środa, 11 listopada 2015

Glucksmann Andre - potwierdzenie zasadności powiedzenia G. Clemenceau.

     Zmarły wczoraj (10.11.2015) francuski filozof: Andre Glucksmann, to bez wątpienia jedna z ciekawszych postaci europejskiego życia publicznego i intelektualnego. Jego biografia, ma wymiar symboliczny dla pokolenia Europejczyków XX wieku.
Urodzony w 1937 roku, w rodzinie francuskich Żydów (jego rodzice zdecydowali się na emigrację do Palestyny w 1933 roku), wykształcony we Francji, do końca lat 60-tych ubiegłego wieku - jak wielu przedstawicieli jego pokolenia - pozostawał pod wpływem idei lewicowych, zwłaszcza zaś maoizmu. Nie ograniczał się wyłącznie do intelektualnego flirtu z lewicą, był aktywnym uczestnikiem Rewolty Maja 1968 r. w Paryżu. W 1968 roku publikuje też pierwszą swoją książkę: "Le Discours de la Guerre" ("Dyskurs na wojnie").
W 1975 roku, publicznie i spektakularnie zrywa z lewicową fascynacją, rozliczając się z marksizmem w swojej słynnej książce: "La Cusiniere et le Mangeur d'Hommes - Reflexions sur l'Etat, le marxisme et les camps de concentration" ("Kucharka i ludożerca - Refleksje na Państwem, marksizmem i obozami koncentracyjnymi"), w której stawia de facto znak równości  między komunizmem, a nazizmem.
Stopniowo rozpoczyna się ewolucja A. Glucksmann'a do roli trybuna antytotalitaryzmu, społeczeństwa obywatelskiego i jego atrybutów, przeciwnika nienawiści i szeroko pojętego nihilizmu. W ostatnich latach, zdeklarowany krytyk putinowskiej Rosji, obrońca praw człowieka w Chinach, piewca aksjologii europejskiej i cywilizacyjnych zobowiązań Zachodu.
Laureat II Oświęcimskiej Nagrody Praw Człowieka im. Jana Pawła II za 2008 rok, wręczonej osobiście przez Papieża Benedykta w grudniu 2009 r.
Andre Glucksmann, znany jest w Polsce z rozlicznych wywiadów, a nade wszystko z dwóch przełożonych na język polski jego książek: "Rozprawy o nienawiści", Wyd. Czytelnik. Warszawa. 2008 r. (tytuł oryginału: "Le Discours de la haine") oraz "Dostojewski na Manhatanie", Wyd. Sic. Warszawa. 2003 r. (tytuł oryginału: "Dostoievski a Manhattan").
"Rozprawa o nienawiści" to pouczająca, intelektualna wędrówka po historii nienawiści i destrukcji, o której Glucksmann formułuje zasadny pogląd, że "[...] jej uparte i natrętne widmo, degraduje relacje prywatne i sprawy publiczne [...]". Omawia zarazem trzy kluczowe w jego przekonaniu przejawy nienawiści: 1]. antysemityzm, 2]. nienawiść do kobiet (immanentą zwłaszcza islamowi), 3]. terroryzm.
"Dostojewski na Manhatanie", to przez symboliczne odwołanie do Dostojewskiego, przez pryzmat zamachów z 11 września 2001 roku w USA, fascynujące studium nihilizmu. Nihilizm zdaniem Glucksmanna, to permanentny problem Zachodu od conajmniej dwóch stuleci. Formułuje on - szeroko go uzasadniając - koncepcję "trzech świętych" nihilizmu: 1]. Napoleona, jako symbolu nihilizmu politycznego, 2]. Rotschilda, jako symbolu nihilizmu ekonomicznego, 3]. w końcu islamu, jako symbolu nihilizmu religijnego. Glucksmann nie akceptując idei "cel uświęca środki", postuluje jednocześnie wprowadzenie 11-go Przykazania: nie zadawaj cierpienia bliźniemu swemu, bez względu na motywacje. Nie zmierzaj do wlasnego dobra i pożytku jego kosztem, powstrzymaj się od implementowania uniwersalnego zła, zarówno w życiu prywatnym i publicznym.
Lektura książek i wywiadów Andre Glucksmann'a, to pasjonujące, pouczające zajęcie, będące formą intelektualnej uczty.
Zastanawiałem się nad doborem cytatu, który mógłby być puentą dorobku i profilu A. Glucksmann'a, fascynującej postaci, będącej potwierdzeniem zasadności powiedzenia G. Clemenceau: "[...] kto za młodu nie był socjalistą, ten na starość będzie kanalią [...]". Uznałem, że najbardziej reprezentatywny będzie fragment wywiadu, jaki udzielił A. Glucksmann 4.04.2011 roku "Gazecie Wyborczej", pod jakże znamiennym tytułem: "Dlaczego Walczymy":
"[...] Na ile to rzezi pozwalaliśmy, żeby póżniej żałować, żeśmy ich nie przerwali. Ileż to już było Querenic od czasu tej pierwszej frankistowskiej, namalowanej przez Picassa? Każde pokolenie ma na swoim końcie tchórzliwe zaniechania i nieinterwencje [...]". Niech te prawdziwe, choć gorzkie słowa, brzmią jako glucksmannowskie przesłanie i memento.
Żałuję, że kończy się nasze obcowanie z jednym z największych przedstawicieli "nowej filozofii", choć zarazem jego bogaty dorobek, znany ledwie incydentalnie w Polsce, stanowi pewną rekompensatę tej straty. Obyśmy tylko teksty Andre Glucksmann'a czytali ze zrozumieniem, ze zdolnością do refleksji, autooceny i działań korygujących.

  

    

sobota, 7 listopada 2015

Krajobraz powyborczy w Polsce - kilka refleksji

        Rezultat wyborów parlamentarnych w Polsce jest jedynie pozornym zaskoczeniem, ponieważ na podwójny sukces wyborczy Prawa i Sprawiedliwości (elekcja prezydencka i parlamentarna), skutkujący zasadniczymi zmianami politycznymi w naszym kraju, w tym zmianami w obrębie systemu partyjnego, których symbolem marginalizacja polityczna Sojuszu Lewicy Demokratycznej, czołowe polskie formacje polityczne pracowały od lat. 
Gdyby podjąć próby sparametryzowania żródeł obecnej sytuacji należy wskazać moim zdaniem na:

1.   Całkowite zmierzch partii politycznych, jako źródła dyskusji i integrowania zwolenników wobec określonej aksjologii i programu. Uwaga ta dotyczy bez mała całej sceny politycznej, z wyjątkiem PiS-u. Lewica ostatnie, poważne, otwarte debaty polityczne, prowadziła w okresie zmiany systemu politycznego w Polsce, kiedy ścierały się koncepcje kształtu i perspektyw polskiej lewicy. Lewica uwierzyła przy tym, że jest stałym, trwałym elementem polskiej sceny politycznej, nadużywając i nadinterpretując pojęcie twardego elektoratu.
Odwołujac się do doświadczeń francuskiej lewicy, ta w V Republice przeżywała zwroty i upadki, do 1981 roku bezskutecznie starając się przejąć władzę. Nigdy jednak, nawet w czasach polaryzacji w łonie własnego obozu politycznego (socjaliści - komuniści), nie zaniedbała relacji z zapleczem politycznym, nie zamknęła wewnątrz partyjnej dyskusji, nawet kosztem przejściowej walki frakcji politycznych, traktując wewnętrzny ferment ideowy jako wartość wyższą, niż pozorną jedność. Cały czas próbowała też świadomie poszerzać bazę społeczną, przesuwając się w kierunku centrum. Chcąc zmobilizować zaplecze polityczne, a zarazem zaktywizować wszystkich Francuzów, w ostatniej kampanii prezydenckiej Partia Socjalistyczna umożliwiła wszystkim Francuzom, a nie tylko członkom partii, udział w prawyborach i wyłonieniu kandydata socjalistów na urząd Prezydenta Republiki. Co zrobiło SLD w ostatniej kampanii prezydenckiej w Polsce? Dokonało samobójstwa politycznego w imię nieznanych priorytetów. 
Polskie partie polityczne stały się w ostatnich dekadach dofinansowaną przez państwo i utrzymywaną przez społeczeństwo obywatelskie, maszynką elit partyjnych do układania partyjnych list wyborczych, które stały się jednocześnie narzędziem wymuszania posłuszeństwa, pseudo zgodności, a de facto żródłem zaniku ideowości, zdrowego fermentu ideowego w partii.
2. Polskie partie polityczne stały się zarazem poligonem doświadczalnym nepotyzmu i prywaty, za sprawą opanowanej do perfekcji strategii łupów wyborczych, w czym najwyższą skutecznością wyróżnia się PSL, stając się limitowanym kooptacyjnie konglomeratem interesów. Pokojowe współistnienie ze zbiurokratyzowanym państwem i perfekcyjne wykorzystanie trybu konkursowego w pozyskiwaniu nowych pracowników administracji wszystkich szczebli, stało się osnową budowy specyficznych, zamkniętych grup interesu, z cenzuzem partyjnym. W konsekwencji, obywatele funkcjonujący poza układem partyjnym mają zasadne, głębokie poczucie niesprawiedliwości i alienacji.
3. Zawłaszczenie państwa i administracji, spowodowało w rządzących elitach politycznych zgubne poczucie predystynacji, skutkujące głęboką, nieskrywaną arogancją wobec obywateli, co znalazło wyraz chożby w słynnych nagraniach, w których prominentny polityk PO i funkcjonariusz rządowy, a obecnie funkcjonariusz U.E, po prostu drwi z współobywateli ("kim jest obywatel zarabiający mniej niż 6 tys. zł miesięcznie!!!).
4. Istniejący system finansowania partii politycznych i nieskrywane preferencje mediów głównego nurtu, stanowiąc barierę istnienia w świadomości społecznej, stają się zarazem przyczyną z jednej strony radykalizacji nastrojów, z drugiej zaś alienacji wyborczej znacznej cześci elektoratu.
5. Wszystkie te okoliczności, dały naturalny asumpt do geometrycznego wzrostu wpływów Prawa i Sprawiedliwości, partii która umiejętnie pielęgnując fobie i uprzedzenia, zbudowała alternatywę programowo - personalną, zwłaszcza wobec P.O. Rzeczywistość powyborcza pokazuje jednak, że partia zwycięska poparcie społeczne traktuje jako upoważnienie do swoistej frywolności personalnej, co wróży jak najgorzej polskiej stabilności politycznej.
Co dalej?
Jeżeli zasadnie przyjmiemy, że około 50% zatrudnionych to pracownicy najemni, jeżeli uznamy, że nie rozumiana egalitarystycznie równość jest priorytetem działań, a państwo narzędziem społeczeństwa obywatelskiego w realizacji jego interesów, jeżeli odrzucimy radykalizmy, przyjmując aksjologię nowoczesnego państwa demokratycznego, najwieksze perspektywy polityczne ma lewica, w sensie nurtu politycznego, wymagająca jednak pozytywistycznej pracy od podstaw. Lewica wielonurtowa, otwarta, bez uprzedzeń, ale też bez nadmiernej skłonności w kierunku egzotyki i obyczajowych eksperymentów. Lewica laicka, ale nie antykościelna. Lewica wrażliwa i zaangażowana, ale nie etatystyczna.
Jeżeli lewica nie zagospodaruje polskiej sceny politycznej, a frustracja i alienacja dalej zbierać będzie swoje żniwo, czeka naz nieuchronny zwrot w kierunku radykalizmów.

piątek, 23 października 2015

Wybory parlamentarne w Polsce: nie myślę o niedzieli, myślę o poniedziałku

Najbliższa niedziela, 25 pażdziernika 2015 roku, to data wyborów parlamentarnych w Polsce. Wszystkie uczestniczące w kampanii wyborczej formacje polityczne, jak i wszechobecne media przekonują o wyjątkowości tychże wyborów, czy aby na pewno zasadnie?
Po pierwsze, tradycyjnie kampania wyborcza to czas nadzwyczajnej mobilizacji i aktywności partii, co nie jest dodajmy wyłącznie polską specjalnością. Liderzy partyjni nagle wychodzą z klimatyzowanych swoich siedzib, jedni marząc o partycypacji w procesie rządzenia, inni bojąc się utraty dotychczasowych synekur.
W tym kontekście polskie wybory nie są wyjątkowe.
Koalicja znajdująca się od dwóch kadencji u władzy, korzystająca z incydentalnego w historii państwowosci polskiej bonusu, jakim były i są fundusze europejskie, których kwotowe zaangażowanie można porównywać jedynie do Planu Marshalla, realizowanego w latach 1948 -1952 (dla przypomnienia: amerykańska pomoc dla Europy, wyniosła 13 mld ówczesnych, a po przeliczeniu 107 dziesiejszych mld USD!!!), wedle sondaży preferencji wyborczych, skazana jest na porażkę wyborczą!!! Koalicja zarządzająca środkami pomocowymi w wysokości 101,8 mld Euro w poprzednim budżecie U.E i 105,8 mld Euro na lata 2014 - 2020, a więc istotnie większymi niż Plan Marshalla, z pewnością przegra wybory!!! Dlaczego?
Nie zadecyduje o tym jedynie mało efektywna alokacja tejże pomocy, w stadiony, niedochodowe lotniska, z jednoczesnymi wcale nie incydentalnymi patologiami w trakcie realizacji inwestycji oraz towarzyszących im przetargów publicznych. Rządzący nie zauważyli, że unijne wsparcie, w relatywnie niewielkim stopniu podnosi jakość życia przeciętnych obywateli, a obnosząc się ze swoją arogancją, narazili się powszechnie na społeczną niechęć. Owa koalicja, dbając skutecznie o swoich, nawet próbując implementować reformy, czyniła to nieudolnie, bez consensusu społecznego, czego koronnym dowodem reforma OFE i wydłużenie wieku emerytalnego. Swoistym "pocałunkiem śmierci" dla Platformy, okazały się upublicznione nagrania z udziałem jej prominentnych przedstawicieli, nie pozostawiajace złudzeń, że w sprawowaniu władzy i jej istrumentalizacji, rządzący przekroczyli akceptowalne społecznie granice i margines błędu.
Wykazująca od dawna aspiracje do rządzenia, opozycyjna prawica narodowa, niesiona niedawnym sensacyjnym, zwycięstwem wyborczym swego kandydata w wyborach prezydenckich w Polsce, nosi etykietę radykalnej i nieprzewidywalnej. Nie jest to przy tym konsekwencja wyłącznie pryncypialnej, nie zawsze zasadnej merytorycznie niechęci mainstream'owych mediów, ale niedawnych doświadczeń, a nade wszystko społecznej troski o wiarygodność i przewidywalność. Prawdopodobne dojście do władzy PiS, ma jeszcze jeden negatywny wymiar: oznaczać będzie koncentrację całości władzy w rękach jednej opcji politycznej, co z istoty swojej może być dysfunkcjonalne, nie sprzyjać jakości i efektywności procesu rządzenia, stanowić zagrożenie dla demokracji. W konsekwencji ważne jest, aby PiS będąc potencjalnie zwycięzcą wyborów, nie posiadał większości absolutnej w parlamencie, otwierającej drogę do zmian ustroju politycznego, czego symbolem zmiana Konstytucji RP. 
Dryfująca od dawna lewica, mimo pozornej i budowanej ad hoc jedności, w sensie ideowym, aksjologicznym i personalnym nie stanowiąc alternatywy dla prawicy, stać może się co najwyżej tłem dla przemian. Nie uwiarygadnia lewicy zresztą wyraźna i niezrozumiała od kampanii prezydenckiej opcja quazi feministyczna, umożliwiająca - co stało się zresztą wyróżnikiem polskiej polityki - stworzenie parawanu dla de facto zarządzających i decydujących, w lewicowych formacjach politycznych.
Zasadnie aspirujący do miana najstarszej polskiej partii politycznej ludowcy, nie potrafią od dekad zbudować ogólnonarodowej formacji, koncentrując się de facto na artykulacji i obronie interesów własnego środowiska (uprzywilejowanie podatkowe i emerytalne - KRUS), nie moga być w konsekwencji, z oczywistych powodów, predystynowani do pełnienia roli depozytariusza demokracji i strażnika społecznego pokoju w Polsce. 
Nowe partie systemowe - abstrachując od ich wiarygodności - nie dysponują póki co ani budżetem, ani kadrami, mogącymi realnie zagrozić władzy historycznych partii.  
Mając powyższe okoliczności na względzie, jak i pamiętając o prawdopodobnej skali absencji wyborczej, będącej formą społecznego protestu wobec jakości polskiej polityki i aksjologii polskich polityków, martwię się nie tyle wynikami wyborów, co kształtem polskiej rzeczywistości po wyborczej.
Czy nowy parlament będzie w stanie wyłonić stabilny rząd? Czy będąca alternatywą, orientacja na stworzenie kordonu sanitarnego wokół PiS-u i jego izolację polityczną, nie doprowadzi przypadkiem do szeroko rozumianej destabilizacji? Jak zachowają się związki zawodowe w branżach zagrożonych strukturalną nieefektywnością, czego symbolem polskie górnictwo, w momencie aplikacji nieuchronnych, bolesnych reform?
Czekają nas bez wątpienia trudne lata. Gdybym miał budować progonozę dla Polski, to moim zdaniem jej kluczowe parametry sprowadzają się do następujących tez:
1. Zwycięzcą wyborów będzie PiS, który nie uzyska jednak bezwzględnej większości. Mimo to stworzy koalicyjny rząd, którego będzie opoką, a który - korzystając z przychylności Prezydenta RP - może sprawnie rządzić.
2. Jeżeli Prawo i Sprawiedliwość, nie zdecyduje się na polityczne fajerwerki, w postaci choćby lustracji tyle niezasadnej, co spóżnionej o trzy dekady, oprze się dalszej sakralizacji życia publicznego, nie uczyni z Problemu Smoleńskiego polskiej traumy, nie ulegnie pokusie rewanżu politycznego wobec oponentów, jeżeli skoncentruje się na gospodarce (czerpiąc nadal ze wsparcia europejskiego) i ograniczaniu społecznych nierówności oraz niesprawiedliwości, może rządzić i zyskać społeczną aprobatę.
3. Wyborczy werdykt spowoduje zasadnicze zmiany na polskiej scenie politycznej w wymiarze formacyjnym i personalnym (także generacyjnym). Od siebie dodam, ze czas najwyższy, od prawa do lewa, na takie zmiany. Zmiany personalne, przyśpieszą nieuchronne zmiany w obrębie aksjologii i doktryn oraz programów partii politycznych, doprowadzą także średnioterminowo do dekompozycji polskiego systemu partyjnego.
4. Jeżeli PiS ulegnie pokusie radykalizmów, przyśpieszy nie tylko własny upadek, ale zarazem zasadnicze, prolongowane ciągle zmiany w Polsce. W takim wariancie, PiS stanie się detonatorem społecznej frustracji, a w wymiarze społecznym znacząco przyśpieszy wiele kluczowych zmian, choćby laicyzację Polski. Konsekwencją tego może być między innymi wymuszona przez ulicę konieczność skrócenia kadencji polskiego parlamentu.
Generalnie, najbliższe wybory stanowiące immanentną część demokracji mogą wiele zmienić, ale będą to zmiany systemowe. Kluczową kwestią jest uznawanie werdyktu wyborczego przez wszystkie podmioty życia publicznego. Niezależnie bowiem od przebiegu wyborczej niedzieli, od poniedziałku chcemy i będziemy musieli żyć razem, egzystując obok siebie, niezależnie od politycznych różnic. Warto w gorączce wyborczej o tym pamiętać..... 
      
    
  

  
      

piątek, 25 września 2015

Volkswagen się jeszcze podniesie, czy powali przejściowo Niemcy?

Dotąd wszystko było jasne, niczym prawdy uniwersalne: koniak i szampan tylko z Francji, samochody osobowe wyłącznie z Niemiec, co było synonimem jakości i pewności użytkowania. Ujawniona w Stanach Zjednoczonych afera z silnikami diesla w samochodach Volkswagena, jej skala, przynajmniej w stosunku do samochodów zmienia wiele, by nie powiedzieć wszystko.
Afera VW- na co zwraca uwagę coraz więcej analityków i komentatorów - wykracza znacząco poza interesy globalnego koncernu, uderza w reputację nie tylko Niemiec, ale i po części Starego, wydawałoby się poczciwego, stabilnego aksjologicznie świata.
Dla Niemiec, wymiar reputacyjny afery może mieć nieobliczalne skutki. Podważona została tak misternie odbudowywana renoma gospodarki niemieckiej, największego eksportera Europy, po niechlubnych dokonaniach faszyzmu. Volkswagen - duma Niemiec, innowacyjna grupa producencka samochodów osobowych (z flagowymi markami: Audi i Porsche), silnie osadzona w realiach kilku krajów europejskich (nie zapominajmy bowiem o Skodzie i Seacie), zostaje oskarżona o manipulacje, wprowadzenie w błąd konsumentów i naruszanie ich prawa oraz norm prawnych w ogóle. To jednak nie wszystko. Największą bodaj stratą może być reputacja gospodarcza Niemiec: kraju utożsamianego jak rzadko który, z jakością, solidnością, poprawnością.
Niemieckie, znaczyło dotąd pewne, co pozwalało dyskontować te wartości w cenie wyrobów, relatywnie wyższej niż analogiczne produkty konkurencji. Co prawda już niedawne problemy z wyziewami wulkanicznymi pokazały, że - na skutek problemów logistycznych z kooperantami z Dalekiego Wschodu - niemiecki przemysł samochodowy miał problemy z utrzymaniem ciągłości produkcji. Jednak dopiero aktualne problemy Volkswagena, obnażyły pozorność przewag jakościowych gospodarki niemieckiej i spowodowały upadek mitu o niemieckiej solidności, przynajmniej na kluczowym rynku konsumenckim świata.
Jak zawsze, skoro ktoś traci, powstaje pytanie kto może zyskać?
Dla mnie beneficjentami - w odniesieniu do sektora samochodowego - będą niewątpliwie producenci o dalekowschodnim rodowodzie, firmy głównie koreańskie, obecne już i zakorzenione na rynku, a i japońskie. Dla borykającej się do niedawna z problemami jakościowymi Toyoty, to nadzwyczajnie korzystny zbieg okoliczności, zwłaszcza na rynku amerykańskim.
Stracić może też BMW, uderzone rykoszetem jako firma niemiecka.
Mam nadzieję, że zyskają francuscy producenci samochodów, utożsamiani - dodam niesłusznie od lat - z wyrobem tyle delikatnym, co gorszym od niemieckiego. Tymczasem rozwiązania konstrukcyjne i designerskie samochodów francuskich, nie odbiegają w niczym od niemieckich konkurentów. W konsekwencji, trzymam kciuki za spodziewaną zmianę nastawień konsumenckich, przynajmniej w Europie, do samochodów made in France.
Problemy VW to także pośrednio prawdopodobnie problemy Europy, zwłaszcza w kontekście rozmów o utworzeniu z USA Strefy Wolnego Handlu. Jeżeli konsument amerykański zapamięta stereotyp, że produkt europejskiego lidera, to produkt fałszowany, może to mieć nie tylko etyczne skutki, ale przełożyć się na decyzje zakupowe, a w konsekwencji wymierne straty producentów europejskich.
Z niechlubnego casusu Volkswagena płynie jeszcze jedna, uniwersalna nauka: w dobie mediów elektronicznych, zglobalizowanej gospodarki, reputacja jest równie cenna jak marka. Warto o tym pamiętać permanentnie, zwłaszcza wtedy kiedy pokusa kombinacji jest duża, a zawsze winna być jednoznacznie porzucona. W firmach trzeba rozwijać nie tylko działy BiR, ale i wzmacniać kontrolę nad decyzjami i zachowaniami kluczowych działów i decydentów, w aspekcie społecznej odpowiedzialności i analogicznych skutków.
I pomyśleć, że opisane patologie miały miejsce u europejskiego lidera, utożsamiającego wszystko co najlepsze w Europie: innowacyjność, tradycje, rozproszony akcjonariat, udział państwa w zarządzaniu i sprawowaniu kontroli biznesowej.        

niedziela, 6 września 2015

Żydzi wojują, Polacy handlują, a Niemcy walczą o pokój?

Sprawa najnowszej emigracji do Europy, bez względu na jej istotne wewnętrzne zróżnicowanie (nie zapominajmy bowiem, że część imigrantów ucieka z krajów pochodzenia przed wojną oraz prześladowaniami - jak syryjscy katolicy, istotnie większa część ma jednak charakter ekonomiczny: jest ucieczką do lepszego świata), dzieli społeczność międzynarodową.
Jeden aspekt, to prawa człowieka, aksjologiczne uprzywilejowanie prawa do życia i wiara w absolut demokracji. Ten wątek, szczególnie dla Zachodu, ma decydujące znaczenie. Triada francuskiej Wielkiej Rewolucji: "wolność - równość - braterstwo", uzupełniona najnowszymi doświadczeniami Wschodu Europy: "solidarnością", w wymiarze społecznym i międzynarodowym, stanowi swoisty absolut dla europejskiej rzeczywistości i polityki, stając się zarazem jednym z wyróżników europejskiej tożsamości.
Zwłaszcza w Polsce i dla Polaków, doświadczanych przez wieki przez wojenny los i korzystających z możliwości zbawiennej emigracji, kwestia ta ma kluczowe znaczenie, choć zarazem nie znajduje współcześnie dostatecznego zrozumienia społecznego w naszym kraju. Miliony Polaków skorzystało z gościnności i prawa osiedlenia Zachodu Europy, nie tylko w wieku powstań narodowych, ale i - a może nawet przede wszystkim - w XX wieku: stuleciu wojen światowych i stanu wojennego w Polsce. Obozy przesiedleńców i imigrantów w Austrii i Niemczech, stały się polskim azylem i oknem na emigrację poza Europę, której doświadczyło miliony Polaków.
Drugi wymiar to konsekwencje ekonomiczne i społeczne.
Społeczeństwa europejskie, nie tylko te biedniejsze boją się, że najnowsza imigracja to dodatkowe obciążenie, a pamiątając o niedawnych doświadczeniach choćby Francji i Niemiec, to także wielowymiarowy problem społeczny. Przywołując raz jeszcze polskie doświadczenia, polscy imigrancji in gremio wykazywali i wykazują duże zdolności integracyjne oraz asymilacyjne ze społecznością i kulturą krajów przyjmujących, na bazie wspólnoty kulturowej (chrześcijaństwo), determinizmu w nauce języka, kultu pracy jako źródła utrzymania i pozycji społecznej. Tymczasem w odniesieniu do najnowszej imigracji do Europy, istnieje wcale nie hipotetyczna obawa, że jest to imigracja roszczeniowa, w większości obca kulturowo, a nadto nacechowana i zorientowana na trwanie w odrębnościach.
Wbrew pozorom, istotą problemu nie jest to kto przyjmie imigrantów, którzy już przybyli do Europy. Wyzwaniem i pytaniem jest o wiele bardziej skomplikowana kwestia: co się stanie, jeżeli upowszechni się przekonanie, że liberalna Europa stoi otworem przed imigrantami, a w rezultacie na imigrację zdecydują się miliony mieszkańców Afryki, Bliskiego Wschodu, Azji?
Problemu tak rozumianej imigracji nie udźiwignie Europa i z pewnością mu nie podoła.
Mówiąc o imigracji, trzeba widzieć ją nie w perspektywach namacalnych skutków, ale nade wszystko obiektywnych powodów.
Politycznie poprawny, hołdujący globalizacji Zachód, nie może spoglądać na imigrację przez pryzmat ośrodków dla uchodźców, zasiłków i kwot imigracyjnych, ale determinizmu usunięcia przyczyn imigracji:
1). Zaprowadzenia porządku na obszarach podlegających dziś nie tylko starciu cywilizacyjnemu Zachodu z Islamem, ale po prostu praktykom ludobójczym i zbrodniom wojennym, przede wszystkim na terenie tzw. Państwa Islamskiego. Zadania tego nie wykonają instytucje demokracji, a jedynie interwencja zbrojna za zgodą demokratycznych władz. W konsekwencji, Zachód pod przywództwem USA, musi się ponownie szerzej i bardziej skutecznie niż dotąd, militarnie zaangażować w konflikt na terenach generowania ruchów migracyjnych.
2). Rozpoczęciu szerokiego procesu przebudowy struktury gospodarczej tych krajów, w znacznej części finansowanej i monitorowanej przez Zachód i instytucje międzynarodowe. Skoro udało się zasadniczo odbudować i przebudować powojenne Niemcy, dlaczego nie można tego dokonać w Afryce?
Wyzwania te, to moim zdaniem współczesne brzemię białego człowieka.
W najnowszym konflikcie wokół imigracji, najbardziej racjonalne, strategicznie zasadne i dalekosiężne stanowisko zajmują demokratyczne Niemcy, stając się zarazem symbolem i synonimem odpowiedzialności oraz otwartości. Sądzę, że przyczyny tego stanu rzeczy tkwią nie tylko w realiach ekonomicznych, zrozumieniu znaczenia potencjału demograficznego dla przyszłego rozwoju Niemiec. Stanowisko Niemiec, to także dążenie do utrwalenia statusu mocarstwa światowego i okazja do zerwania z niechlubną przeszłością hitlerowskich Niemiec, na oczach medialnego świata. Dla globalnej percepcji Niemiec, dla zmiany/utrwalenia ich konotacji w świadomości społeczności mięzynarodowej, zdjęcia Kanclerz Niemiec niesione przez syryjskich imigrantów jako prawdziwego dobrodzieja, atmosfera niemieckich dworców kolejowych i miast manifestowana ostentacyjnie wobec imigrantów, znaczy istotnie więcej, niż wielomiliardowy program zmiany/utrwalenia wizerunku Republiki Federalnej Niemiec w świecie.
W konsekwencji, może brzmiący jak niedorzeczny żart tytuł postu, nie jest wcale daleki od prawdy? Może na naszych oczach zmienia się świat, nie tylko w znanych nam dotąd wymiarach i parametrach? Niemcy, do niedawna symbol nacjonalizmu, stają się ostoją otwartości, a choćby Polacy, od wieków beneficjenci otwartości Zachodu, wychowani w oparach tradycji romantycznej i mesjanizmu, zmierzają na pozycje zarezerwowane dla nacjonalistycznego zaścianka? Co do Żydów, kwestia jest istotnie bardziej skomplikowana, a odpowiedż znacząco bardziej zniuansowana.         

czwartek, 27 sierpnia 2015

Dlaczego Front Narodowy nie tonie?

     Życie polityczne, a tym bardziej preferencje polityczne Francuzów, dla tradycyjnej, francuskiej klasy politycznej oraz hołdujących poprawności politycznej mediów, nie stanowią aktualnie przyjaznego otoczenia. Ledwie co ucichły, z trudnością skrywane zachwyty nad konfliktem generacyjnym i rodzinnym na szczytach władzy Frontu Narodowego, zakończone wyrzuceniem z partii jej historycznego lidera: Jean Marie Le Pena, przez jego córkę, obecna szefową Frontu - Marine Le Pen, po którym spodziewano się jeżeli nie rozbicia formacji, to przynajmniej destabilizacji poparcia społecznego dla partii, najnowsze sondaże potwierdzają stabilne wpływy Frontu Narodowego w społeczeństwie francuskim, cieszącego się poparcie co czwartego Francuza. 
Nie wchodząc w istotę konfliktu między założycielem Frontu, a jego córką [choć dodać należy, że nie jest to pierwszy polityczny konflikt w rodzinie, choć zarazem pierwszy z tak restrykcyjnymi skutkami dla historycznego przywódcy Frontu], którego podłożem jest dylemat o strategicznym charakterze: wierność twardemu elektoratowi i artykulacja jego interesów, czy otwarcie na nowe środowiska, a w konsekwencji integracja ich interesów, który rozstrzygnięty być musi w warunkach realnej - dodajmy po raz pierwszy w ponad 40 letniej historii Frontu - szansy na przejęcie władzy w najbliższych wyborach prezydenckich.
Konflikt i istota sporu nie dotyczy bynajmniej jedynie kwestii odmiennej aksjologii: oceny istoty II wojny, roli Marszałka Petain'a w dziejach Francji, kwestii konsekwencji imigracji, kształtu integracji europejskiej, przyszłości wspólnej waluty, stosunku do liberalizmu gospodarczego i globalizacji. Życie dokonuje zresztą bieżącej korekty recenzji i cenzurek wystawianych programowi Frontu Narodowego na przestrzeni ostatnich dekad, potwierdzając że ocena "zero - jedynkowa", nie jest bynajmniej uzasadniona. Marine Le Pen ma świadomość, że zdobycie władzy wymaga kompromisu, a dotychczasowa bezkompromisowość Frontu - dodajmy w niektórych aspektach archaiczna - będzie świadomie wykorzystywana przez poprawne polityczne media i oponentów politycznych Frontu, do bezkompromisowej walki o rząd dusz Francuzów.
Wygodny dotąd bipolarny podział francuskiej sceny politycznej na prawicę i lewicę, a w konsekwencji kształt dyskursu politycznego, traci nie tylko uzasadnienie i rację bytu, traci przede wszystkim - w powszechnym odbiorze społecznym - atrakcyjność i powab. Francuzi znacznie mniej dogmatycznie i tradycyjnie jak dotąd, z wyraźną preferencją dla pragmatyzmu i działań zmierzających do zatrzymania degradacji społecznej w wymiarze nade wszystko egzystencjalnym, traktują i oceniają programy polityczne partii politycznych, szukając nie abstrakcyjnej aksjologii, a życiowej nadziei, propozycji wyjścia z wielowymiarowego kryzysu. Jest to tym istotniejsze, że traktowana do niedawna jako panaceum na wszelkie zło lewica, nie sprostała - z przyczyn obiektywnych i subiektywnych - społecznym nadziejom, a nowinki obyczajowe i preferowanie praw mniejszości, to zdecydowanie za mało, dla utrzymania poparcia społecznego szeroko pojętego centrum - warstw średnich. Wielu komentatorów i publicystów we Francji, jak i poza jej granicami, wielu przeciwników politycznych francuskiej prawicy narodowej, zdaje się nie dostrzegać, że do życia publicznego wchodzą nowe generacje Francuzów, dla których spory historyczne o Petain'a, mają taki sam wymiar i konsekwencje jak analogiczne spory o ocenę PRL w Polsce: bledną na tle wyzwań i zagrożeń współczesności.
Front Narodowy we Francji, staje się dziś tym, czym Prawo i Sprawiedliwość w Polsce. Wielu, jeszcze oficjalnie nie przyznaje się do popierania tych formacji, zarazem obdarzając je zaufaniem wyborczym w badaniach sondażowych preferencji politycznych, mając poczucie głębokiego zawodu ze strony tradycyjnych partii i deprecjacji społeczno - politycznej roli lewicy. Front Narodowy - tak jak i Prawo i Sprawiedliwość w Polsce - staje się w ocenie społecznej jeżeli nie pełnym nadziei, mniejszym złem, to minimum narzędziem do zdynamizowania zmian w obrębie systemu partyjnego. Z tego też powodu, niezależnie od prawideł i celów bieżącej walki politycznej, wszyscy winni tolerować zarówno FN, jak i PiS, jako ugrupowania systemowe, a w konsekwencji względnie przewidywalne. Osobiście wolę FN i PiS jako sposób na kanalizację nastrojów społecznych i ich polityczną organizację, niż potencjalne, spontaniczne kryterium uliczne.     
Demokracja to rządy większości z poszanowaniem praw mniejszości. Walcząc na argumenty z oponentami politycznymi, nie odmawiajmy im prawa do istnienia i aspiracji do sprawowania władzy. Niech o wszystkim decyduje nieskrępowany i nie manipulowany werdykt wyborczy.    
 
           

środa, 5 sierpnia 2015

Poprawność polityczna - nowy ład - marzenia?

          Każdego dnia, każdy z nas poddawany jest co najmniej medialnej presji informacji dotyczących negatywnych zdarzeń i tendencji dotyczących życia społecznego. Niektórzy z nas, na skutek zbiegu okoliczności - za sprawą choćby wakacyjnych wyjazdów czy obowiązków biznesowo - zawodowych, stają się - z wyboru lub przypadku - bezpośrednimi uczestnikami wspomnianych faktów, o nierzadko zdecydowanie pejoratywnej wymowie.
Na naszych oczach, z naszym czynnym lub biernym udziałem, zmienia się rzeczywistość, ewoluuje geopolitycznie, ekonomicznie i społecznie świat.
Parametry przywoływanych zmian, są stosunkowo łatwe do enumeratywnego przywołania, choć zarazem trudno o consensus w ich identyfikacji i gradacji:
1. Kapitalizm i wolny rynek, nie okazał się panaceum na wszelkie zło i problemy, a konwergencja między systemowa, nie spełniła zadania powszechnej autostrady do dobrobytu;
2. Liberalna demokracja zachodnia, jest co prawda względnie skuteczną, ale nie uniwersalną, a tym bardziej optymalną formą organizacji politycznej społeczeństw, a jej powab i efektywność ma ograniczony charakter, czego namacalnym dowodem nieudane próby jej eksportu i implementacji w innych systemach aksjologicznych, podejmowane w ostatnich dekadach [Afryka, kraje arabskie];
3. Demograficzna, kulturowa, a nade wszystko polityczno - społeczna presja islamu jest niezaprzeczalnym faktem, przyjmując zarazem charakter trwałej tendencji, co prowadzi nieuchronnie do wielowymiarowej konfrontacji islamu ze światem Zachodu. Środkiem uśmierzającym ból i prolongującym pryncypialne decyzje, miała być idea społeczeństwa wielokulturowego [pokojowe współistnienie różnych aksjologicznie wspólnot] i kreolizacji [powstanie nowego typu człowieka, stanowiącego swoisty synkretyzm rodzajowy tożsamości i kultur]. Niestety, efektywność wspomnianego środka okazała się definitywnie fiaskiem, a bankructwa owych założeń, nie kwestionuje już żadna licząca się siła polityczna, przynajmniej w Europie;
4. Cudowne dziecko XX wiecznego kapitalizmu: globalizacja, okazała się być w praktyce wyrafinowanym narzędziem budowy przewagi właścicieli kapitału nad pracobiorcami, skutkiem czego polityczne nadzieje zmniejszania różnic społecznych, budowy wspólnot opartych na sprawiedliwości społecznej, okazały się być bolesną mrzonką, uruchamiającą zarazem niepokoje społeczne. Dodatkowo, globalizacja stała się źródłem demontażu państwa narodowego - ostatniego bastionu ograniczającego w ekspansji międzynarodowy kapitał.
5. Masowe migracje stanowią poważne wyzwanie i zagrożenie dla świata Zachodu, które nie znajdzie rozwiązania w aktualnych ramach i koncepcjach [skoro nie akceptujemy społeczeństwa wielokulturowego, jedynym rozwiązaniem jest wymóg pełnej integracji i asymilacji imigrantów z krajem przyjmującym i jego kulturą, jako warunek sine qua non akceptacji przybyszów, jeszcze na etapie przyjmowania wniosków migracyjnych];               
6. Nadchodzące zmiany światowego przywództwa, a nade wszystko odejście do historii dwubiegunowego układu równowagi sił, budują nie tylko napięcia i rodzą niebezpieczne aspiracje, przede wszystkim podważają i tak kruchy światowy ład, powstały po upadku komunizmu;
Ta skrótowa z konieczności diagnoza, prowadzi do dosyć oczywistych, choć nie zawsze popularnych i mieszczących się w konwenansach poprawności politycznej wniosków:
1. Współczesność będąc o wiele bardziej dynamiczna niż przeszłość, wymaga nowego podejścia i nowej jasnej aksjologii, nawiązującej do dorobku i tożsamości społeczno - kulturowej Zachodu, w odniesieniu do interesów antyczno - chrześcijańskiego kręgu kulturowego;
2. Zachodnia demokracja i jej parametry [zwłaszcza w obszarze praw człowieka], nie są i nie będą z pewnością w przyszłości jedyną formą organizacji społeczeństwa, skutkiem czego winno być poniechanie przez klasy rządzące Zachodu aspiracji do uniwersalizacji świata na zachodni model;
3. Jeżeli kolonializm i neokolonializm stanowią brzemię białego człowieka, to cynicznym egoizmem jest unikanie cywilizowanego inwestowania w Afrykę. Jeżeli dobrobyt nie przyjdzie do Afryki [choć nie tylko do Afryki, że wspomnę jedynie o Ameryce Południowej, której problemy są tożsame], to Afryka i Ameryka Południowa - w wymiarze demograficznym - przyjdą odpowiednio do Europy oraz Ameryki Północnej, a masowych ruchów migracyjnych nie zatrzymają nawet lufy karabinów i rekiny. Odpowiedzialnością wspólnoty międzynarodowej, ale i międzynarodowego kapitału, jest powstanie racjonalnego, zapewniającego zrównoważony rozwój, programu pomocy dla światowych obszarów ubóstwa, finansowanego z różnych źródeł, w tym także przez światową finansjerę, transparentnie monitorowanego i nadzorowanego przez instytucje międzynarodowe. Alternatywą jest katastrofa demograficzna i ruchy migracyjne o trudnych do wyobrażenia skutkach;
4. Zapewnienie pokoju w sensie dosłownym i podstaw godziwej egzystencji na obszarach generujących masowe ruchy migracyjne, zapewnią jednocześnie pokój i sprzyjać mogą stabilizacji międzynarodowej w wymiarze zewnętrznym;
5. Dekadencka Europa, rozpaczliwie szukająca modelu rozwojowego, z pewnością odstąpi od nacjonalizmów na rzecz radykalnego przyśpieszenia wielopłaszczyznowej integracji, co nie będzie łatwe, ani z uwagi na resentymenty do państw narodowych, a tym bardziej stereotypy dotyczące obaw przed niemiecką hegemonią w Europie. Spodziewane wyjście Wlk. Brytanii ze Wspólnoty Europejskiej - o ile rzeczywiście będzie miało miejsce - przyśpieszy integrację kontynentalnej Europy, w formie federacji państw, stopniowo przenoszących prerogatywy państw narodowych na instytucje Wspólnotowe.
6. Prymat wrażliwości Europy na prawa człowieka i wolności obywatelskie w innych krajach, ustąpić musi pragmatyzmowi i priorytetowi dla własnych interesów oraz tożsamości. W tym kontekście, strategicznym zapleczem demograficznym Europy jest nie Afryka, ale Wschód Europy [Ukraina i Rosja], na bazie wspólnej aksjologii i wspólnej, choć trudnej historii. Osobiście - co do zasady - zdecydowanie preferuję jako sąsiada Nikołaja i Andrieja, niż Alego czy Afana, licząc na zbliżoną aksjologię, tradycję i preferencje kulturowe. Jednocześnie jednak hołdowanie tradycji, nie może być parawanem dla budowy w Europie państwa wyznaniowego, z dominującą rolą katolicyzmu. Rozdzielność Kościoła i państwa, winna pozostać w Europie jednym z ponadczasowych fundamentów organizacji życia społecznego.
7. Zrównoważony rozwój, zmniejszanie różnic społecznych i poziomu zamożności, utrzymanie poziomu życia pracobiorców, to bezwzględny priorytet polityczny i społeczny krajów zachodniej demokracji. Jeżeli międzynarodowy kapitał oraz polityczne elity nie uznają tych celów za nadrzędne, deprecjacja i dezawuowanie dorobku teoretycznego marksizmu oraz wielonurtowego socjalizmu, przywoływanie negatywnych doświadczeń realnego socjalizmu nie wystarczy, aby powstrzymać destrukcyjną w istocie, choć nieuchronną falę ruchów rewolucyjnych, o trudno definiowalnym kierunku. Godność człowieka i prawo do dostatniego życia pracobiorców - także na bazie historycznych doświadczeń Zachodu w ostatnich dekadach XX wieku - nie mają współcześnie barwy i preferencji politycznych, uznawane są powszechnie - z pewnością zasadnie - za kanon dorobku cywilizacyjnego i wyróżnik Zachodu.
8. Nowe czasy wymagają samoograniczenia ze strony właścicieli kapitału i jego dysponentów, wykazania dojrzałości i powstrzymania ostentacyjnego konsumpcjonizmu, który prowokuje radykalizację społeczną.
9. Wyzwanie te oznaczają także konieczność nowych form organizacji życia politycznego, zwłaszcza w odniesieniu do systemu partyjnego oraz organów przedstawicielskich. Między skrajnym pragmatyzmem, a radykalną pryncypialnością, jest wystarczająca przestrzeń dla odpowiedzialnych społecznie zachowań, analogicznie jak jest miejsce dla czwartej władzy: monitorującej zachowanie wszystkich, wystawiającej owe zachowania i wybory na powszechny osąd publiczny.
Idealistyczne i nierealne? Może. Kontrowersyjne i dyskusyjne? Na pewno.