajemne uprzedzenia, pokonać kompleksy. 
Obawiam się, że o wiele trudniejsza droga czeka nas w relacjach wewnętrznych. Jestem przekonany niestety, że stosunek do katastrofy smoleńskiej stanie się na długo katalizatorem postaw społecznych, papierkiem lakmusowym podzielanej orientacji politycznej i aksjologii. Istnieje bardzo poważne - moim zdaniem - ryzyko, że stare endeckie hasło: Polak - Katolik, stanie się triadą: Polak - Katolik - Smoleńsk. Ryzyko jest tym większe, że co najmniej jedna opcja polityczna chce uczynić ze sprawy katastrofy smoleńskiej oś integracji zwolenników oraz znak rozpoznawczy elektoratu. Jeżeli tak się stanie, to na lata ugrzęźniemy w pozornym sporze politycznym, który podzieli względnie trwale polskie społeczeństwo.
Nie oczekuję, że wyrzekniemy się estymy i pamięci. Rozumiem i podzielam ból tych, którzy w katastrofie samolotu w Smoleńsku stracili najbliższych. Nikt nie ma prawa jednak - moim zdaniem - oczekiwać, że 38 milionowy naród w środku Europy, na lata ugrzęźnie w letargu permanentnych rekolekcji, których tematem będzie Smoleńsk. Absolutna zgoda na pamięć i szacunek, nie może oznaczać i być rozumiana jako zgoda na budowę nowego romantycznego mitu narodowego. To byłoby poważne i nieuprawnione nadużycie.
Zastanawiam się, kto z przedstawicieli polskiej elity politycznej [a może hierarchii kościelnej?], bez względu na zasady poprawności politycznej, merytorycznie i bez emocji powie, że w ponad tysiącletnich dziejach Państwa Polskiego, tragicznie przerwana prezydentura Lecha Kaczyńskiego to tylko epizod, którego rangę zrewiduje dopiero historia, a jej wyważoną ocenę należy zostawić przyszłym pokoleniom?           

czwartek, 7 kwietnia 2011

Francuskie symbole [9] - PSA Peugeot Citroen

            Peugeot Societe Anonyme [PSA], to firma funkcjonująca w obecnym kształcie od 1976 roku, od chwili zakupu przez firmę Peugeot 90% akcji firmy Citroen, a w konsekwencji udanej konsolidacji obu przedsiębiorstw. Choć znana powszechnie przede wszystkim z produkcji obecnie dwóch marek samochodów [Peugeot i Citroen], jest de facto rozbudowaną, zdywersyfikowaną grupą finansowo - przemysłową, w której znajdują się między innymi podmioty o innym profilu działalności, powszechnie znane także w Polsce: GEFCO [firma logistyczna, która zakupiła 5.04.2011 r pakiet 70% akcji włoskiej Gruppo Mercurio], oraz Faurecia [producent części samochodowych].
Grupa PSA, aktywna w 160 krajach świata, zatrudniająca ponad 198 tys. pracowników, w 2010 roku [najlepszym w historii Spółki], osiągnęła przychody na poziomie 56 061 mln Euro, oraz zysk netto w wysokości 1 134 mln Euro. 39% przychodów firma generuje poza Europą, a rynki priorytetowe to: Chiny, Ameryka Łacińska i Rosja. 
PSA sprzedając w ubiegłym roku 3,602 mln samochodów [z czego 2,142 mln to Peugeot, a 1,460 Citroen], plasuje się na 9 - tym miejscu w światowym rankingu producentów, z udziałem w rynku globalnym na poziomie 3,6%.
W akcjonariacie firmy - co ciekawe - wciąż istotną rolę odgrywa rodzina Peugeot [30,3% akcji Spółki, dające 45,7% głosów na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy pozostaje w gestii Groupe familial Peugeot, a jej przedstawiciel Thierry Peugeot jest Przewodniczącym Rady Nadzorczej Spółki].
PSA jest w wielu krajach de facto ambasadorem Francji, znanym od dziesięcioleci [pierwszy samochód Peugeota powstał w 1889 roku], z innowacyjnych rozwiązań [tytułem przykładu jest liderem w produkcji samochodów o niskiej emisji spalin], jak i wysokiej jakości produkowanych samochodów.
Historia PSA, to pasjonująca opowieść nie tylko o burzliwym procesie indiustralizacji Francji, ale także w wymiarze socjologicznym - o wzlotach i upadkach, geniuszu i roli jednostki w historii [zwłaszcza w odniesieniu do Citroen'a].  
Mówiąc o PSA - bez wątpienia zasadnie - jako powszechnie rozpoznawalnym symbolu Francji, wspomnieć trzeba także o ciekawych, a mało znanych związkach tej firmy z Polską, zwłaszcza za sprawą firmy Citroen.
Matka jej założyciela: Andre Citroena [Masza Amelia Kleinman pochodziła z ... Warszawy], a sam A. Citroen zakupił w....Głownie [to nie żart, miasteczko to położone jest niedaleko Łodzi] patent kół zębatych o daszkowym uzębieniu [z ich wykorzystaniem na szeroką skalę, twórca Citroena zetknął się w przemyśle włókienniczym Łodzi], który stanowił w znacznym stopniu pierwotne źródło akumulacji kapitału firmy Citroen. 
Wagę i znaczenie tego patentu dla samego Citroena potwierdza fakt, że począwszy od 1904 roku do dnia dzisiejszego, zębatka daszkowa stanowi trwały element logotypu firmy Citroen!!! [logo to obecne jest na każdym samochodzie Citroen].    
  
    

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Francuskie symbole [8] - wina Burgundii [Bourgogne]

           Znane co najmniej od VII wieku, przede wszystkim za sprawą klasztorów, dla których stanowiły niegdyś istotny element budżetu, wina burgundzkie uchodzą za synonim prestiżu, [choć ustępują w tym aspekcie w zgodnej opinii winom z regionu Bordeaux], oraz uważane są dosyć powszechnie - i chyba słusznie - za wysublimowane, w aspekcie kształtu bukietu smakowego.
Winnice Burgundii zajmują obszar około 45 tys. ha, w pasie od Chablis po Lyon, choć w aspekcie właścicielskim charakteryzuje je znaczne rozdrobnienie [średnia wielkość winnicy mieści się miedzy 5 a 15 ha].
Burgundia to królestwo trzech szczepów winnych:
1. Chardonnay [białe wina, przede wszystkim z regionu Chablis]
2. Pinot Noir [czerwone wina]
3. Gamay [Beaujolais, pełna nazwa tego szczepu to: Gamay Noir a'Jus Blanc. Ciekawostką jest niewątpliwie fakt, że uprawa tego szczepu została czasowo zabroniona w 1385 roku, decyzją książąt burgundzkich z powodu... niskiej jakości uzyskiwanego wina].
Z win burgundzkich klasyfikowanych najczęściej na: bazowe [bourgogne], village i premier cru, za najlepsze uchodzą te, pochodzące z regionu Chablis [wian białe], za najbardziej prestiżowe zaś z regionu Cote de Nuits [wina czerwone] i Cote de Beaune [białe i czerwone]. Pochodzenie wina z tych regionów jest rękojmią wysokiej jakości i niezapomnianych wrażeń smakowych.
Burgundię - piękną, historyczną krainę [osobiście darzę ją szczególną estymą: był to pierwszy region w którym byłem we Francji, podczas mojego pierwszego pobytu w tym oszałamiającym kraju... 31 lat temu!!!], warto zwiedzać także pod kątem szlaku wina. Główny szlak liczący ok 150 km [od Dijon po Maconnais], obfituje poza winnicami w piękne krajobrazy, dając olbrzymie możliwości indywidualnej aranżacji trasy wycieczki. Szczególnie polecam wizytę w mieście Beaune oraz opactwach Citeaux oraz Tournus w aspekcie zabytków architektury, oraz w wiosce Puligny Le Montrachet, gdzie znajduje się najsłynniejsza na świecie winnica białych winogron: Le Montrachet.
Mnie udało się zwiedzić winnice i zapoznać z produkcją firmy Albert Bichot, założonej w 1831 roku przez Bernarda Bichot, dysponującej dziś areałem 100 ha winnic. W towarzystwie ówczesnego Dyrektora Sprzedaży firmy [a dziś Dyrektora komunikacji] Pana Philippe de Marcilly, mieliśmy okazję poznać tajniki produkcji, składowania i oczywiście pod fachowym okiem degustować znakomite produkty. Ogromne wrażenie zrobił na nas pałac, będący siedzibą zarządu firmy, w stylu II Cesarstwa. Niesamowite wrażenia.
Wina burgundzkie [oczywiście te markowe], najlepiej przechowywać około 10 lat, w odniesieniu do win czerwonych i 5 - 8 lat, w przypadku win białych. Wtedy uzyskują one optymalne walory smakowe i zapachowe. 
Na zapoznanie się z Burgundią trzeba zarezerwować w wymiarze czasowym minimum 2 dni. Oczywiście - w przypadku planów zwiedzania winnic - nieodzowne jest wcześniejsze uzgodnienie terminów.             

Alzatczycy, Lotaryńczycy, a Ślązacy

            "[...] śląskość jest po prostu pewnym sposobem odcięcia się od polskości i przypuszczalnie przyjęciem po prostu zakamuflowanej opcji niemieckiej[...]"
                 za: PiS - Raport o Stanie Państwa. 31.03.2011 roku, wersja elektroniczna dostępna na oficjalnych stronach internetowych partii; str. 34 - 35.

              Te oburzające w istocie słowa znajdują się w oficjalnym dokumencie sygnowanym przez największą partię opozycyjną w Polsce!!! Zostały potwierdzone i ugruntowane na konferencji prasowej, przez lidera PiS Jarosława Kaczyńskiego. 
To wstyd. Korfanty się w grobie przewraca, jak i tysiące powstańców, którzy w trzech kolejnych Powstaniach Śląskich walczyli o przyłączenie Górnego Śląska do Polski. Czy zachowanie tych Ślązaków było manifestowaniem opcji niemieckiej?  
Po co było rozkuwać symbolicznie kajdany ? 
Zachęcam autorów Raportu do pobieżnej choćby lektury prac poświęconych historii Górnego Śląska. Zachęcam do zapoznania się z dowodami odnośnie przebiegu Powstań Śląskich, a i faktografią powitania wojska polskiego wkraczającego na Górny Śląsk na czele z gen Szeptyckim, do Szopienic 20 - go czerwca 1922 roku. To Ślązacy, nie Polacy witali symbolicznie Państwo Polskie, które jawiło im się jako dobro najwyższe, wymarzone.....  

Zastanawiałem się jak bez emocji odnieść się do tych haniebnych, niepotrzebnych słów. Myślę sobie tak, że jedynie brak elementarnej wiedzy, wyczucia społecznego lub historycznego, oraz zła wola lub chęć manipulacji i antagonizowania, mogą popychać ludzi do takich stwierdzeń i zachowań, które są niczym innym jak kolejną próbą dzielenia Polaków.
Jestem ciekawy jak zareagują posłowie wybrani z list PiS do Sejmu i Senatu, do Parlamentu Europejskiego, z terenów Górnego Śląska.    
Zastanawiam się także, jak zareagowaliby Alzatczycy i Lotaryńczycy we Francji [a historia tych regionów jest bliźniaczo podobna do losów Górnego Śląska]  gdyby usłyszeli, że ich przywiązanie do tradycji oceniane jest jako "zakamuflowana opcja niemiecka". Populacja Alzatczyków to ponad 1,7 mln, Lotaryńczyków ponad 2,3 mln. Nikt we Francji, nawet skrajna prawica, ich nie obraża, a ich tradycji i obyczajów nie traktuje się bynajmniej jako podstawy do dyskryminacji. Powiem więcej. Nie sądzę, żeby we Francji znalazł się odpowiedzialny polityk, nawet regionalnego szczebla, który ośmieliłby się stosować taką retorykę, jaką aplikuje nam PiS w Polsce....
W Polsce pozwolił sobie na taki wywód lider największej partii opozycyjnej, z aspiracjami do utworzenia rządu!!!
Polska klaso polityczna, polskie elity polityczne, czas na opamiętanie!!!
To co robicie to najkrótsza droga do radykalizmów, do nieobliczalnego w skutkach konfliktowania ludzi i regionów. Czy to jest naprawdę to, czego Polska potrzebuje? 
Nie wiem jak w konsekwencji omawianego "wyskoku" PiS zachowają się Ślązacy w nadchodzących wyborach, jak stanowisko PiS wpłynie na nasze zachowania wyborcze. Jednego jestem pewien: już był czas w którym określano nas mianem "germańskiej hołoty". Na powrót tych czasów i tej retoryki nie pozwolimy!!!