wtorek, 6 stycznia 2026

Europa w potrzasku - gdyby żył De Gaulle...

"[...] Wyznaję Eisenhowerowi, że przy całym moim przekonaniu, iż Stany Zjednoczone są niezbędne dla świata, nie chciałbym je widzieć występujące w roli światowego sędziego i żandarma [...]".

     Ch. de Gaulle., "Pamiętniki nadziei". 1970 (wydanie polskie: Wyd. MON. Warszawa. 1974,; s. 291). 

Priorytety prezydentury D. Trumpa, wydarzenia w Ukrainie, Wenezueli, zachodzące zmiany w dotychczasowej konstelacji porządku światowego, stawiają przed Europą nowe, egzystencjalne wyzwania, których nie sposób dalej deprecjonować, a tym bardziej prolongować ich rozwiązania.

Jesteśmy świadkami prawdziwego końca świata jaki znaliśmy: w percepcji Europejczyka czasu względnego spokoju, stabilności społecznej i politycznej, wysokiego poziomu życia, wydolności systemu bezpieczeństwa, opartego na NATO i amerykańskich gwarancjach bezpieczeństwa. Jak słusznie zauważał de Gaulle: "[...] to prawda, że gdyby Europa, staczając się ku nieszczęściu, miała pewnego dnia cała zostać podbita przez Waszych rywali, Stany Zjednoczone rychło znalazłyby się w bardzo krytycznej sytuacji. Dlatego też ideologia, za którą zwykły ukrywać się żywotne interesy, dziś nazywa się dla was "sprawą wolności" i "solidarnością atlantycką" [...]". ("Pamiętniki nadziei", cyt. wyd., s. 259). Dziś Amerykanie jednak uznali, że zasadniczo zmieniają własną aksjologię w tej fundamentalnej sprawie, nie tylko słusznie oczekując od Europejczyków większej dbałości o własne bezpieczeństwo, ale podważając w istocie fundamenty wzajemnych relacji. Temu nie powinniśmy się biernie przyglądać, a tym bardziej takiego podejścia akceptować.

Europa nie może dłużej zwlekać, a europejscy liderzy (niestety nie dorastający do poziomu de Gaulle'a), nie mogą dłużej deliberować w luksusowych warunkach o naszej przyszłości, bojąc się zarazem podejmowania jakichkolwiek decyzji. Czas właśnie na strategiczne decyzje, także w obszarze europejskiego bezpieczeństwa. Czas na publiczne, zgodne oświadczenie, wbrew zasadom poprawności politycznej, dominującej etykietyzacji, że w zaistniałej sytuacji, mamy z USA interesy wspólne i rozdzielne, a skoro tak, Europa - niezależnie od sojuszu z USA, buduje własne, suwerenne zasady bezpieczeństwa, w oparciu o posiadane środki i możliwości.

Podstawą bezpieczeństwa Europy powinny być nowoczesne środki konwencjonalne europejskich państw narodowych, wsparte - w wersji optymalnej, francusko - brytyjskim parasolem atomowym, którego koszty utrzymania i modernizacji powinny być solidarnie ponoszone przez Europejczyków, a tryb podejmowania strategicznych decyzji w przedmiocie ich potencjalnego użycia precyzyjnie uzgodniony. Jeżeli - pozostając z szacunkiem i należytą atencją dla Brytyjczyków, w aspekcie ich potencjału, jak i historycznych zasług - wybiorą oni prolongatę dotychczasowej orientacji na USA, potencjał nuklearny Francji daje wystarczającą rękojmię odstraszania. Odpowiadając na argumenty adwersarzy tej koncepcji w odniesieniu do faktycznej nierównowagi potencjałów atomowych Rosji, USA oraz Chin, w stosunku do Francji, trzeba zauważyć, ze nie wielkość arsenałów atomowych, a sam fakt ich posiadania i struktury towarzyszącej, daje wystarczającą rękojmię adekwatności odstraszania.    W wymiarze podstaw aksjologicznych, rynkowym (wielkość rynku konsumenckiego i jego potencjał nabywczy) i potencjału gospodarczego,  pozycja Europy - choć słabnie - stawia nas ciągle w pierwszym rzędzie światowych potęg. Czas najwyższy, aby także na polu militarnym, Europa pozostając w sojuszach i szanując swoje pryncypia oraz międzynarodowe zobowiązania, zaczęła donioślej mówić własnym głosem, budować własny, niezależny od kaprysów sojuszników potencjał wojskowy.

Czas supremacji USA - z woli naszego tradycyjnego antanta - dobiega końca, co nie oznacza i nie może oznaczać końca świata.

Odrębną kwestią pozostaje sprawa odpowiedzialności europejskich elit i oczekiwań wobec francuskiego przywództwa w Europie. Nie mamy jednak czasu. Alternatywą dla tej koncepcji jest dalsza marginalizacja i dekadencja Europy. 

Osobiście liczę i stawiam na Francję, dojrzałą strategicznie, doświadczoną historycznie i solidarną. Mam też nadzieję, że europejskie nacjonalizmy narodowe, nie staną na drodze naszego wspólnego bezpieczeństwa.    

       

          

   

    

 

           

 

niedziela, 28 grudnia 2025

Brigitte Bardot - koniec epoki, czy szansa społecznego otrzeźwienia?

     Media na całym świecie, zgodnie odnotowują dziś [28.12.2025] śmierć Brigitte Bardot, potwierdzając jej znaczenie dla kultury, przekraczając dalece granice Francji, że odwołam się tylko do tytułów i stwierdzeń z francuskiej prasy: ("Le Figaro": "symbol Francji, który odchodzi", "problematyczna pierwsza gwiazda", "mit", "diva rebelli"; "E'Express": "ikona francuskiego kina". "Le Monde": "ikona światowego kina").

Jej długie życie (1934 - 2025), w wielu wymiarach interesujące, a zarazem kontrowersyjne, długie jeszcze pozostanie z pewnością źródłem polemik i dyskusji. 

Dla jednych pozostanie symbolem seksapilu, zwłaszcza za sprawą filmu "Bóg stworzył kobietę" (1956), w reżyserii swojego męża Rogera Vadima (na marginesie, nie jedynego męża i partnera). 

Dla drugich, pozostanie symbolem walki o prawa zwierząt, o ich ochronę, która w wieku 40 lat, będąc u szczytu sławy, zrezygnowała z kariery filmowej (zagrała w 56 - ciu  filmach!!), na rzecz aktywnej i osobistej walki o wspomniane prawa zwierząt.

Dla mnie, na podniesienie zasługuje jeszcze jeden aspekt Jej interesującego i długiego życia. Jeszcze w 1960 roku, publicznie deklarowała się jako zwolenniczka De Gaulle'a, opowiadając się za ideami gaullistowskimi w kraju i liberalizmem w świecie. Stopniowo jej poglądy i preferencje ewoluowały na pozycje narodowe, pozostające w kontrze do poprawności politycznej i zgubnej dla Francji oraz Europy, niekontrolowanej emigracji. Kulminacją, namacalnym dowodem Jej sprzeciwu wobec aksjologii współczesności, stała się wydana w 2003 roku staraniem wydawnictwa du Rocher, dla wielu obrazoburcza książka pod tytułem: "Un cri dans la silence" ("Krzyk w ciszy"). Jej wydanie było przyczynkiem do histerii wielu środowisk i wyroku skazującego (grzywna) za rzekome szerzenie nienawiści.

Osobiście stawiam Brigitte Bardot w rzędzie i Panteonie takich postaci jak prawie że rówieśniczka, jaką była włoska dziennikarka, a precyzyjnej Florentyntka Oriana Fallaci (1929 - 2006), zaangażowana społecznie przeciwniczka aksjologii współczesności: poprawności politycznej, niekontrolowanej imigracji, dominacji amerykańskiej w świecie. O. Fallaci, to autorka wielu kontrowersyjnych książek i wywiadów z możnymi tego świata, w Polsce znana chyba dziś najbardziej z tryptyku: "Wściekłość i duma", "Siła rozumu", "Wywiad z sobą samą" (Wyd. Cyklady. Warszawa. 2005).

Mając powyższe na względzie, chciałbym i uważam za w pełni uprawnione pożegnanie gwiazdy Francji i to nie tylko w wymiarze sztuki filmowej, cytatem właśnie z przywołanej książki "Wściekłość i duma":

"[...] Są jednak chwile w Życiu, gdy milczenie staje się grzechem, a mówienie jest nakazem, obywatelskim obowiązkiem, moralnym wezwaniem, Imperatywem kategorycznym, przed którym nie ma ucieczki [...]".

Podziwiam Panią B. Bardot, że miała odwagę być prekursorem w czasach, w których wielu koniunkturalnie i pryncypialnie milczało, że nie bała się jasno i kontrowersyjnie formułować swoich preferencji i priorytetów. Nie dla poklasku, nie dla pieniędzy, nie dla sławy, a dla prawdy i prawości po prostu.

Cześć Jej Pamięci!!!. 

                 

  

piątek, 6 grudnia 2024

Przesilenie polityczne w Francji: czyli po czym poznać prawdziwego lidera?

                Upadek rządu Michel'a Barnier'a, tylko dla nielicznych jest sensacją, dla niewielu niespodzianką, dla większości jest po prostu ucieleśnieniem scenariusza, który był jasny od dawna, a precyzyjniej od zakończonych niedawnych wyborów parlamentarnych we Francji. Dlaczego?

Dlatego, że Francja już dawno przestała być dowodem na zasadność bipolarnego układu politycznego, tradycyjnego podziału na lewicę i prawicę. Dziś V Republika, to coś więcej niż jedna alternatywa. Nie sposób sprowadzać już francuskiego życia politycznego do aksjologii dwóch obozów: zniuansowanej wewnętrznie prawicy, hołdującej jednak tradycyjnym wartościom i zatomizowanej lewicy, progresywnej, zorientowanej na preferowanie interesów pracobiorców.

Dzisiejsza Francja to trzy obozy: 1). lewicy, 2). prawicy, 3). prawicy narodowej, zwanej przez zwolenników etykietyzacji, fanów mainstreamowych mediów, ekstremalną prawicą.

Nie czas jednak dziś na analizowanie oferty programowej i perspektyw politycznych głównych nurtów politycznych Francji. Na to przyjdzie już czas niedługo, z uwagi na konieczność rozpisania nowych wyborów parlamentarnych we Francji (które mogą się odbyć zgodnie z postanowieniami konstytucji najwcześniej rok po poprzednich, a zatem w czerwcu/lipcu 2025 roku). 

Kluczowe pytanie, to kwestia identyfikacji ojców obecnego "sukcesu", w rozumieniu personalnym i systemowym.

Jeżeli przyjąć za dobrą monetę bon mot Leszka Milera (dla przypomnienia: prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, a nie zaczyna), to rację miał były Prezydent Republiki Francois  Mitterrand (1916 - 1996) twierdząc, że jest ostatnim wielkim, francuskim prezydentem. Obecny kryzys polityczny, to przede wszystkim konsekwencja nieodpowiedzialności politycznej urzędującego prezydenta Emmanuel'a Macron'a, który przelicytował, rozpisując przedterminowe wybory parlamentarne. Pragmatyzm, przychylność mediów, światowe obycie, okazuje się to jednak za mało, aby skutecznie rządzić takim krajem jak Francja. Potrzebna jest wizja i jasna aksjologia oraz wyobraźnia, osadzona w realiach przyczynowo - skutkowych i sprzężeniach zwrotnych. 

Republikańska, laicka w istocie Francja, targana jest  sprzecznościami wewnętrznymi, poddana presji migracyjnej, mało skutecznie szuka swojego miejsca w zglobalizowanym świecie mimo, że posiada rozliczne, obiektywne atuty. 

Przykład amerykański i rezultat ostatnich wyborów w USA uzmysławia i potwierdza, że na arenie światowej powraca czas konfliktów, a żelazne prawo demokracji (większość ma rację, przy zachowaniu szacunku dla mniejszości) powoduje, że całe rzesze niezadowolonych, szukają jednoznacznie alternatywy, ponieważ straciły zaufanie do tych co już rządzili, lub sprawują władzę. To źródło siły politycznej i poparcia takich ruchów jak dawny Front Narodowy Marine Le Pen (od 2018 roku Zjednoczenia Narodowego - Rassemblement national). Kto widział amerykańskie i francuskie, ale także niemieckie i brytyjskie miasta dekadę temu i porównuje je do ich dzisiejszego stanu, ten wie o czym mówię: masowa presja migrantów, manifestujących ostentacyjnie swoją odrębność kulturową, chętnych do korzystania z dorobku państwa opiekuńczego, ale niechętnych do pozytywistycznej pracy, głęboka frustracja tradycyjnych warstw społecznych pracobiorców, niepewnych jutra, zamęt ideowy i aksjologiczny.       

Wreszcie społeczeństwo francuskie nie przyjmuje do wiadomości, że żyje w końcu kolejnej "belle epoque", której wyznacznikami były zamożność, wysoki komfort życia, bezpieczeństwo socjalne gwarantowane przez państwo. Nadchodzi nieuchronnie czas swoistej konwersji, przewartościowań i mówiąc wprost spadku poziomu życia, utrzymywanego od dawna zresztą na kredyt. Tylko kto, jaka siła polityczna, mając świadomość siły demokracji, odważy się postawić taką diagnozę i przyznać, że czas na wyrzeczenia i samoograniczenia, w imię wspólnej przyszłości, pod rygorem egzystencjalnego i politycznego upadku?   

Wszystkim tym, którzy monitorują dzieje Francji, Europy, ale także Polski. Tym, którzy próbują diagnozować nasze położenie i ekstrapolować naszą przyszłość, polecam starą (pierwsze wydania to lata 1776 - 1782!!!), ponadczasową, monumentalną pracę Edwarda Gibbona (1737 - 1794; w Polsce ukazały się jej cztery wydania, ostatni dodruk to 2024 rok, staraniem Państwowego Instytutu Wydawniczego): "Zmierzch Cesarstwa Rzymskiego". Tam znajduje się wiele podpowiedzi, wyjaśnień, inspiracji w odniesieniu do naszej rzeczywistości. To w starożytnym Rzymie w okresie rządów Gajusza Grakchusa. w II w p.n.e, wprowadzono Frumentatio (rozdawnictwo darmowego lub subsydiowanego zboża ludności rzymskiej, celem unikania zamieszek i destabilizacji politycznej). To Rzym zetknął się z problemem asymilacji ("[...] dopóki Rzym i Italia cieszyły się szacunkiem jako ośrodek rządów, dopóty obywatele zachowywali ducha narodowego, a przybrani - niepostrzeżenie go w siebie wchłaniali [...]" - s 130,  t. 1), wielokulturowości, niestabilnością polityczną, zmiennością rządów, wreszcie z presją obcych i najazdami obcych kulturowo Hunów. Oby historią była prawdziwą nauczycielką nas wszystkich....         

          

 

środa, 26 października 2022

Eric Zemmour - erudycyjny wybryk, głos sumienia, czy strategiczna przyszłość Francji?

Po zakończonych wyborach we Francji, podjąłem zobowiązanie do omówienia podstawowych elementów programu politycznego E. Zemmour'a, kandydata w ostatnich wyborach prezydenckich we Francji, sytuowanego przez zwolenników poprawności politycznej: "na prawo od Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen". Jest to zadanie tym łatwiejsze i ciekawsze, że w ostatnim roku ukazały się dwie jego prace w języku polskim, najpierw: "Francja nie powiedziała ostatniego słowa" (Wydawnictwo Wszystko Co najważniejsze. Warszawa. 2021), a następnie: "Francuskie samobójstwo" (Wydawnictwo Biały Kruk, Kraków. 2022). Mimo wszystko, świadom stanowiska przedstawicieli głównego nurtu - dodam od razu, pozostając pod ogromnym wrażeniem walorów erudycyjnych publikacji i argumentacji autora - postanowiłem nieco ochłonąć po lekturze i nabrać dystansu, stąd zwłoka w realizacji obietnicy.

Kim zatem jest Eric Zemmour?  To dziennikarz, eseista i polityk (rocznik 1958), urodzony już we Francji, w rodzinie prostych, francuskojęzycznych Żydów, którzy emigrowali do Francji w 1952 roku, podczas wojny algierskiej. Absolwent elitarnego Instytutu Nauk Politycznych w Paryżu (słynna Sciences Po, rocznik 1979), który przez dekady pozostawał aktywnym, w czołowych francuskich mediach. Autor 3 powieści i 16 esejów polemicznych, wydrukowanych staraniem uznanych, prestiżowych, francuskich wydawnictw (Grasset, Fayard, Albin Michel, Plon).  Kandydując w wyborach prezydenckich we Francji, w 2022 roku, uzyskał czwarty wynik (7,07%), a w czerwcowych wyborach parlamentarnych, jego formacja polityczna Reconquete (Rekonkwista), nie uzyskała reprezentacji parlamentarnej (sam Zemmour, przegrał w pierwszej turze, w swoim okręgu wyborczym w departamencie Var, zarówno z reprezentantką koalicji lewicy - Nupes, jak i kandydatem Zgromadzenia Narodowego, a ponad 40 reprezentantów ruchu w II turze, zdobyło razem tylko 11 tys. głosów). W konsekwencji, jego przez wielu oczekiwany projekt polityczny - mimo obiecujących wyników sondaży - okazał się póki co fiaskiem. Czy trwałym? Jeżeli chce się być uczciwym i obiektywnym, trudno o jednoznaczną rekomendację, choć zarazem znając realia współczesnej Francji i Europy, a nade wszystko priorytety liberalnych mediów, trudno o optymizm.

Program polityczny E. Zemmour'a - będący osnową jego aktywności publicystycznej i dziennikarskiej - zasadnie sprowadzany jest do formatu "5 x I" (Identite, Immigration, Islam, Instruction, Industrie - Tożsamość, Immigracja, Islam, Wykształcenie, Aktywność Przemysłowa). Istnieje ścisła korelacja między zarysowanym obszarem tematycznym, a treścią jego książek.

Zemmour, zdeklarowany admirator Napoleona i De Gaulle'a (na marginesie, uważa że uroczystości pogrzebowe Charles'a De Gaulle'a, przypadające na 11 i 12 listopada 1970 roku, to czas, kiedy Paryż był ostatni raz stolicą świata), przedstawia w swoich pracach szeroko udokumentowany, kontrowersyjny pogląd na świat i jego problemy oraz wyzwania, prowadząc wywód tyle logicznie, co nader interesująco. Jego diagnozy w wielu punktach, zbieżne są z percepcją świata prawicy narodowej, a wielość podnoszonych wątków, uniemożliwia pełne omówienie, zwłaszcza mając na względzie wymogi co do wielkości wpisu. Skoncentruję się zatem na bardziej interesujących, by nie powiedzieć bulwersujących i konfliktogennych aspektach:

1. Zdaniem E. Zemmour'a, od czasów Wielkiej Rewolucji, cztery kwestie dzielą Francję na dwa obozy, stanowiąc oś podziału dyskursu publicznego: 1). rozliczenie z Ancien Regime'm, 2). tematyka społeczna, 3). kwestia niemiecka, 4). problematyka żydowska; 

2. Analizując historię współczesnej Francji, szczególne miejsce i znaczenie przyznaje Zemmour skutkom Maja 68 roku. Jego zdaniem po tej dacie "[...] wolność stała się anomią, równość - egalitaryzmem, braterstwo - wojną wszystkich ze wszystkimi [...]". Maj '68 we Francji, to cezura niczym Rewolucja Francuska. Rządzącym udało się co prawda uratować państwo, ale nie społeczeństwo, a w życiu publicznym zaczęła dominować nowa triada: "drwina - dekonstrukcja - destrukcja";

2. Zadziwiająca jest z pewnością dla wielu jego ocena lewicy francuskiej, co wyraża się w poglądzie, że tylko FPK właściwie rozumiała zagrożenie imigranckie końca lat 70 - tych (władza islamsko - mafijna na francuskich przedmieściach, oparta na kontrspołeczeństwie, a to na islamie). Zdaniem Zemmour'a lewica lat 70 - tych we Francji, to lewica patriotyczna, laicka, popierająca asymilację. Począwszy od lat 80 - tych, francuska lewica zwana współcześnie "kawiorową lewicą", zdominowana jest przez nurt antyrasistowski, liberalny, apologetów globalizacji. Lewica we Francji, przejmując władzę w 1981 roku, uruchomiła brzemienną w skutkach spiralę deficytów budżetowych, finansowanych w znacznej części zewnętrznie, co redukuje suwerenność i niezależność francuskiej gospodarki;

3. W opinii Zemmour'a,"[...] Petain i de Gaulle mieli tę samą strategię: za wszelką cenę umieścić Francuzów w obozie zwycięzców. Nie byli jedynie zgodni w swych kalkulacjach [...]";

4. Jego zdaniem, z czasem, gaullistowska triada: "Francja - państwo - prawo", zastąpiła niestety nowa: "prawo - państwo - Francja", skutkująca brzemienną w skutkach zmianą priorytetów i degradacją Francji na arenie międzynarodowej;

3. W percepcji Zemmour'a, Keynes zaaplikował "eutanazję rentierów", by wyjść z kryzysu 1929 roku. Technokraci francuscy zaś, przeprowadzili "eutanazję rodzimych przedsiębiorców", by zrehabilitować Francję czasu okupacji i wprowadzić naród w konsumpcjonistyczną nowoczesność, a także opanować inflację;

6. Zajmując jednoznacznie negatywne stanowisko wobec globalizacji (skądinąd to nie świat idei, a informatyka zapewnia współcześnie dominację liberalizmu) Zemmour zauważa, że priorytet niskich cen wzmaga bezrobocie, a sieci handlowe to jedenasta plaga egipska;

7. Deklarując się jako zwolennik asymilacji imigrantów, lider Rekonkwisty postuluje powrót do starej rzymskiej zasady: "w Rzymie zachowuj się jak Rzymianin". Równocześnie przypomina przemilczaną na dziś powszechnie rezerwę Ch. de Gaulle'a wobec Arabów: "[...] z Arabami i Francuzami jest jak z oliwą i octem: kiedy się je wymiesza, po jakimś czasie i tak się rozdzielą [...]";

8. Analogicznie negatywny stosunek do poprawności politycznej, zwłaszcza w nauce, pozwala mu na sformułowanie poglądu zgodnie z którym, badania naukowe w swoim założeniu, mają dziś służyć nie dociekaniu prawdy, ale prolongacie dogmatów;

9. Zwraca wielokroć uwagę na negatywne znaczenie współczesnego kształtu Wspólnoty Europejskiej, będącego skutkiem zdrady i porzucenia, zarówno przez europejską lewicę, jak i prawicę interesów narodów, na rzecz wolnego rynku i Europy. Spory krytycyzm wykazuje zarazem wobec tandemu francusko - niemieckiego, który nie tylko nie spełnia nadziei jego inicjatorów, ale staje się w aktualnych uwarunkowaniach anachronizmem;

10. Podnosi kwestię bankructwa założenia, że radykalny islam, zneutralizują w Europie kapitalizm, konsumpcjonizm i indywidualizm, które z istoty swojej okazało się naiwnością, o doniosłych reperkusjach społeczno - politycznych;

11. Zauważa, że począwszy od lat 70 - tych XX wieku, ludzie wyemancypowali się, niszcząc tradycję religijną, wznosząc na jej gruzach nową moralność (jej podstawą infantylne państwo macierzyńskie; racjonalność indywidualnego konsumenta zastępuje hedonistyczny indywidualizm);

12. Nader dyskusyjny jest pogląd Zemmour'a (przypomnijmy Żyda z pochodzenia), w kwestii żydowskiej, w aspekcie II Wojny Światowej. Jego zdaniem, historia II wojny, w wymiarze kulturowym, jest systematycznie i metodycznie, a przy tym niezasadnie, stopniowo redukowana do eksterminacji Żydów, do Shoah. Dowodem na to jego zdaniem - poza faktami historycznymi - że dochodzi do manipulacji i nadinterpretacji, jest empiryczne stwierdzenie, ze zarówno w pamiętnikach de Gaulle, jak i Churchilla, kwestia eksterminacji Żydów, nie jest poruszana.

Zasadnym rzecz jasna jest spory krytycyzm wobec argumentacji i aksjologii Eric'a Zemmour'a. Można nie tylko być pryncypialnie krytycznym wobec jego poglądów, ale je po prostu odrzucać. W każdym przypadku jednak warto poznać jego argumentację, tok myślenia, a nade wszystko kierunki  postulowanych działań korygujących, choćby dla prawdy historycznej i zerwania z absolutem poprawności politycznej. Właśnie w imię wspomnianej prawdy, z szacunku dla poglądów innych, a także dla intelektualnej, refleksyjnej przygody, polecam zapoznanie się z przywołanymi pracami E. Zemmour'a, przynajmniej tymi wydanymi w języku polskim. Nie wiem czy to tylko efemeryda, czy też głos sumienia, a może prekursor strategicznej przyszłości Francji. Na pewno jednak warto się zapoznać z jego dorobkiem, stanowiącym podstawę programu politycznego, także w aspekcie wniosków dla naszej, polskiej rzeczywistości, w kontekście nie tylko bieżących sporów politycznych, ale i prób ekstrapolacji naszej wspólnej przyszłości.  

  


 

 

wtorek, 21 czerwca 2022

Francja po wyborach parlamentarnych: trwanie/dryfowanie, czy jednak zmiana?

           Nauczony doświadczeniem pierwszej tury wyborów parlamentarnych we Francji, postanowiłem odczekać z komentarzem do podania oficjalnych wyników wyborów, co okazało się zabiegiem całkowicie zasadnym i usprawiedliwionym.

Wyniki wyborów pozornie nie zaskakują:

1. Ich zwycięzcą, okazała się prezydencka koalicja Ensemble, uzyskując wynik na poziomie 38,63% oddanych głosów, a w konsekwencji 246 mandatów parlamentarnych tyle, że jest to pyrrusowe zwycięstwo, nie zapewniające swobody rządzenia (brak większości w 572 mandatowym Zgromadzeniu Narodowym);

2.  Lewica, zgrupowana w bloku Nupes, uzyskała 32,64% głosów, co przekłada się na 142 mandaty parlamentarne, wynik ten jednak jest daleki od oczekiwań i ambicji samej lewicy;

3. Rassemblement national zbudowane wokół Marine Le Pen, uzyskało 17,3% głosów, co skutkuje 89 mandatami dla prawicy narodowej i jest najlepszym wynikiem w wyborach parlamentarnych w historii tej partii;

4. Wspólna lista Republikanów i Unii Demokratów i Niezależnych, występująca pod zbiorczym szyldem LR - UDI, pozyskała 7,27% głosów, a w rezultacie 64 mandaty parlamentarne;

5. Ciekawostką jest to, że jedynie 5 mandatów uzyskanych zostało w I turze wyborów (aby uzyskać mandat już w pierwszej turze, wymóg ordynacji to: 50 % głosów w okręgu, przy minimalnym poparciu 25% uprawnionych do partycypacji wyborczej).

Druga tura wyborcza, charakteryzowała się także bardzo niską frekwencją wyborczą, sięgająca zaledwie 46,23% uprawnionych do głosowania.

Czas zatem na pierwsze wnioski:

1. Wynik obozu prezydenckiego jest potwierdzeniem, że w niedawnych wyborach prezydenckich, zwyciężyli nie zwolennicy E. Macron'a, a przeciwnicy M. Le Pen. Ówczesna mobilizacja elektoratu centro - prawicy, była zatem mobilizacją motywowaną strachem i stereotypem, a nie zaufaniem, jak i - co chyba najbardziej istotne - nie została prolongowana na wybory parlamentarne;

2. W uwarunkowaniach ustrojowych (uprzywilejowana pozycja Prezydenta Republiki) i społeczno - politycznych Francji, taki wynik wyborczy, skutkuje koniecznością budowy koalicji o trwałym (najpewniej z republikanami i Unią Demokratów i Niezależnych), względnie doraźnym charakterze, co skutkować musi trudnymi kompromisami programowymi i wpływać na efektywność procesu rządzenia. Stawia także pod znakiem zapytania realność reform zapowiadanych przez prezydenta, zwłaszcza w warunkach ostrych kontrowersji w stosunku do proponowanych zmian o socjalnym charakterze (wydłużenie wieku emerytalnego), polityki europejskiej (skala, zakres i tempo integracji europejskiej), wyzwań międzynarodowych (stosunek do Rosji, NATO, globalizacji), a nade wszystko krępuje swobodę ruchów politycznych E. Macrona; 

3. Wynik wyborczy lewicy, wcale nie jest jej sukcesem i osobiście nie podzielam poglądów tych, zdaniem których wynik ten, to efekt strategicznych wyborów Francuzów, nie akceptujących monopolizacji władzy. Uważam, że to zła interpretacja. Gdyby Francuzi istotnie chcieli dokonać wyboru strategicznego, a zarazem zapewnić stabilność procesu rządzenia, wybraliby znany z historii model cohabitation, co wymagałoby jednak obdarzenia lewicy znacznie większym zaufaniem wyborczym. Tak się nie stało, a wewnętrzny, znacznie zróżnicowany co do preferencji ideologicznych i politycznych charakter koalicji Nupes, pozwala na zasadne postawienie pytania o perspektywy wspólnego działania umownej lewicy w parlamencie;

4. Odnotowania - i to z wielu powodów - wymaga wynik  Zjednoczenia Narodowego. Po pierwsze, partia potwierdza stabilny charakter swego żelaznego elektoratu, jak i zasadność reorientacji strategicznej w kierunku poszerzenia wpływów społeczno - politycznych, a zarazem - co unikalne - zdolność do zachowania wyrazistości i odrębności na francuskiej scenie politycznej. Po drugie - czego dowodem wynik wyborczy Rekonkwisty E. Zemmour'a  (on sam nie wszedł nawet do drugiej tury wyborów) - we Francji nie ma społecznego zapotrzebowania na formację polityczną na prawo od środowiska Frontu Narodowego. 

5. Zadaniem dla środowisk opiniotwórczych, jest konieczność redefinicji populizmu i jego zakresu pojęciowego, na przykładzie doświadczeń francuskich, nie tylko z uwagi na poziom poparcia społecznego, ale rysujące się na horyzoncie zasadnicze zmiany we francuskim systemie politycznym. Poprawność polityczna i etykietyzacja, póki co wystarczała do mobilizacji malejącego grona pryncypialnych przeciwników, ale nie wystarczy do analizy, uzasadnienia, mobilizacji, a nade wszystko budowania ekstrapolacji rozwoju sytuacji. Operowanie sprawdzonymi historycznie figurami retorycznymi, od "faszystów" poczynając, jest tyle fałszywe, niezasadne, co jałowe, a coraz częściej może narażać autorów takich wywodów, nawet tych, którzy aspirują na dziś do roli autorytetów i liderów opinii, na śmieszność po prostu. Francuskie społeczeństwo zmienia się generacyjnie, symbole i tradycja pozostając ważne, muszą zmierzyć się z presją pragmatyzmu, o szczególnym - egzystencjalnym charakterze, czego klasycznym przykładem szeroko pojęte konsekwencje konfliktu rosyjsko - ukraińskiego. Demokratyczne pryncypia, aksjologia świata Zachodu, muszą sprostać wyzwaniom spadku poziomu życia, bezpieczeństwa, zaniechaniom i świadomym błędom globalizacji oraz ekologii w percepcji społecznej, niskiej jakości procesu rządzenia w odbiorze społecznym.

6. Francuskie wybory - prezydenckie, a teraz parlamentarne - są pierwszą próbą określenia zmian w zachowaniach politycznych i wyborczych pod wypływem upadku dotychczasowego porządku światowego. Potwierdzeniem masowego przepływu elektoratu, dynamiki zmian w  zachowaniach wyborczych, są błędy w sondażach wyborczych, o niespotykanej dotąd skali, nie będące bynajmniej efektem błędów w metodologii badawczej (te są sprawdzone), czy skutkiem braku należytej staranności. Póki co, znaczna część elektoratu, coraz częściej ukrywa swoje prawdziwe preferencje polityczne, ze względu na znany stosunek ośrodków opiniotwórczych, a nade wszystko mediów, do ugrupowań krytycznych wobec władzy, do formacji nie funkcjonujących w obrębie głównego nurtu politycznego. Póki co, takie zachowania jeszcze dominują, jeżeli jednak spadek poziomu życia przyjmie względnie trwały charakter (a moim zdaniem, nie tylko na skutek inflacji, niestety przyjmie), jeżeli elity władzy nie będą w stanie zaproponować realnego, globalnego remedium, wykazując się przy tym brakiem wrażliwości na rzeczywiste problemy społeczne, elektoraty - nie tylko we Francji - nie będą miały wyboru i będą szukać alternatyw. Polityczny "Coming out", publiczne wyznanie preferencji politycznych, przestanie być wstydem, a stanie się koniecznością, racjonalnym wyborem obywatelskim. 

Warto, aby wszyscy uczestnicy życia politycznego, niezależnie od aspiracji i faktycznej pozycji, byli gotowi na zmieniający się świat. Nie tylko w znanych dotychczas parametrach. Nie tylko we Francji. 

poniedziałek, 13 czerwca 2022

Francja po pierwszej turze wyborów parlamentarnych: więcej pytań niż odpowiedzi

          Wczorajsza, pierwsza tura wyborów parlamentarnych we Francji - już tradycyjnie - niewiele rozstrzyga, wszystko prolonguje, jest ledwie prologiem do ostatecznych rozwiązań co do podziału miejsc w Zgromadzeniu Narodowym. Fundamentalne spory dotyczą - co jest bez wątpienia pewną nowością - samych oficjalnych wyników wyborczych, kwestionowanych nie tylko przez lewicę, ale i część ośrodków opiniotwórczych, z "Le Monde" włącznie. Różnice nie są co prawda rozstrzygające, tym niemniej trzeba je odnotować.

Powstrzymując się z definitywną oceną do ostatecznych wyników drugiej tury, zasadnym jest wskazanie kilku prawidłowości o poważnym ciężarze gatunkowym i strategicznym znaczeniu:

1. Szczególnie rzucającym się w oczy zjawiskiem o negatywnej wymowie, jest niska frekwencja wyborcza w pierwszej turze (47,51%). Po raz pierwszy w historii V Republiki, absencjoniści stanowią ponad połowę uprawnionych do głosowania. To poważne wyzwanie dla francuskiego systemu politycznego, dla demokracji w wymiarze strategicznym, ale zarazem szansa i zagrożenie w percepcji taktycznej, w odniesieniu do ostatecznych wyników elekcji. Wydaje się, że każde podniesienie frekwencji, oznaczające wyjście poza ramy twardych elektoratów i bastionów wpływów, powinno sprzyjać zarówno ugrupowaniu prezydenta Macron'a, jak i lewicy. 

2. Ukształtowany w niedawnych wyborach prezydenckich trójblokowy układ francuskiej sceny politycznej (1].centro - prawica, 2]. lewica radykalna, 3]. skrajna prawica), został prolongowany na wybory parlamentarne i przyjmuje zdaje się względnie trwały charakter, co znajduje odzwierciedlenie w rezultatach wyborczych (koalicja prezydenta "Razem" - 25,88% głosów, koalicja lewicy Nupes - 26,11%, Zjednoczenie Narodowe M. Le Pen - 18,68%).

3. Zaskakująco słaby jest rezultat wyborczy Rekonkwisty E. Zemmour'a (4,25%), aspirującej do roli formacji na prawo od Marine Le Pen, co może skutkować rychłym schyłkiem tego projektu politycznego (o samym ruchu, jego liderze i założeniach programowych, w kontekście wydanych w Polsce dwóch prac Zemmour'a, w poście po wyborach parlamentarnych);

4. Wyraźnie widoczna zaczyna być ponowna aprecjacja francuskiej lewicy "ludowej, ekologicznej, socjalnej", stojącej zdecydowanie bardziej na lewo od Partii Socjalistycznej, w czasach apogeum jej wpływów politycznych i społecznych, nawet uwzględniając frakcyjność dawnych socjalistów francuskich. Nowa francuska lewica, budowana wokół Jean'a Luc'a Melenchon'a, staje się skutecznym projektem politycznym i poważną alternatywą dla ugrupowania prezydenckiego;

5. Nie rozstrzygając na dziś czy nowa francuska cohabitation jest możliwa (centro prawicowy prezydent E. Macron i skrajnie lewicowy premier J. - L. Melenchon), choć takiego scenariusza nie sposób wykluczyć, to jego potencjalna realizacja, zależeć będzie od frekwencji wyborczej w drugiej turze, zachowania Republikanów z UDI (otrzymali 10,42% głosów), decyzji M. Le Pen o poparciu lub absencji wyborczej zwolenników Zjednoczenia w okręgach gdzie formacja nie ma własnych kandydatów w II turze, wreszcie zachowania spoistości i jedności przez samą lewicę;

6. Wybory parlamentarne we Francji, ich ostateczny wynik, z pewnością zdynamizują zmiany w obrębie francuskiego systemu partyjnego, z naciskiem na jego konsolidację, zwłaszcza po stronie prawicy, jak i prawdopodobną odbudowę samej Partii Socjalistycznej, pod nowym przywództwem i z niewątpliwie nowym programem;

7. Wynik wyborów będzie miał zasadniczy wpływ na sprawność i jakość rządzenia Francją, przy czym potencjalna cohabitation (sprawdzona już przecież we francuskich realiach), jest tyle zagrożeniem dla realizacji planów Prezydenta Republiki, co... szansą dla jego przeciwników politycznych, na stworzenie realnej opozycji politycznej i uniknięcie zmonopolizowania wszystkich kluczowych ośrodków władzy, przez przedstawicieli jednego, wcale nie dominującego nurtu politycznego. Nie jest wykluczone, że po ten argument: zapewnienia "higieny i transparentności władzy", sięgnie lewica w ostatnich godzinach kampanii wyborczej, mierząc się z argumentem sprawności rządzenia, unikania paraliżu decyzyjnego wobec wyzwań, podnoszonym przez Prezydenta E. Macron'a.

Zatem poczekajmy do najbliższej niedzieli. Póki co, sytuacja wyborcza we Francji jest dynamiczna, a zachowania wyborcze, zwłaszcza tych, którzy skorzystali z prawa do absencji wyborczej, trudne do oszacowania. Używając terminologii wojskowej, na mapie polityczno - wyborczej Francji, mamy obecnie silną zmienność i niepewność, wyrażającą się w ofensywie zwolenników ugrupowania prezydenckiego na niektórych kierunkach, kontrofensywie sprzeciwiającej się koncepcjom prezydenckim lewicy w jej obecnej konotacji na całym froncie politycznej konfrontacji i obronie stacjonarnej skrajnej prawicy.          

czwartek, 28 kwietnia 2022

Francja po wyborach, ale nie po problemie...

          W zakończonych wyborach prezydenckich we Francji, sfinalizowanych przewidywalnie: zwycięstwem E. Macron'a (58,54% głosów dla urzędującego prezydenta, 41,46% głosów dla M. Le Pen), przy sięgającej 72% frekwencji wyborczej (precyzyjnie 71,99%), nie wynik zwycięscy jest zaskoczeniem, a skala i rozkład poparcia wyborczego kandydatki Rassemblement national: Marine Le Pen oraz wynikające z tego faktu konsekwencje:

1. Za prolongatą mandatu urzędującego prezydenta, głosowało co prawda ponad 18,78 mln Francuzów, ale zarazem wynik wyborczy M. Le Pen, budzi respekt i szacunek (poparcie ponad 13,29 mln głosujących, to nie efemeryda, przypadek, efekt manipulacji, fatalnego zauroczenia; to realna siła polityczna, której nie sposób deprecjonować i marginalizować. To ważki kapitał społeczny i polityczny na przyszłość);

2. Dane o frekwencji (28,1% absencja wyborcza, która wzrosła z 25,44%, zanotowanej w ostatniej elekcji prezydenckiej, w 2017 roku), uzupełnione o skalę oddanych co prawda głosów, ale - co nader istotne i symptomatyczne - nieważnych (6,35% tj. ponad 2,29 mln głosów tzw. "blanc" - nie wskazujących żadnego kandydata i 2,25% tj. ponad 790 tys. głosów tzw. "nuls" - eliminujących obydwu kandydatów, w sumie ponad 3,02 mln głosów - 8,6% oddanych głosów; przyznam, że sądziłem, że ten odsetek będzie jeszcze wyższy!!), potwierdzają nie tylko zasadność koncepcji dwublokowości w ocenie wyborów, ale także prymat wyborów mniejszego zła z jednej strony, przy wcale nie epizodycznym sprzeciwie wobec jednej i drugiej kandydatury z drugiej, jako kryterium zachowań wyborczych Francuzów;

3. Terytorialny rozkład poparcia społecznego kandydatów, także skłania do analizy i refleksji: E. Macron wygrywa co prawda zdecydowanie w dużych miastach (Paryż - 85,10% poparcia, Lyon - 79,80%, Marsylia - 64,65%), ale wynik analizowany na poziomie regionów, przedstawia już bardziej zrównoważone relacje między obozami politycznymi (na 18 regionów, aż w 8 wygrywa Marine Le Pen, a wyniki poza Metropolią, to już dzwonek alarmowy dla obozu prezydenckiego; zresztą także w regionach kontynentalnych: Provance-Alpes-Cote D'Azur i Haute-de-France, kandydatka prawicy narodowej odniosła zwycięstwo). W rezultacie zasadnym jest wniosek, że M. Le Pen cieszy się poparciem ogólnokrajowym, skoncentrowanym zwłaszcza na płn - wschodzie i południu oraz w terytoriach zamorskich,  z jednoczesną niedoreprezentacją w stosunku do średniej, na płn - zach. Francji; 

4. Jeżeli rozkład poparcia terytorialnego kandydatów, skorelujemy z wiekiem głosujących (na M. Le Pen głosowało najwięcej wyborców w wieku 25 - 50 lat), to rysuje się wyraźnie odmienna charakterystyka elektoratów kandydatów, nie tylko w aspekcie szeroko rozumianej aksjologii, ale także miejsca zamieszkania i poziomu zadowolenia. Klasyczny wyborca Marine Le Pen, to wyborca który mieszka poza wielkimi miastami, będący w wieku produkcyjnym, choć często nie aktywny zawodowo, czerpiący dochody ze statusu pracobiorcy, narażony na wszelkie dolegliwości miejsca zajmowanego w strukturze społecznej, dotknięty negatywami globalizacji. Typowy zwolennik E. Macrona, to zadowolony mieszkaniec dużego miasta, czerpiący profity ze statusu społecznego związanego z zachodzącymi procesami globalizacji i uwspólnotowienia Europy, raczej urzędnik, finansista i przedstawiciel wolnych zawodów, niż klasyczny pracobiorca, choć także syty emeryt. Zatem uprawnionym wydaje się być wniosek o istnieniu elektoratów dwóch Francji: zadowolonej, stanowiącej bastion wpływów E. Macron'a i kontestującej rzeczywistość społeczno - polityczną Francji, a dodatkowo nie znajdującej dotąd politycznej reprezentacji, utożsamiającej się częściej z M. Le Pen, choć zarazem oba elektoraty cechuje duży krytycyzm i poczucie niepewności co do przyszłości, przy czym dookreślenie profilu społecznego wyborców, wymaga dodatkowych danych szczegółowych.  

Trzeba też mieć ciągle na uwadze, że druga tura tegorocznych wyborów prezydenckich we Francji, była starciem medialnym poprawności politycznej i etykietyzacji z zasobnością portfela oraz nie zawsze zasadnego strachu, co znalazło wyraz w udanej próbie mobilizacji, nie wokół pozytywnego programu politycznego, a symboliki, konwenansu, stereotypu, co wyrażało się w praktyce nie w identyfikacji z kandydatami, a preferowaniu głosowania "przeciw". Uwaga ta - dotycząca zwłaszcza wyborców E. Macron'a - nie ułatwia rzecz jasna i w istocie poważnie zniekształca wszelkie analizy socjologiczne podstaw zachowań wyborczych Francuzów, w zakończonej kampanii prezydenckiej.

Kluczowym pytaniem, jest próba ekstrapolacji politycznej przyszłości we Francji. Z pewnością zakończone wybory to ledwie antrakt w zasadniczych przeobrażeniach sceny politycznej kraju galijskiego koguta, a tendencje oraz ostateczne rozstrzygnięcia, zależą od politycznej skuteczności zwycięscy i jego determinizmu (choćby w relacji: uzyskanie społecznej aprobaty do reform, a ich koszty, czy orientacja na produktywność versus pełne zatrudnienie), jak i zdolności Marine Le Pen do utrzymania, mobilizacji elektoratu, tworzenia sojuszy oraz rzecz jasna coraz bardziej ważących czynników zewnętrznych. Rację mają zdaje się ci którzy twierdzą, że "rewolucja bez rewolucji" we Francji ledwie się zaczyna, a nadchodzące wybory parlamentarne w czerwcu br., mogą być trzecią turą wyborów prezydenckich, a nie końcem wyścigu, o tym jednak już w kolejnym wpisie.