piątek, 16 grudnia 2011

Wyrok dla J. Chirac'a - czy to mogłoby się zdarzyć w Polsce?

            Jacques Chirac, to czołowy polityk francuskiej prawicy, który przez prawie dwie dekady odgrywał kluczową rolę na francuskiej scenie politycznej, piastując między innymi przez dwie kolejne kadencje urząd Prezydenta Republiki, a przedtem dwukrotnie stanowiska Premiera rządu.
Właśnie został zakończony jego długoletni proces sądowy, w którym zarzucano mu stworzenie fikcyjnych miejsc pracy podczas sprawowania przez niego urzędu mera Paryża dla 20 pracobiorców, którymi byli reprezentanci prywatnych i politycznych przyjaciół jego lub jego otoczenia. Czyny te - zdefiniowane w sentencji wyroku jako nadużycie zaufania publicznego przez urzędnika państwowego zobligowanego do należytej staranności o powierzone mienie, zwłaszcza zaś o racjonalne gospodarowanie środkami finansowymi - zdaniem ławy sędziowskiej zaskutkowały zbędnymi wydatkami w wysokości co najmniej 1, 4 mln Euro. 
J. Chirac nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, ale nie to moim zdaniem w tej sprawie jest najważniejsze. Nie wyrok [dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu, zobowiązanie do częściowego naprawienia szkody] jest w tej sprawie najistotniejszy. Nie mnie też osądzać, czy J. Chirac istotnie dopuścił się zarzucanych mu czynów i z jakich pobudek, czy tylko nadmiernie zaufał swoim podwładnym. O wiele ważniejsza jest reakcja samego oskarżonego i jego obozu politycznego.
Sędziwy już i poważnie schorowany eks - Prezydent, z własnych, prywatnych środków przeznaczył 500 tysięcy Euro na pokrycie strat Paryża z tytułu opisywanego procederu. Także formacja polityczna Prezydenta - Unia na Rzecz Ruchu Ludowego, z partyjnej kasy zadeklarowała pokrycie reszt strat, aby uniknąć formalnego pozwu miasta, zarządzanego dziś przez socjalistów. To jest prawdziwa odpowiedzialność karna, polityczna i finansowa za minimum brak właściwego nadzoru nad prawidłową gospodarką publicznymi pieniędzmi, za minimum tolerowanie przejawów kumoterstwa, koterii, nepotyzmu, a w konsekwencji korupcji. To także wyraz dojrzałości politycznej i świadomości pejoratywnego charakteru afery, nie tylko w wymiarze karnym, wizerunkowo - reputacyjnym, ale moralno - etycznym.
W tym kontekście zasadnym wydaje się pytanie czy takie zachowanie, takie podejście elit politycznych byłoby możliwe w Polsce, czy poczucie odpowiedzialności za nawet brak właściwego nadzoru politycznego i takiej kontroli nad działalnością podwładnych sięgałoby w Polsce tak daleko jak we Francji? 
Praktyka polityczna w Polsce na rożnych szczeblach władzy skłania niestety do pesymizmu w tej sprawie. O wcale nie incydentalnych przypadkach korupcji, nepotyzmu, kumoterstwa przy naborze na stanowiska urzędnicze lub stanowiska w spółkach Skarbu Państwa, polskie media informują po wielekroć. O zachowaniu zbliżonym do zachowania J., Chiraca i jego politycznych aliantów, o dosłownym - także w wymiarze finansowym - rozumieniu swojej odpowiedzialności i obowiązku naprawienia szkody, o powinnościach w tym zakresie i faktycznych zachowaniach w odniesieniu do polityków jeszcze w Polsce nie słyszałem. Może jednak doczekam dni, kiedy usłyszę?

czwartek, 15 grudnia 2011

Kto we Francji chce powrotu Franka, a kto w Polsce zakochany jest w Euro?

           Ostatnie [4.12.2011] opublikowane tradycyjnie na stronach internetowych [www.tns-sofres.com], comiesięczne badanie opinii publicznej i preferencji Francuzów, przynosi nader ciekawe rezultaty badań stosunku Francuzów do wielowymiarowego kryzysu w Europie.
Z badań noszących zbiorczy tytuł "Les Francais et la crise de la dette en Europe", za najciekawsze uznać należy badanie percepcji Euro jako waluty europejskiej. Warto moim zdaniem nieco dłużej zatrzymać się nad tą kwestią.
Co prawda jedynie 33% Francuzów chce powrotu starej waluty narodowej - Franka, przy jednoczesnym sprzeciwie wobec takiej idei na poziomie 63% respondentów, ale nie mniej interesujący jest rozkład społeczny poparcia dla wspólnej waluty. 
Zwolennikami Euro są przede wszystkim kadry zarządzające i zawody pośrednie [poparcie na poziomie przekraczającym 70%!]. Zarazem aż 54% francuskich robotników zdecydowanie preferuje powrót do waluty narodowej.
W sensie korelacji preferencji politycznych ze stosunkiem do Euro, największy sceptycyzm wobec Euro wykazują zwolennicy Frontu Narodowego [73% przeciwników Euro], najbardziej przyjazne stanowisko zaś prezentują zwolennicy Partii Socjalistycznej i centrum.
Przywołane wyniki dosyć wiernie oddają stan nastrojów i preferencji społecznych we Francji. Zwolennikami Euro są przede wszystkim beneficjenci globalizacji: kadry zarządzające, właściciele podmiotów gospodarczych i zawody pośrednie: grupy społeczne, które najbardziej zyskały na wprowadzeniu jednolitego rynku gospodarczego, swobody przepływu kapitału i ludzi. Największy sceptycyzm zaś stanowi domenę grup społecznych, które najwięcej straciły na globalizacji [robotnicy], oraz w największym stopniu ponoszą koszty kryzysu.
Badania potwierdzają znaną od dawna prawidłowość, że osią integracji i artykulacji interesów zawiedzionych jest przede wszystkim Front Narodowy, którego program i retoryka w sposób najbardziej pełny identyfikuje ich interesy oraz potrzeby.  
Czy wyniki badań opinii we Francji mogą być punktem odniesienia i wskazówką dla zachowań i preferencji społeczeństwa polskiego?
Wydaje się - bez ponoszenia nadmiernego ryzyka - uprawnioną teza, że stosunek do Euro jako waluty w Polsce odpowiadałby deklarowanym preferencjom Francuzów w tym względzie, przy czym sceptycyzm wobec Euro jest niewątpliwe z powodów pragmatycznych większy w Polsce niż we Francji.
W Polsce z pewnościae poparcie dla idei Euro charakteryzuje także w największym stopniu prywatny biznes i kadry zarządzające, największy zaś sceptycyzm i  rezerwę w tej sprawie wykazują środowiska pracowników najemnych. Wydaje się, że czym niższa pozycja w hierarchii społecznej, tym sympatie do Euro jako potencjalnej waluty są w Polsce zdecydowanie niższe.
Bardziej skomplikowany charakter ma próba ustalenia związku między preferencjami politycznymi a stosunkiem do Euro, z uwagi na znacznie szerszy i bardziej zdywersyfikowany front sprzeciwu wobec Euro w Polsce. Niewątpliwie pierwszoplanową rolę odgrywa Prawo i Sprawiedliwość [PiS], które jednak nie ma monopolu. Sceptycy wobec idei wspólnej waluty są także w szeregach sympatyków PSL, jak i elektoratu lewicy.
Na dziś stosunek społeczeństwa polskiego do Euro cechuje większa rezerwa i sceptycyzm niż jeszcze do niedawna, co jest konsekwencją realnej oceny sytuacji i dobrego rozpoznania oraz identyfikacji naszych interesów. Poza wszystkim zaś wejście Polski do strefy Euro na dziś w sposób istotny osłabiłoby naszą jedyną przewagę konkurencyjną w Europie - konkurencyjność.
Dystans, umiar i rozwaga, przy jednocześnie sporej atencji, a zarazem absolutnie nie wrogości, to winne być parametry naszego stosunku do Euro w najbliższych latach. Można być lojalnym Europejczykiem, wiernym europejskiej tradycji i tożsamości, zaangażowanym w budowę jedności europejskiej na poziomie politycznym, ideologicznym, a przede wszystkim ekonomicznym,  nosząc w portfelu złotówki. Nośmy je zatem z dumą, Ceńmy nasza walutę narodową tak jak kilka nacji europejskich, od Brytyjczyków, Szwedów i Duńczyków poczynając.  

niedziela, 11 grudnia 2011

Czy wiecie, że [10]

        Generał Charles de Gaulle, będący wielkim admiratorem tradycji i historii narodowej Francji, darzył szczególną estymą francuską monarchię. Dowody na to znajdują się zarówno w pozostawionej przez Generała spuściźnie pisarskiej, rozlicznych relacjach, w stosunku do francuskiego następcy tronu - Henryka Hrabiego Paryża, jak i w ... kształcie ustrojowym V Republiki, w sposób szczególny traktującym pozycję ustrojową Prezydenta Republiki.   
Głęboki realizm i pragmatyzm polityczny, wyczucie nastrojów społecznych, nie pozwoliły de Gaulle'owi na próbę  restauracji monarchii we Francji. 
Francuski następca tronu, z wielkim szacunkiem i uznaniem traktował Charles'a de Gaulle'a, mogąc zarazem liczyć na specjalne traktowanie przez samego Generała, jak i jego rodzinę.
Stan wzajemnych relacji najpełniej, jak i strategiczne podejście do Gaulle do kwestii monarchii jako alternatywy ustrojowej, najbardziej dobitnie oddaje słynny dialog między synem Generała, późniejszym admirałem Philippe'm de Gaulle, a Hrabią Paryża w dniu śmierci Generała [przywołany przez Jean'a - Raymond'a Tournoux, w wydanej także po polsku książce pod tytułem "Po raz pierwszy ujawnione".; Wyd. KiW. Warszawa 1975., s.342]:      
"[...] Wasza Wysokość! Ojciec często mówił - dziś mam obowiązek powtórzyć to panu - że gdyby okoliczności ułożyły się inaczej, byłby szczęśliwy, mogąc być pana wiernym i lojalnym sługą [...]".
Szczególny stosunek do Hrabiego Paryża potwierdza zresztą sam Generał w swoich pamiętnikach:
"[...] Do zupełnie innej dziedziny, do której jednak przykładam wielką wagę, należą składane mi kilkakrotnie, zawsze dyskretne i wysoce interesujące, wizyty hrabiego Paryża. Temu spadkobiercy naszych królów, przy jego wzniosłych i trafnych poglądach, leży przede wszystkim na sercu sprawa jedności naszego narodu, postęp społeczny i prestiż naszego kraju. O tym za każdym razem rozmawia ze mną w ten sam sposób, w jaki problemy te traktowane są w odzwierciedlającym jego myśli "Bulletin". Musze powiedzieć, że każda rozmowa z tą głową domu Francji przynosi mi pożytek i dodaje otuchy [...]" Ch. de Gaulle., Pamiętniki nadziei., Wyd. MON.; Warszawa. 1974,; s. 338 - 339.

sobota, 10 grudnia 2011

Czy wiecie, że [9]

            Republikańska Francja w powszechnym społecznym odczuciu to synonim demokracji i postępu, ojczyzna nowocześnie pojmowanych, nie limitowanych cenzusami praw obywatelskich.
Bliższa i wcale  nie tendencyjna analiza dziejów politycznych Francji, egzegeza francuskiej myśli politycznej, prowadzi jednak do zgoła zaskakujących konkluzji, z których najbardziej szokującą jest głęboko uargumentowana teza, sformułowana między innymi przez Zeev'a Sternhell'a, w pracy "Ni droite, ni gauche. L'ideologie fasciste en France". Paris [1983], o francuskiej genealogii faszyzmu.
To w tradycji francuskiej Kontrrewolucji, negującej rewolucję jako niezgodną z "prawem naturalnym", afirmującej naturalny porządek świata, stającej w opozycji do idei równości, odrzucającej kartezjański ideał człowieka, inspirowanej skrajnym katolicyzmem, będącej wreszcie w opozycji do ideałów oświecenia, znajdujemy korzenie pierwszej doktryny ekstremalnej prawicy, której symbolem są: Joseph de Maistre [1753 - 1829] i Louis de Bonald [1754 - 1840].
To we Francji, tworzy uważany za prekursora rasizmu Artur de Gobineau [1816 - 1882], autor słynnego dzieła "Szkice o nierówności ras ludzkich" [Essai sur l'inegalite des races humaines] który udowadnia, że jedynie społeczeństwa czyste rasowo i należące do rasy białej, mają największy dorobek oraz optymalne perspektywy rozwojowe na przyszłość..
Francja, za sprawą barresizmu i maurrasizmu [nazwy od twórców tych kierunków Charlesa Maurras'a 1868 - 1952 i Maurice Barres'a 1862 - 1923], jest miejscem narodzin dwóch formuł nacjonalizmu: integralnego nacjonalizmu Maurras'a [podstawą katolicka monarchia], oraz nacjonalizmu republikańskiego Barres'a [republikański ustrój bazujący na preferencji narodowej, antysemityźmie i ksenofobii].
To Francja wreszcie staje się areną aktywności i dominacji pozaparlamentarnych, pozapartyjnych, a może lepiej ponadpartyjnych Lig, od najstarszej [1882 r.] Ligi Patriotów [La Lique des Patriotes] poczynając, które  6.02.1934 roku podjęły próbę pozaparlamentarnego przejęcia władzy. 
Powstałe w 1940 roku Państwo Francuskie z jego hasłem "Rewolucji Narodowej", czego symbolem tryptyk przejęty od organizacji Croix de Feu [Ogniste Krzyże] - powstałej w 1928 roku jako związek kombatancki.: "Travail - Famille - Patrie" ["Praca - Rodzina - Ojczyzna"], z marszałkiem Petain'em na czele, nie było zatem dziełem przypadku.    

piątek, 9 grudnia 2011

Pierwsze refleksje nad europejskim szczytem

           Co prawda szczyt europejski jeszcze się nie zakończył, ale z wolna rysuje się perspektywa ewolucji sytuacji.
Europa niestety nie pozostanie jednością w żadnym wymiarze, a narodowe egoizmy i brak solidarności staje na porządku dziennym w dzisiejszej Europie.
Jedność europejska była ponętnym hasłem dla wszystkich, jak długo oznaczała wyłącznie liberalizację przepływu ludzi, towarów i kapitału, jak długo pozwalała plasować wyprodukowane w narodowych granicach towary na nowych rynkach zbytu, jak wreszcie długo zapewniała dostęp do subwencji i środków pomocowych.
Ewidentne błędy strategiczne przy tworzeniu strefy Euro [wspólna waluta, bez wspólnej polityki gospodarczej i efektywnych mechanizmów kontrolnych], mszczą się podwójnie, a wszelkie słabości boleśnie obnażył światowy kryzys ekonomiczny.
Czy to jednak oznacza że sama idea wielowymiarowej jedności Europejskiej zbankrutowała? Moim zdaniem absolutnie nie. Więcej jestem przekonany, że Wspólna Europa nie ma poważnej alternatywy, a zaniechanie jedności europejskiej będzie największym błędem obecnej generacji Europejczyków. 
Dla takich krajów jak Polska, problemem jest nie tyle skład orkiestry europejskiej, co mentalny problem z przyjęciem do wiadomości, że - trzymając się muzycznych porównań - co prawda wszyscy piszemy partytury, ale do roli dyrygenta najlepiej przygotowany jest tandem niemiecko - francuski, mający największy potencjał i kompetencje. Alternatywą są jest jednak solowe występy przy ograniczonym budżecie reklamowym i dostępie do kluczowych mediów, co może oznaczać w konsekwencji granie wyłącznie do kotleta. Czy zatem lepiej być zmarniałym, niezależnym, lokalnym solistą, czy członkiem profesjonalnej orkiestry, nawet jeżeli nie gra się pierwszych skrzypiec? 
Europa wymaga zasadniczych zmian instytucjonalnych, zerwania z biurokracją i fasadowością, ale idea jedności europejskie nie ma alternatywy.
Zamiast komentarza, dwie sentencje Honore de Balzac'a:
"[...]Cóż to za przyjaźń, która cofa się przed solidarnością? [...]" oraz "[...]egoizm jest trucizną przyjaźni [...]".



  

Korupcja - trąba powietrzna autorytetu klasy politycznej

            W wymiarze politycznym, dotyczącym relacji wewnątrz francuskich, wydarzeniem tygodnia jest niewątpliwie podniesione publicznie oskarżenie o korupcję przez Arnaud Montebourg'a, pod adresem Federacji regionu Pas - de Calais Partii Socjalistycznej i natychmiastowa [wczoraj] reakcja Sekretarza Generalnego partii Martine Aubry, w postaci powołania Komisji Dochodzeniowej, w celu wyjaśnienia sprawy.
Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że kwestia ta może mieć katastrofalne konsekwencje reputacyjne dla socjalistów w kontekście przyszłorocznych wyborów prezydenckich, zwłaszcza w przypadku potwierdzenia zasadności oskarżeń.
Dla wielu wyborców potwierdzenie oskarżenia będzie ostatecznym dowodem degrengolady francuskiej klasy politycznej, argumentem za nie tylko zmianą preferencji wyborczych, ale nadto zachętą do przyjęcia optyki Frontu Narodowego w widzeniu spraw publicznych: przedstawiciele tradycyjnych partii politycznych są tak uwikłani w zjawiska postrzegane społecznie jako pejoratywne, że czas na radykalne zmiany, na wymianę elit politycznych.
Beneficjentem tej sytuacji może być zarówno większość rządowa, ale przede wszystkim prawica narodowa [Front Narodowy].
Socjaliści wiele ryzykują, choć moim zdaniem już wiele stracili, bez względu na ostateczne rozstrzygnięcie. Sprawa kładzie po prostu cień na ich wiarygodności.
Z polskiego punktu widzenia casus ten winien być postrzegany jako swoiste memento przez polskie elity polityczne. Pojawiające się raz po raz informacje w Polsce o uwikłaniu klasy politycznej w niejasne interesy, malwersacje, korupcję, firmanctwo, protekcję, patologie na obszarze styku biznesu i działalności politycznej, w przetargach publicznych, wreszcie w spółkach Skarbu Państwa, przedstawiane póki co jako odosobnione negatywne działania urzędników i menadżerów, mogą szybko zmienić społeczną konotację. Być może zabronione prawem działania podejmują apolityczni urzędnicy i menadżerowie wysokiego szczebla, jednak wszyscy w Polsce mają świadomość jak wygląda i jakim kryteriom podlega kooptacja, nabór na te stanowiska.
Odpowiedzialność polityczna jest jednoznaczna i kwantyfikowalna: to elita polityczna, a precyzyjnej partie rządzące, koalicja rządowa, ponosi polityczną odpowiedzialność za wszelkie przejawy patologii w życiu publicznym, w ministerstwach, urzędach centralnych, spółkach Skarbu Państwa. To oczywista oczywistość.
We Francji aktualna potencjalna afera dotyczy lewej strony sceny politycznej. W Polsce może być zupełnie inaczej. Nie zapominajmy wszakże, że afera korupcyjna położyła już kres jednemu gabinetowi w naszej najnowszej historii, że stała się początkiem trwałej marginalizacji politycznego znaczenia jednej formacji politycznej.
Transparentność, uczciwość, myślenie kategoriami interesu wspólnego to dewiza i jedyny tytuł do sprawowania władzy, do czynnej, decyzyjnej obecności w życiu publicznym. Wszelkie świadome odstępstwa od tej zasady, przyzwolenia dla patologii, winne bezwzględnie oznaczać społeczny ostracyzm i polityczną śmierć odpowiedzialnych. Takie winne być wymogi współczesności, bez względu na polityczny rodowód i wcześniejsze zasługi.  

sobota, 3 grudnia 2011

Czas pracy a emerytura - dyskutujmy poważnie

           Zapowiadana przez rząd Premiera Tuska reforma emerytalna sprowadzająca się de facto do wydłużenia wieku pracy zawodowej, motywowana i uzasadniana jest nie tylko sytuacją budżetu, obiektywnym wydłużeniem długości życia ludzkiego, ale często - niestety demagogicznie - naszym rzekomo zapóźnieniem w tej dziedzinie do innych krajów U.E. Czy tak jest w istocie? 
Porównajmy - a jakże - parametry pracy zawodowej w Polsce i we Francji, które obalają lansowany dziś przez rządzących w naszym kraju mit uprzywilejowania polskich potencjalnych emerytów.
We Francji wiek zakończenia aktywności zawodowej do września 2010 roku wynosił 60 lat. Stosowna nowelizacja prawna wydłuża ten wiek od 2018 roku do 65 lat. W Polsce - przypomnijmy - obowiązujący obecnie wiek nabycia praw emerytalnych dla mężczyzn to 65 lat i ma być wydłużony do 2020 roku do 67 lat.
W tym aspekcie przeciętny Polak pracuje już dziś dłużej od Francuza, a po 2020 roku będzie pracował przeciętnie dwa lata dłużej od swojego kolegi z nad Sekwany, tylko z tytułu różnicy w wieku nabycia praw emerytalnych.
Ale to jeszcze nie wszystko. Aż dziw bierze, że nikt z polskiej elity politycznej, a zwłaszcza z reprezentantów opozycji, nie podnosi jeszcze jednego istotnego argumentu z obszaru warunków zatrudnienia.
Tydzień pracy we Francji, od lutego 200 roku to 35 godzin [co prawda może być wydłużony wedle skomplikowanej procedury wymagającej zgody związków zawodowych, ale za dodatkowym wynagrodzeniem]. Normatywny tydzień pracy w Polsce, za podstawowe wynagrodzenie, to 40 godzin tygodniowo.
Wreszcie wymiar urlopu wypoczynkowego Francuza to 30 dni Polaka zaś, po dziesięciu latach pracy 26 dni.          
Przeanalizujmy skutki tych z pozoru nieistotnych różnic dla uproszenia, ograniczając się jedynie do 30 lat pracy zawodowej.
W odniesieniu do wymiaru urlopu, za okres 30 lat zatrudnienia przeciętny Francuz, tylko z tytułu różnicy 4 dni rocznie, pracuje 120 dni, czyli cztery miesiące  mniej od Polaka!!!
Porównanie tygodniowego czasu pracy, przynosi jeszcze bardziej porażające wyniki. Polak pracuje przeciętnie 260 godzin rocznie [5 h/tyg. x 52 tygodnie] dłużej od Francuza, czyli więcej niż jeden statystyczny miesiąc przeliczeniowy w skali roku! W horyzoncie czasowym 30 - tu lat, różnica z tego tytułu [30 lat x 260 h/rocznie] daje 7.800 godzin, tj. przekracza ponad 39 miesięcy!!!
W rezultacie, za cały okres aktywności zawodowej [jeszcze raz podkreślam przeliczamy tylko 30 lat!!], Polak pracuje dłużej od Francuza o 4 miesiące dłużej, z tytułu różnic w wymiarze urlopu wypoczynkowego i ponad 39 miesięcy z tytułu odmiennego wymiaru czasu pracy.
Statystyczny Wojciech - w efekcie końcowym - pracuje minimum ponad 3,5 roku dłużej - za czas swojej całej aktywności zawodowej - niż Pierre!!. Nie zapominajmy jeszcze o różnym w Polsce i we Francji, wieku przechodzenia na emeryturę [docelowo dwa lata!!!]  
To jest moim zdaniem bardzo poważny, merytoryczny argument w dyskusji. Już dziś pracujemy dłużej niż Francuzi, nie jest zatem prawdą że jesteśmy uprzywilejowani w tym względzie. Wprost przeciwnie, jesteśmy dyskryminowani.
Warto moim zdaniem, aby w debacie publicznej w Polsce, w trosce o jej jakość, nawet w odniesieniu do najbardziej zasadnych kwestii, stosowane były rzetelne merytoryczne argumenty, oparte na faktografii, także w komparatystyce.
Demagogia i uproszczenia podważają wiarygodność tych, którzy stosują takie narzędzia. Nie powinny zarazem jednak umykać uwadze opozycji politycznej, kiedy do rozwiązań o takim rodowodzie i charakterze, ucieka się koalicja rządowa.