środa, 3 października 2018

Wracam i już będę

Po prawie 5 latach zawodowej obecności poza domem w Warszawie, szaleńczej pracy od świtu do nocy, spełniony, z sukcesami i nowymi przemyśleniami odnośnie aksjologii, biznesu i ludzi, obcowania z ludźmi małymi i wielkimi, także z pierwszych stron gazet, wracam zdaje się już na stałe w ukochane strony rodzinne, na Górny Śląsk do mojego Bujakowa i do preferowanej przeze mnie Wisły, którą traktuję niezmiennie jako docelowe moje miejsce na ziemi. Koniec ze statusem "słoika" w Warszawie, koniec z "wielką włóczęgą" (wszak wraz z poprzednimi okresami, byłem na zawodowym uchodźctwie ponad 9 lat!!!), dość godzin i dni spędzanych dwa razy w tygodniu na drodze Katowice - Warszawa. Tylko niebywałe zawodowe wyzwanie, realizowane tym razem już z rodziną u boku, mogłoby zmienić moje postanowienie o powrocie w rodzinne strony.
Ta jakościowa zmiana powoduje, że mogę też wrócić do swoich zainteresowań i zajęć poza biznesowych, że mogę ponownie odpowiedzialnie i systematycznie, dzielić się swoimi przemyśleniami, wyborami oraz preferencjami.
Bogatszy o nowe doświadczenia biznesowe, rozważam rozszerzenie swojej aktywności o nowe pola: zamierzam już nie tylko doradzać i odradzać przedsiębiorcom (a proszę wierzyć, że mam w tej sprawie sporo do powiedzenia), oferować usługi trenerskie i szkoleniowe, myślę też nad nowym, drugim blogiem, który poruszałby sprawy praktyczne, związane ze strategicznym zarządzaniem firmą, nie teoretycznie, nie książkowo, a praktycznie, szczerze do bólu, bez poprawności politycznej i taryfy ulgowej dla patologii i pseudo autorytetów.
Nie wykluczam, że - nawiązując do przywołanych doświadczeń - zacznę pisać nową książkę pod roboczym tytułem: "Czy biznes jest/musi być polityką, a polityka biznesem?"
Pierwszoplanową rolę w mojej blogerskiej aktywności będzie jednak nadal odgrywać - co zupełnie oczywiste - Francja i wszystko co francuskie, z którą nie straciłem rzecz jasna bliskiego kontaktu, w stosunku do której moje gorące uczucie bynajmniej nie osłabło. Wprost przeciwnie: Francja to mój bezwględny priorytet i faworyt.
Jeszcze tylko się trochę podreperuję zdrowotnie, bo ostatnie lata mocno nadszarpnęły moje zdrowie, a i metryka powoli daje o sobie znać i będę gotów. 
Zatem wracam i już będę systematycznie oraz odczuwalnie obecny. 

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i do spotkania wkrótce!!! 
  

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Macronofobia - czyli polskie kompleksy

      Rządzące aktualnie polską elity polityczne, korzystając ze wsparcia części mediów, wszczęły w ostatnich dniach swoistą nagonkę na urzędującego Prezydenta Republiki Francuskiej, traktując Jego działania i wypowiedzi, jako wymierzone w Polskę i nasz interes narodowy. Ważny jest jednak kontekst tego sporu, a jeszcze bardziej odpowiedź na pytanie: co jest skutkiem, a co przyczyną?
Nie ma żadnych wątpliwości, że objęcie urzędu przez Emmanuel'a Macron'a, przypada na ciężki czas, w tradycyjnie dobrych stosunkach polsko - francuskich, choć epizody napięć w relacjach wzajemnych - ograniczając się tylko do czasów III Rzeczpospolitej - wcale nie należały do rzadkości, że wspomnę słynną wypowiedź Prezydenta J. Chirac'a, z czasów interwencji w Iraku, że "[...] Polacy stracili dobrą okazję, aby siedzieć cicho [...]", czy jawne poparcie PO dla N. Sarkozy'ego, w poprzednich wyborach prezydenckich, połączone z analogicznie ostentacyjną niechęcią wobec F. Hollande'a. Relacji tych z pewnością nie buduje też nasze stanowisko w sprawie przetargu na wojskowe śmigłowce, skierowane jednoznacznie przeciwko francuskiemu interesowi.
Stwierdzenie, że polityka to gra interesów, to truizm, ale nie rozumienie tego w kategoriach sprzężenia zwrotnego, relacji przyczynowo - skutkowych, to brak elementarnych kwalifikacji do rządzenia. Na jakiej podstawie oczekujemy od Francji i jej Prezydenta blankietowego wsparcia naszych wszystkich, partykularnych interesów? 
Niewdzięczność wobec Europy za jej strukturalne wsparcie, manifestujemy już od dawna, wbrew oczywistym faktom zapominając, że Polska jest największym beneficjentem pomocy unijnej, że za unijne środki - a więc także podatki Francuzów - modernizujemy kraj, dokonując cywilizacyjnego skoku, nie tylko w aspekcie dopłat bezpośrednich w rolnictwie, budowy dróg, ale i elementarnej infrastruktury: kanalizacji.
Dzięki sięgającym miliardy Euro subsydiom europejskim, zmodernizowano polski przemysł bez względu na jego formę własności, zasadniczo poprawiając jego konkurencyjność. Pozycja rynkowa wielu branż (tytułem przykładu jedynie rolnictwo, stolarka otworowa, meblarstwo), to prawie wyłącznie efekt naszej bytności we Wspólnocie. "Stara Europa", w tym Francja, dokonała świadomego eksportu miejsc pracy do Polski, traktując go nie tylko w kategoriach czysto biznesowych, ale i tyle politycznego zobowiązania, co historycznej rekompensaty, nierzadko wbrew interesom wewnętrznym, płacąc za ten proceder wysoki rachunek polityczny.
Otwarto granice dla swobodnego przepływu siły roboczej, dzięki czemu zmalało polskie bezrobocie i presja na rodzimy rynek pracy, w najtrudniejszych latach. 
Co Polska dała w zamian, nie licząc chłonnego rynku zbytu? Ciasny nacjonalizm, mesjanizm i niczym nie uzasadnione przekonanie o predestynacji do odgrywania kluczowej roli w świecie, a ostatnio nieprzewidywalność i niebezpieczną roszczeniowość.
Przy takich parametrach, trudno się dziwić, że wspomniana "Stara Europa", sama borykająca się z wieloma problemami, z których imigracja to tylko wierzchołek góry lodowej, stawia publiczne pytania o zasadność dotychczasowej polityki, o realność założenia consensusu co do wspólnej aksjologii, prawdopodobieństwo postępu procesu integracji europejskiej. W konsekwencji powstają koncepcje nie tylko budowy "Europy wielu prędkości", ale i stawiane są absolutnie racjonalne pytanie o dalszą wspólną, europejską drogę.
To, że Prezydent E.Macron stawia publicznie trudne pytania - nie tylko zresztą trudne dla Polski - to że dokonuje oceny naszej polityki, to Jego niezbywalne prawo. To, że podnosi kwestię zrównania warunków życia i gospodarowania w Europie, czego wyrazem nie tylko koncepcja ujednolicenia płac, ale i warunków prowadzenia działalności gospodarczej i opodatkowania, na kontynencie na którym traktatowym celem Wspólnoty jest wspólna waluta, to jak najbardziej racjonalne zachowanie.
Naszym narodowym problemem jest od pokoleń pielęgnowanie szeroko pojętego romantyzmu, kosztem pragmatyzmu, naturalne tendencje do anarchizacji, daleko posunięty indywidualizm. Oczekujemy - głównie z uwagi na historię - specjalnego statusu i analogicznego traktowania, nie oferując w zamian nic, poza frazesami. Nie mamy zdolności budowania, poszukiwania consensusu, a szerzej znalezienia się we wspólnocie narodów i państw. To także przejaw naszych narodowych kompleksów.
W relacjach z Europa i Francją, zachowujemy się jak przysłowiowy słoń w składzie porcelany, demagogicznie i często bezpodstawnie, prowokując naszych partnerów i dobroczyńców. Jak dla przykładu i na jakiej podstawie, polski minister spraw zagranicznych twierdzi, ze gospodarka francuska nie jest w stanie konkurować z gospodarką polską? Opamiętajmy się, zachowujmy proporcje, w percepcji świata i jego ocenie!!!
Polska - jak rzadko kiedy w swoich dziejach - korzysta obecnie z dekad prosperity, będących także efektem nader korzystnej konstelacji międzynarodowej i sojuszy. Ceńmy i pielęgnujmy ten stan!!!! 
Dance macabre (Taniec śmierci), jedna z bardziej popularnych alegorii, to zarazem tytuł poematu symfonicznego, autorstwa Charles'a Camille'a Saint - Saens'a (1835 - 1921), powstały w 1874 roku. We wspomnianym poemacie, szaleństwo przerywa pianie koguta o świcie. Co może przerwać dance macabre w polskiej polityce, w naszym stosunku do Europy, a w konsekwencji Francji?

piątek, 14 lipca 2017

14 lipca - refleksje wokół Święta Narodowego Francji

          Przypadające dziś - 14 lipca Święto Narodowe Francji, jest nie tylko świętem Francuzów, nawiązującym do epokowego znaczenia dokonań Wielkiej Rewolucji Francuskiej, szeroko zresztą znanych, bedących przedmiotem wyczerpujących badań naukowych i tematem rozlicznych publikacji. Francja zawsze była i jest punktem odniesienia dla wielu aspektów życia społeczno - politycznego. Nie inaczej jest i dziś, a może nawet atrakcyjność Francji i tego co się w niej dzieje, ma strategiczne, inspirujące znaczenia dla świata i Europy.
Dlaczego?
Głównie za sprawą dynamiki zmian politycznych we Francji i woli suwerena, wyrażonej w ostatnich wyborach prezydenckich i parlamentarnych.
Francuzi - społeczeństwo tradycyjnie podzielone ideologicznie - dokonali wyłomu w swoich dotychczasowych zachowaniach i preferencjach politycznych, stawiając nie na stare partie, a na organizowany ad hoc ruch nowego Prezydenta Republiki E. Macrona, wcześniej powierzając mu najwyższy urząd w państwie, wbrew woli i stanowisku tradycyjnych elit.
Czy to oznacza zmierzch tradycyjnego, francuskiego systemu partyjnego, zerwanie z bipolarnym układem francuskiej sceny politycznej i jej podziału na prawicę i lewicę? Taka ekstrapolacja rozwoju sytuacji jest uprawniona, ale używanie trybu dokonanego w opisie, byłoby zdecydowanie przedwczesne. Jedno jest pewne: casus Prezydenta E. Macrona, jest dla europejskiej demokracji zdrowym, pouczającym impulsem, jest dowodem, że możliwe jest dojście do władzy poza starym systemem partyjnym.
Kluczem do względnie trwałego charakteru ewolucji francuskiej sceny politycznej, jest determinizm i skuteczność prezydenta oraz większości prezydenckiej, we wdrożeniu trudnych, bolesnych społecznie, a w konsekwencji mało popularnych reform. Mówiąc wprost, Francuzi muszą chcieć zrezygnować z części przywilejów i wybranych elementów dotychczasowego poziomu życia. Czy w tej sprawie istniał będzie społeczny consensus, czy raczej będzie to pożywka do odbudowy roli tradycyjnych partii, na bazie różnicy interesów zdywersyfikowanego społeczeństwa?
Nowe władze francuskie mają do odegrania kluczową rolę w odniesieniu do spraw międzynarodowych, zwłaszcza zaś w aspekcie kształtu rozwoju Wspólnoty Europejskiej. Po wyjściu Wlk. Brytanii z Unii, tandem francusko - niemiecki ma szczególną odpowiedzialność za kształt i kierunek rozwoju jedności europejskiej. Czy Francji i jej władzom starczy determinizmu? Czy Francja jest gotowa na Europę wielu prędkości, na marginalizację niezrozumiałych interesów głównych beneficjentów polityki spójności - jak choćby Polski? Czy wreszcie Francja jest gotowa na obronę demokracji w tych krajach Współnoty, w których autorytarność władzy, burzy klasyczne rozumienie demokracji?
Francja jest wreszcie poligonem doświadczalnym efektywności państwa wobec wyzwań imigracji. Czy Francja i jej nowe władze, są w stanie złagodzić napięcia społeczne, związane z oczekiwaniami imigrantów wobec budżetu państwa, czy bedą w stanie podnieść poczucie osobistego bezpieczeństwa obywateli, w obliczu zagrożeń islamskim radykalizmem?
W końcu, we Francji silną pozycję zachowuje prawica narodowa, a Front Narodowy - dobrze wykorzystując nastroje społeczne i odpowiadając na zapotrzebowanie milionów Francuzów, nie tylko bezrobotnych i tym, którym się nie udało - jest potencjalną alternatywą polityczną, zarówno wobec prawicy, jak i lewicy. Czy Prezydent Macron zdoła zneutralizować wpływy polityczne Frontu, likwidując przyczyny jego społecznej atrakcyjności? Nie mniejsze wyzwania oczekują zresztą współczesną Francję ze strony zyskującej poparcie społeczne skrajnej lewicy.
Nawiązując do znanych słów Generała de Gaulle, Francja nie jest Francją, jeżeli nie jest wielka. Wierzę i oczekuję, że Francja skutecznie wypełniać będzie testament Generała, że sprosta wyzwaniom współczesności, że będzie wielowymiarowym źródłem nowych impulsów. przykładem skuteczności, depozytariuszem europejskiej tradycji, także w aspekcie demokracji. Życzę tego Francji i Francuzom, sobie, nam wszystkim.  

środa, 7 czerwca 2017

Co się odwlecze......

     Ostatnie sondaże (np. 6.06 "Le Figaro" i Reuters) przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi we Francji (11 i 18 czerwca), są nad wyraz korzystne dla ugrupowania Prezydenta Republiki Emmanuel'a Macron'a. Jego La Republique en Marche (LREM - Republika Naprzód), ma realną szansę na stworzenie samodzielnej, stabilnej większości rządowej, nawet o absolutnym charakterze (350 - 380 mandatów, przy parlamentarnej większości absolutnej na poziomie 289 mandatów).
Tradycyjna prawica może liczyć na 133 - 153 mandaty, Partia Socjalistyczna 20 - 35 mandatów, skrajna lewica 15- 25 mandatów, Front Narodowy: 9- 16 miejsc w Zgromadzeniu Narodowym.
Ideologicznie podzieleni od zawsze Francuzi, zdaje się preferują obecnie konsekwentny pragmatyzm: stawiając na młodego, dobrze zapowiadającego się Prezydenta Republiki, preferują zarazem pełną odpowiedzialność jego obozu politycznego za losy kraju. Logicznie i jednoznacznie chcą uniknąć potencjalnie trudnej, konfliktowej i paraliżującej cohabitation.  
Takie preferencje polityczne Francuzów, uspokajają nastroje polityczne w Europie, stając się jednocześnie źródłem optymizmu w estymacji przyszłości politycznej Starego Kontynentu, choćby w aspekcie kształtu Wspólnoty Europejskiej i domniemanych skutków brexitu.
Gdyby wspomniane prognozy wyborcze, przyjmujące charakter względnie trwałej tendencji, znalazły potwierdzenie w wynikach francuskiej elekcji parlamentarnej, z pewnością entuzjastycznie zareagują rynki finansowe, elity brukselskie i poprawne politycznie media.
Z drugiej jednak strony, skala problemów do rozwiązania powoduje, że jedynie tytuł do sprawnego zarządzania Francją  jest pokusą i wyzwaniem o działaniu zbliżonym do opium: może przejściowo uśmierzać społeczny ból i analogiczne koszty nieuchronnych zmian, których zaniechanie może być swoistym pocałunkiem śmierci dla rządzących. Powrót Francji i Europy na stabilną ścieżkę rozwoju, determinowany jest jednak jakościowymi zmianami strukturalnymi, kosztownymi społecznie i politycznie reformami, realizowanymi w świecie limitowanym nieodwracalną globalizacją i powszechnym społecznym oczekiwaniem na status quo, w aspekcie utrzymania poziomu życia Francuzów.
Francuskie i europejskie elity kupują czas, ale czy wykażą się determinizmem i skutecznością, kosztowną politycznie konsekwencją?
Poprawne politycznie media cieszą się nade wszystko z zatrzymania pochodu Frontu Narodowego we Francji, czemu sprzyja także kształt francuskiej ordynacji wyborczej. Potencjalna polityczna nieskuteczność nowej większości rządowej, może jedynie prolongować przejęcie władzy przez ugrupowanie Marine Le Pen. Paradoksalnie, czas działa na korzyść Frontu, który istnieje w świadomości społecznej jako ostatnia alternatywa, jedyna siła polityczna nie partycypująca jeszcze w sprawowaniu władzy na szczeblu ogólnokrajowym. Każda nieskuteczność nowej większości, przybliża polityczną wiktorię Frontu Narodowego.
Osobiście byłbym ostrożny w kreśleniu śmiałych scenariuszy marginalizacji społeczno - politycznej roli formacji Le Pen we Francji, w aktualnych uwarunkowaniach społeczno - politycznych, o zewnętrznym i wewnętrznym charakterze. Jeżeli przyjmiemy, że praktyka jest jedynym kryterium prawdy, to efekty rządzenia i reform, zadecydują o przyszłym kształcie francuskiej i europejskiej sceny politycznej. Przepływy elektoratu i zmiana preferencji politycznych, przyjmują czasami dramatyczny obrót, o czym przekonała się boleśnie choćby Platforma Obywatelska w Polsce. Wcale nie hipotetyczne zastosowanie we Francji i w Europie może mieć stare, polskie przysłowie: co się odwlecze, to nie uciecze.      

niedziela, 21 maja 2017

Prezydenta też poznaje się po tym jak kończy....

          Nowy Prezydent Republiki Francuskiej Emmanuel Macron zaprzysiężony, nowy francuski rząd pod przewodnictwem członka Republikanów Eduard'a Philippe także. Pierwsze działania o wymiarze symbolicznym również za nami: pierwsza wizyta zagraniczna - Niemcy, pierwsza wizyta poza Europą - Mali. Zresztą tych symboli na początek kadencji jest znacznie więcej, jak choćby konstrukcja rządu: autentyczny parytet między kobietami i mężczyznami: 11 : 11 - jedyna taka sytuacja w Europie. Jednocześnie jednak i rząd i prezydent cieszą się niezmiernie niskim, bo nie przekracającym 40% poparciem społecznym.
O ile w polityce zagranicznej, priorytety nowego prezydenta wydają się być oczywiste i tylko niektórych (zwłaszcza Polaków) mogą nie tylko zaskakiwać, ale mogą się okazać dla nich w konsekwencji dolegliwe (koncepcja Europy wielu prędkości, reformy finansowej Wspólnoty), o tyle priorytety w polityce krajowej są nie tyle mgliste, co otwartą pozostaje kwestia możliwości realizacji programu wyborczego E. Macron'a.
Wszystko zależy od wyników nadchodzących wyborów parlamentarnych we Francji (11 i 18 czerwca br.), od których zależy prawie wszystko. Celem nowego włodarza Pałacu Elizejskiego, jest budowa nowej większości prezydenckiej, na zasadach nie znanych Francji od czasów De Gaulle'a i z zastrzeżeniem, że E. Macron nie dysponuje zapleczem, charyzmą oraz poparciem analogicznym dla twórcy V Republiki.
Nowa większość prezydencka, musi być zbudowana w konflikcie z dotychczasowym francuskim systemem partyjnym, w opozycji wobec lewicy i tradycyjnej prawicy. Konsekwencją - już na etapie konstruowania rządu przejściowego - była konieczność oparcia go na kandydatach z  prawie wszystkich środowisk politycznych, wbrew ich własnemu obozowi politycznemu, dającym choćby teoretyczną rękojmię pozyskania społecznej akceptacji, a w konsekwencji głosów w elekcji parlamentarnej.
Czy strategia Prezydenta Macrona jest zasadna, możliwa do realizacji?
E. Macron nie miał i nie ma wyjścia. Akcentując ponadpartyjny charakter własnej kandydatury już na wczesnym etapie kampanii prezydenckiej, E. Macron nie tylko rzucił wyzwanie francuskiemu systemowi partyjnemu, ale niejako zawężył plan dyskursu i działania. Z drugiej strony, zepchnięte do głębokiej defensywy trdycyjne partie i ich aparat, doskonale wiedzą o jaką stawkę toczy się gra i z pewnością, bez walki nie oddadzą pola, nie godzą się na rolę marginesu francuskiej polityki.
Przegrana Prezydenta Macrona w wyborach parlamentarnych, oznaczać będzie poważne uszczuplenie pola działania prezydenta, ryzyko realizacji jego obietnic wyborczych, czego symbolem znana z francuskiej praktyki politycznej V Republiki koncepcja cohabitation: rządy prezydenta i większości parlamentarnej pochodzących z różnych, czasami wrogich obozów politycznych.
W ocenie perspektyw i prawdopodobieństwa sukcesu wyborczego obozu E. Macrona, należy w moim przekonaniu zachować umiar. Osobiście uważam, że rozbicie polityczne francuskiej sceny politycznej, dominacja ideologicznych podziałów i  - mimo sukcesu wyborczego w wyborach prezydenckich - niskie poparcie społeczne dla nowego prezydenta, upoważnia do formułowania wniosku o analogicznie niskim prawdopodobieństwie powstania większości prezydenckiej. Być może sytuację zmienią wyniki pierwszej tury wyborów parlamentarnych, po których - przy zakładanym bardzo wysokim poparciu Frontu Narodowego - dojdzie do aliansów i porozumień między tradycyjną prawicą i lewicą, celem ograniczenia wpływów politycznych partii Marine Le Pen. Na dziś perspektywy budowy nowej większości prezydenckiej, na nowych zasadach, wydają się być mało realne.
Mając powyższe na względzie, w powszechnej euforii towarzyszącej wyborowi Emmanuel'a Macron'a na Prezydenta Republiki, akceptując ten wybór i dobrze życząc nowego francuskiemu prezydentowi, bo zawsze dobrze życzę Francji i akceptuję werdykty demokracji, zachowam umiar w ocenie wagi tego wyboru. Wszak Prezydenta też poznaje się po tym jak kończy, a aktualny prezydent Republiki Francuskiej ledwie zaczął. Dla realizacji programu z którym wygrał wybory, niezbędna jest jako warunek sine qua non większość prezydencka. Poczekamy, zobaczymy. 
Dla Polski i Polaków, francuski werdykt w wyborach parlamentarnych niewiele zmieni. Orientacja na konieczność zmiany funkcjonowania Współnoty Europejskiej, stanowi we Francji przedmiot daleko posuniętego consensusu. U jego źródeł leży nie polski hydraulik, a polski polityk, który z rażącą niewdzięcznością wobec rozmiaru i znaczenia dla Polski europejskich funduszy strukturalnych, burzy jedność europejską. Niestety, to także pokłosie wrodzonego nam anarchizmu, a szerzej zatruwającego polskie życie publiczne od wieków romantyzmu i jego sztandarowych atrybutów.  
   

wtorek, 2 maja 2017

Co by było, gdyby Frontu nie było

Finałem obecnego tygodnia w polityce, w wymiarze europejskim, będzie druga tura wyborów prezydenckich we Francji. Dla jednych (zwolennicy E. Macron'a) formalność, dla drugich (sympatycy M. Le Pen) historyczna szansa, dla wielu (Ci, którzy pozostaną w domu, głównie zwolennicy tradycyjnej prawicy i takiej samej lewicy), traumatyczne przeżycie oraz dylemat i dramatyczny zawód.
Dyskusja o francuskich wyborach prezydenckich, a wkrótce i parlamentarnych, mimo ich złożoności i potencjalnych, wielopłaszczyznowych konsekwencji, nie powinna być wyłącznie sporem o podłożu motywowanym poprawnością polityczną i etykietyzacją.
Warto zastanowić się szerzej nie tylko nad skutkami zachowań politycznych, preferencji i wyborów Francuzów, ubolewać nad ich rzekomą niedojrzałością i analogicznym ekstremizmem, ale nade wszystko potrzebna jest refleksja, nad przyczynami masowego przepływu elektoratu oraz wzrostu poparcia ruchów radykalnych, nie tylko na prawicy.
Teza, że ekstremizm we Francji nie jest efemerydą, ale jest zjawiskiem względnie trwałym, już od Rewolucji Francuskiej, znajdującym zmienne poparcie społeczne, w zależności od rozwoju sytuacji społeczno - politycznej i koniunktury ekonomicznej (przykładem choćby Action Francaise, ligi, z Croix de Feu na czele, czy wreszcie klasyczne partie: Front Paysan H. Dorgeres'a, Faisceau G. Valois, powstała w 1936 roku Parti Populaire Francais Jacques'a Doriot'a. która dorównywała liczebnością FPK, mimo samoograniczenia bazy członkowskiej!!!, o etapie Rewolucji Narodowej: 1940 - 1944, której ucieleśnieniem Vichy, nie zapominając. Także po 1945 roku, ruchy radykalne zajmują widoczne miejsce na francuskiej scenie politycznej, czego sztandarowym potwierdzeniem posiadająca 51 osobową reprezentację parlamentarną po wyborach 1956 roku, w których uzyskała 11,5% głosów, Unia Obrony Handlowców i Rzemieślników - UDCA P. Poujade'a), jest bez wątpienia zasadna, ale nie może tłumaczyć ona i uzasadniać wszystkiego.
Nie mniej istotne od istnienia tradycyjnej pożywki dla ruchów radykalnych we Francji, jest dostrzeganie prawidłowości i tendencji oraz odpowiedź na pytanie co się stało, że Front Narodowy - partia, która jeszcze w 1981 roku z przyczyn formalnych (brak podpisów tzw. 500 wyborców kwalifikowanych) nie była w stanie wystawić kandydata w wyborach prezydenckich, od wyborów europejskich 1984 roku (uzyskuje w nich 10,95% głosów), jest trwałym elementem francuskiego krajobrazu politycznego.
To nie tylko efekt poważnego i rozległego kryzysu ekonomicznego, potęgowanego przez globalizację/mondializację oraz postępujące zmiany w stratyfikacji społecznej (zmierzch klasy robotnicze, niezależnie pracujących, na rzecz lawinowego wzrostu funkcjonariuszy biurokratycznego państwa, o zupełnie innej percepcji życia społecznego). Presja obcych kulturowo imigrantów i problemy kształtu Współnoty Europejskiej, to także powód ważki, ale nie rozstrzygający. Źródeł renesansu radykalizmu, nie wyczerpuje też kryzys tożsamości narodowej, zachwianie poczucia bezpieczeństwa u znacznej cześci Francuzów, wreszcie redukcja debaty politycznej przez tradycyjne partie, do wyboru określonego modelu rozwoju gospodarczego, z deprecjonowaniem problemów społecznych.
Wydaje się, że zwłaszcza trzy kwestie, są z oczywistych powodów przemilczane i pomijane w analizach dotyczących przyczyn aktualnej pozycji radykalizmu we Francji:

1. Wiarygodność i konsekwencja w poglądach Frontu Narodowego. Wystarczy choćby pobieżna analiza programu tej formacji aby wykazać, że jej fundamentem programowym od dekad jest tożsamość narodowa, rozumiana jednocześnie w kategoriach etnicznych i kulturowych. Analogicznie, trwałe miejsce w programie Frontu, ma dezyderat jednorodności społecznej i szeroko pojętej preferencji narodowej (la preference nationale), oczekiwanie respektowania tradycji, sanacji narodowej, uprzywilejowanej pozycji francuskiej rodziny. Równie fundamentalny jest sprzeciw wobec partiokracji (cztery główne, historyczne partie V Republiki: RPR, UDF, FPK i PS, określane były mianem "bandy czworga" - "la bande des quatres"). Front od zawsze opowiadał się w końcu za gaullistowską wizją Konfederacji Europejskiej, wbrew Traktatom z Maastricht, które "upokarzają Francję". F.N od zarania, pryncypialnie i stanowczo sprzeciwia się imigracji, "która nie jest szansą dla Francji, lecz Francja jest szansą dla imigrantów". Te dezyderaty programowe powstały w czasie, kiedy europejską polityką zawładnęła idea kreolizacji i wielokulturowości, przekonanie o globalizacji jako panaceum na wszystko.

2. Kwestia bazy społecznej i elektoralnej Frontu Narodowego, którą - wbrew obiegowym i tendencyjnym opiniom - nie stanowią wcale wyłącznie ci, którym się nie udało. Już w latach 80 - tych ubiegłego wieku, w bazie członkowskiej partii, widoczna była co prawda nadreprezentacja mężczyzn, ale aż ponad połowę członków partii stanowili dobrze wykształceni ludzie do 35 roku życia, a 32%, przedstawiciele wolnych zawodów i kadry kierownicze. Już wtedy było wiadomo, że Front Narodowy dysponuję najbardziej przyszłościową bazą członkowską ze wszystkich francuskich partii politycznych. Przedstawiciele tzw. głównego nurtu, zbagatelizowali te tendencje i charakterystyki. Analizy socjologiczne elektoratu Frontu także nie pozostawiają złudzeń: i w latach 80 -tych XX wieku i obecnie ma on charakter ponadklasowy, był i jest najbardziej pesymistyczny w ocenie perspektyw własnych i kraju, cechuje go wyraźny krytycyzm oraz rezerwa wobec Zjednoczonej Europy, integracji europejskiej, globalizacji. Te prawidłowości też zbagatelizowano.

3. Istotną rolę w rozwoju Frontu Narodowego odegrało zaplecze intelektualne, zwłaszcza skoncentrowane wokół Klubu pod Zegarem (Club de l'Horloge) oraz Stowarzyszenie GRECE (le Groupement de Recherche et d'Etudes pour Civilisation Europeenne - Stowarzyszenie Poszukiwań i Studiów nad Cywilizacją Europejską. Prace A. de Benoist, a nade wszystko kolejne publikacje książkowe Klubu pod Zegarem, ze słynnym manifestem programowym: "La politique du vivant", zrobiły wiele dla popularyzacji idei prawicy narodowej we francuskim społeczeństwie. To przedstawiciele w/w organizacji i inni reprezentanci tzw. "Nowej Filozofii" (B, - H. Levy, A. Glucksmann, Ch. Jambet, G. Lardeau), tworzą podstawy teoretycznego uzasadnienia doktryny prawicy narodowej (tytułem jedynie ilustracji, podstawowe zagrożenie widzą oni w zaniku europejskich wartości w życiu społecznym, za co winę ponoszą "współcześni barbarzyńcy": 1). technokraci, wykorzystujący państwo dla rzekomo najdoskonalszej formy zaspokajania potrzeb, 2). tzw. progresiści, ulegający fetyszowi lewicowych dogmatów, które w istocie niszczą tradycję, 3). pedagodzy amnezji, odpowiedzialni za proces kształcenia społecznego, w którym nacisk kładziony jest na prolongatę elementów technokratycznego ładu społecznego, a nie na edukowanie pełnoprawnych dziedziców dorobku europejskiej tradycji). W tym czasie, prawomyślne europejskie elity i poprawne polityczne media, tkwią w okowach skądinąd słusznego marksistowskiego założenia, że byt kształtuje świadomość, co zmieniają dopiero negatywne efekty globalizacji i dolegliwe skutki kryzysu ekonomicznego pierwszej dekady XXI wieku, na które zarówno klasyczna prawica, jak i lewica (socjaldemokracja), nie potrafią wypracować dotąd skutecznego remedium.

Reasumując, aktualna pozycja Frontu Narodowego we Francji, to efekt wielu czynników, ewoluujących w czasie, wobec których tradycyjne partie polityczne długo pozostawały obojętne, głuche i nieme, a nawet zanik tej obojętności - mniejsza czy z przekonania, czy jedynie pragmatyczny - nie przynosi odczuwalnej zmiany w egzystencji milionów Francuzów, autentycznie zatroskanych kształtem jutra. W konsekwencji, elektorat Frontu Narodowego, którego liczebność w I turze wyborów prezydenckich 2017 roku przekroczyła 7,6 mln!!!, zasługuje nie na ostentacyjny ostracyzm, ośmieszanie, dezawuowanie, nie powinien być też powodem bagatelizowania, Jest wyzwaniem, wymaga wpierw zrozumienia, a następnie skonstruowania racjonalnej, akceptowalnej w społecznym consensusie oferty programowej, skierowanej dla tego elektoratu także.
Nawiązując zaś do tytułu, dobrze że Front Narodowy egzystuje we Francji, zmuszając tym samym klasyczne formacje polityczne do jakościowej konkurencji. Dobrze, że zwolennicy Frontu mogą organizować się w legalnej, konstytucyjnej partii. Alternatywą może być tylko wzrost społecznej apatii i agresji zarazem, która musiałaby znaleźć swoje ujście, najpewniej na ulicy. Osobiście wolę, aby Front był integratorem i płaszczyną artykulacji tych dążeń i wartości.
Niech zwycięża demokracja, a nie prymitywna poprawność polityczna, wszak póki co nikt nic lepszego nie wymyślił.      



czwartek, 6 kwietnia 2017

23 kwietnia 2017 r - Grand Derbi w Hiszpanii i we Francji?

          Wieczorem 23 kwietnia, uwaga piłkarskiego świata skupi się na madryckim Estadio Santiago Bernabeu, na którym Real Madryt, podejmował będzie w wielkich piłkarskich derbach Hiszpanii, Dumę Katalonii - FC Barcelonę.  Co prawda po Grand Derbi pozostanie jeszcze 5 kolejek do końca rozgrywek, ale wynik madrycko - katalońskiej konfrontacji, ma duże znaczenie nie tylko w walce o Mistrzostwo Hiszpanii. El Clasico poza wymiarem czysto sportowym (dotąd w rozgrywkach ligowych obie drużyny spotkały się 173 razy, a bilans tych spotkań jest więcej niż symboliczny: 72 zwycięstwa Barcelony, 72 wiktorie Realu i 33 remisy), ma także wymiar kulturowy: to starcie dwóch aksjologii, zderzenie dwóch tradycji, dwóch sposobów percepcji rzeczywistości.
Zanim kibice zasiądą wygodnie w fotelach, Francja stanie się areną innej wielkiej batalii: 23 kwietnia, to także dzień pierwszej tury wyborów Prezydenta Republiki, wydarzenia o kluczowym znaczeniu nie tylko dla Francji. Sondaże we Francji od dawna potwierdzają trwałą tendencję zmiany preferencji wyborczych Francuzów, skutkiem czego nadchodzące wybory prezydenckie nad Sekwaną, staną się z pewnością cezurą końcową charakterystycznego dla V Republiki, bipolarnego kształtu systemu partyjnego, podziału na lewicę i prawicę. Wspomniane badania opinii publicznej, a zwłaszcza przebieg ostatniej, wtorkowej (4 kwietnia), debaty telewizyjnej kluczowych, 11 - tu kandydatów, pokazują coś znacznie bardziej istotnego, stanowią zapowiedź nowej jakości na francuskiej scenie politycznej: dekompozycję i marginalizację obozu politycznego tradycyjnej prawicy i lewicy. Wcale nie hipotetyczna jest opcja, że do drugiej tury wyborów prezydenckich przejdą: reprezentantka prawicy narodowej Marine Le Pen - co nie jest żadnym zaskoczeniem - i - co może stać się sensacją - Jean Luc Melenchon: lewicowy radykał i quazi etatysta. daleki od głównego nurtu Partii Socjalistycznej. Taki obrót sprawy, taka obsada personalna II tury wyborów, przy jednocześnie niskiej frekwencji, faworyzowałaby reprezentantkę Frontu Narodowego, w wyścigu o Pałac Elizejski.
Niezależnie od ostatecznych zachowań wyborczych w elekcji prezydenckiej we Francji, jej następstwem będą zmiany jakościowe, o nader ważkich konsekwencjach:
   - koniec bipolaryzacji we francuskim życiu politycznym, to koniec tradycyjnej prawicy i lewicy w kraju galijskiego koguta, w aspekcie ideowo - doktrynalnym i organizacyjnym. Będzie to zwłaszcza dolegliwe dla francuskiej lewicy, przez dekady trwania V Republiki, czyniącej z jedności absolut i postrzegającej ową jedność - dodajmy w pełni zasadnie - jako źródło swoich sukcesów i siły politycznej. Byłoby to też swoiste dopełnienie sprawiedliwości dziejowej, PS bowiem skanibalizowała swego czasu bazę społeczną Francuskiej Partii Komunistycznej. Kluczowym pytaniem w takim scenariuszu, jest kwestia politycznej, ideowej i organizacyjnej spuścizny francuskiej lewicy, bo istnienie lewicowej bazy społecznej we Francji jest i pozostanie faktem niezaprzeczalnym;   
   - jeżeli dekompozycję lewicy i prawicy zwielokrotniłyby spodziewany wybory parlamentarne we Francji, nastanie czas odbudowy francuskiego systemu partyjnego. Pytaniem otwartym pozostaje kwestia według jakiego modelu i w jakim kształcie, chyba że francuski elektorat - hołdując pragmatyzmowi i zachowując racjonalną powściągliwość - wybierze znaną z najnowszej historii V Republiki opcję na cohabitation (współzamieszkiwanie), nieco egzotycznego Prezydenta, ze stabilną, tradycyjną większością rządową, ograniczając tym samym w konsekwencji wielowymiarowe ryzyka.
    - wybór między M. Le Pen, a J.-L. Melenchon, to niezależnie od zwycięscy, nowa jakość europejska. Wśród wielu różnic między tymi kandydatami i obozami politycznymi które uosabiają, istnieje fundamentalny consensus między nimi, co do negatywnej oceny obecnego kształtu Wspólnoty Europejskiej, determinizmu zasadniczych zmian ustrojowych i hierarchii wartości. Kandydaci ci, a precyzyjnie ich potencjalne zwycięstwo, oznacza zarazem poważne problemy dla integracji europejskiej i obecnych głównych beneficjentów hojności Unii; nade wszystko Polski. 
W hiszpańskim Grand Derbi, jestem zdeklarowanych od ponad czterech dekad fanem FC Barcelony, wszak stanowi ona "więcej niż klub". We francuskiej batalii wyborczej, liczba niewiadomych, versus społeczny determinizm i orientacja na zmiany, każe zachować powściągliwość w rekomendacjach. Za komentarz niech posłuży przykład z najnowszej historii Niemiec: pamiętam europejski lament i polską histerię, kiedy na drodze konstruktywnego votum nieufności, koalicję socjaldemokratyczno - liberalną (SPD-FDP) z kanclerzem H. Schmidtem, zastępowała koalicja chadecko-liberalna (CDU/CSU-FDP) kanclerza H. Kohla (1982 rok). Miało być radykalnie, z demonami przeszłości, było pragmatycznie i racjonalnie. Miało być źle dla wszystkich, wyszło dobrze dla większości, w tym zwłaszcza dla Polski. Spokojnie. Francja, to dojrzała demokracja, racjonalnych ludzi, świadomych swojej wartości, ale i roli oraz miejsca w świecie i wynikających z tego faktu powinności.