czwartek, 2 kwietnia 2026

Wybory samorządowe we Francji: autostrada dla lepenistów, czy wielopoziomowe skrzyżowanie?

Zakończone wybory samorządowe we Francji, znaczące wydarzenie społeczno - polityczne we Francji (warto wiedzieć, że we Francji funkcjonuje prawie 35 tys. gmin, w których aktywnych jest prawie 520 tys. radnych - to wyjątkowe co do skali zjawisko w Europie), pozornie nie przyniosły zmian jakościowych na krajowej scenie politycznej. 

Tradycyjne formacje polityczne utrzymały władzę w dużych miastach, a Zjednoczenie Narodowe (Rassemblement National - RN, dawny Front Narodowy), nie zdołał przejąć władzy w dużych miastach, między innymi na skutek preferowanej przez francuską ordynację wyborczą blokowości oraz tradycyjnemu ostracyzmowi, wdrożonemu przeciwko tej partii przez partie i media głównego nurtu. Czy to przegrana RN, czy raczej prolongata decydującego starcia, na czas przyszłorocznych wyborów prezydenckich?

Odpowiedź i wyraźną sugestię w tym zakresie przynoszą sondaże poparcia, wykonane w dniu zakończenia wyborów samorządowych. Zgodnie z nimi lider Rassemblement National: Jordan Bardella, cieszy się 35% poparciem społecznym, lider Centrum Eduard Philippe może liczyć na 18% poparcie, a utożsamiany z Partią Socjalistyczną Raphael Glucksmann na 14%. Oczywiście sceptycy mogą twierdzić, że to jedynie sondaże oraz że konsekwencją ordynacji będą tradycyjnie bloki wyborcze, które w naturalny sposób zmajoryzują poparcie lepenistów, ponieważ nastąpi jednolity front przeciwko RN, mającemu ograniczone możliwości poszerzenia wpływów wyborczych.

Co do zasady to może być zasadna ekstrapolacja, tyle że:

       1. W grze jest jeszcze poparcie Eric'a Zemmour'a, szacowane w przywołanym sondażu na 5%, któremu znacznie bliżej do partii Marine Le Pen niż pozostałych formacji, a w konsekwencji przepływ głosów w tym kierunku jest więcej niż prawdopodobny;

          2. Trudno wyobrazić sobie, że francuska scena polityczna skonsoliduje się przeciwko J. Bardelli jeszcze przed pierwszą turą (ta traktowana będzie przez wszystkie formacje jako naturalny test popularności), a w konsekwencji czas na wypracowanie kompromisowej oferty programowej ograniczony zostanie do dwóch tygodni, co zasadniczo utrudni kampanię i faworyzuje R.N;

     3. Tradycyjnym formacjom i ich liderom nie sprzyja sytuacja międzynarodowa i rosnące niezadowolenie społeczne we Francji (w zakresie poziomu życia, perspektyw, bezpieczeństwa, przywilejów socjalnych). Rassemblement National bazować będzie na formule jedynej prawdziwej alternatywy, która jeszcze nie partycypowała w sprawowaniu władzy, a w konsekwencji słusznie do niej aspiruje. Sprawdzone wzorce walki politycznej z lepenistami (etykietyzacja, ostracyzm, deprecjonowanie, ośmieszanie, mogą już stracić swój powab w oczach Francuzów);

           4. W aspekcie wyniku wyborów prezydenckich, wielkie miasta odgrywają co prawda kluczową rolę, ale nie rozstrzygają o ostatecznym wyniku. Klucz do zwycięstwa tkwi na francuskiej prowincji i we frekwencji wyborczej (czym wyższa, zwłaszcza poza wielkimi miastami, tym bardziej sprzyjać będzie RN).

Jak zatem krótko prognozować wynik przyszłorocznych wyborów we Francji, istotnych także w perspektywie europejskiej? 

Używając terminologii bokserskiej, to nie będzie nokaut, a zwycięstwo na punkty, niekoniecznie wyraźne i przekonywujące. Francuska scena polityczna przypomina dziś wielopoziomowe skrzyżowanie, ale uprzywilejowaną rolę przyznać należy autostradzie budowanej z mozołem przez lata i dedykowanej dla lepenistów. Jeżeli nie zdarzy się nic nadzwyczajnego, nie dojdzie do prowokowanego rozbicia formacji Marine Le Pen, a sytuacja ekonomiczna Francuzów nie ulegnie poprawie, zdesperowani mieszkańcy kraju galijskiego koguta mogą w końcu chcieć zaryzykować i postawić na przedstawiciela R.N. Inną kwestią jest pytanie, czy R.N udźwignie brzemię odpowiedzialności i wyzwań.    

                             

piątek, 20 marca 2026

22.03.2026 - finał wyborów samorządowych we Francji: pozorna kontynuacja, czy jednak zmiana?

Przypadająca na niedzielę 22.03.2026 roku, druga tura wyborów samorządowych we Francji, traktowana jest powszechnie jako swoiste preludium przed wyborami prezydenckimi 2027 roku. Obowiązująca ordynacja wyborcza, mająca zapobiec rozproszeniu politycznemu, a w konsekwencji sprzyjająca sojuszom wyborczym, z pewnością odkształci formalnie realne wpływy wyborcze francuskich formacji politycznych. W efekcie wybory te - co istotne dla egzystencji społeczności lokalnych - bywają postrzegane w tradycyjnych kanonach polityki francuskiej, z kluczową rolą przyznaną wielkim miastom. Czy zasadnie? Mam wątpliwości. Na czym opieram swoje przekonanie?

1. Po pierwsze, na uwagę zasługuje frekwencja wyborcza w pierwszej turze (57,1%), co prawda wyższa jak w ostatnich wyborach (2020 r. - 44,7%), ale i tak istotnie niższa niż w latach poprzednich, a precyzyjniej druga najniższa od 1959 roku. Co z tego wynika? Z pewnością jest to efekt rosnącej frustracji społecznej i apatii politycznej, będących konsekwencją zamętu ideowego i niepewności w odniesieniu do perspektyw życiowych przeciętnych Francuzów;

2. Po drugie, utrzymał się co prawda tradycyjny podział Francji na trzy bloki: 1). RN i alianci Rassemblement national ses alles), czyli prawica narodowa - 33,15% głosów; 2). NFP (lewicowy Nouveau Front populaire) - 27,99% głosów, wreszcie prezydenckie Ensemble - 20,04% głosów. Wspomniana już jednak ordynacja wyborcza, wymusza w wyborach samorządowych dla sprawowania władzy tworzenie bloków wyborczych, skutkiem czego będzie nieuchronnie powrót Francji do polaryzacji i bipolarnego układu politycznego (prawica - lewica);

3. Po trzecie, walka o preferencje elektoratu oznacza zarówno na lewicy, jak i prawicy konieczność poszerzenia oddziaływania społecznego, co najbardziej widoczne jest w obozie prawicy, która usiłuje i zmuszona jest przejąć część narracji dawnego Frontu Narodowego (RN). Coraz bardziej oczywistym jest, że rola konsolidującego francuską prawicę przypadnie partii M. Le Pen. Co prawda wszystkie formacje tradycyjnie preferują etykietyzację polityczną i dyskredytację przeciwników politycznych, opartą zwłaszcza na diabolizacji, ale nowe tendencje są aż nadto zauważalne;

4.  Po czwarte, zauważalna jest strategiczna erozja po stronie wspomnianego RN. Historyczna liderka Frontu - Marie Le Pen, ciągle preferuje werbalnie ideową odrębność i wyrazistość formacji ("ni droite, ni gauche": "ani prawica, ani lewica"). W opozycji do niej, młody przywódca partii: Jordan Bardella, zaczyna dążyć do coraz większej artykulacji aksjologii tradycyjnej prawicy, widząc w niej i jej admiratorach, naturalny rezerwuar poparcia społecznego partii, co znajduje wyraz w odwoływaniu się do "etosu prawicy" ("ethos de droite"). Nie jest do końca jasne czy to tylko retoryka, swoiste badanie preferencji wyborczych i reakcji twardego elektoratu, czy zamierzony, strategiczny zwrot, od artykulacji interesów po ich agregację, co charakterystyczne dla partii aspirujących zasadnie do sprawowania władzy; 

5. Po piąte, co prawda wszyscy podkreślają kluczową rolę wielkich miast w wyborach samorządowych, tyle że skoro wybory te to swoista walka o miejsce w blokach wyborczych przed wyborami prezydenckimi, waloryzacja roli i miejsca elektoratu poza wielkimi miastami jest więcej niż oczywista, a w tym aspekcie palma pierwszeństwa przypada jednoznacznie partii Marine Le Pen.

Pora na wnioski:

1. Francuska scena polityczna w oczywisty sposób ewoluuje z preferencją dla historycznej orientacji na dwublokowość, co leży w interesie kluczowych graczy, z jednym zastrzeżeniem: konsolidującym na prawicy będzie nie tradycyjna prawica, a prawica narodowa (dla niektórych, nie do końca zasadnie skrajna prawica);

2. W kontekście przyszłorocznych wyborów prezydenckich, tradycyjny marketing polityczny z preferencją dla etykietyzacji i dyskredytacji, może już nie wystarczyć. Charakter korygujący w tym zakresie, mógłby mieć potencjalny konflikt i rozpad Rassemblement national, co ucieszyłoby wielu.

3. Z polskiej perspektywy, warto aby zarówno obóz władzy, jak i opozycja wyciągnęli wnioski z francuskiej lekcji: symbolika i inwektywy już nie wystarczą dla zwycięstw wyborczych. Istnieje coraz większe społeczne zapotrzebowanie i analogiczna presja na alternatywy, nawet egzotyczne, będące konsekwencją znużenia i apatii elektoratu, zagrożenia jego bezpieczeństwa i egzystencji socjalnej, który gotów jest powierzyć mandat rządzenia "nowym", także, a może coraz cześciej tylko dlatego, że jeszcze nie rządzili.             

wtorek, 6 stycznia 2026

Europa w potrzasku - gdyby żył De Gaulle...

"[...] Wyznaję Eisenhowerowi, że przy całym moim przekonaniu, iż Stany Zjednoczone są niezbędne dla świata, nie chciałbym je widzieć występujące w roli światowego sędziego i żandarma [...]".

     Ch. de Gaulle., "Pamiętniki nadziei". 1970 (wydanie polskie: Wyd. MON. Warszawa. 1974,; s. 291). 

Priorytety prezydentury D. Trumpa, wydarzenia w Ukrainie, Wenezueli, zachodzące zmiany w dotychczasowej konstelacji porządku światowego, stawiają przed Europą nowe, egzystencjalne wyzwania, których nie sposób dalej deprecjonować, a tym bardziej prolongować ich rozwiązania.

Jesteśmy świadkami prawdziwego końca świata jaki znaliśmy: w percepcji Europejczyka czasu względnego spokoju, stabilności społecznej i politycznej, wysokiego poziomu życia, wydolności systemu bezpieczeństwa, opartego na NATO i amerykańskich gwarancjach bezpieczeństwa. Jak słusznie zauważał de Gaulle: "[...] to prawda, że gdyby Europa, staczając się ku nieszczęściu, miała pewnego dnia cała zostać podbita przez Waszych rywali, Stany Zjednoczone rychło znalazłyby się w bardzo krytycznej sytuacji. Dlatego też ideologia, za którą zwykły ukrywać się żywotne interesy, dziś nazywa się dla was "sprawą wolności" i "solidarnością atlantycką" [...]". ("Pamiętniki nadziei", cyt. wyd., s. 259). Dziś Amerykanie jednak uznali, że zasadniczo zmieniają własną aksjologię w tej fundamentalnej sprawie, nie tylko słusznie oczekując od Europejczyków większej dbałości o własne bezpieczeństwo, ale podważając w istocie fundamenty wzajemnych relacji. Temu nie powinniśmy się biernie przyglądać, a tym bardziej takiego podejścia akceptować.

Europa nie może dłużej zwlekać, a europejscy liderzy (niestety nie dorastający do poziomu de Gaulle'a), nie mogą dłużej deliberować w luksusowych warunkach o naszej przyszłości, bojąc się zarazem podejmowania jakichkolwiek decyzji. Czas właśnie na strategiczne decyzje, także w obszarze europejskiego bezpieczeństwa. Czas na publiczne, zgodne oświadczenie, wbrew zasadom poprawności politycznej, dominującej etykietyzacji, że w zaistniałej sytuacji, mamy z USA interesy wspólne i rozdzielne, a skoro tak, Europa - niezależnie od sojuszu z USA, buduje własne, suwerenne zasady bezpieczeństwa, w oparciu o posiadane środki i możliwości.

Podstawą bezpieczeństwa Europy powinny być nowoczesne środki konwencjonalne europejskich państw narodowych, wsparte - w wersji optymalnej, francusko - brytyjskim parasolem atomowym, którego koszty utrzymania i modernizacji powinny być solidarnie ponoszone przez Europejczyków, a tryb podejmowania strategicznych decyzji w przedmiocie ich potencjalnego użycia precyzyjnie uzgodniony. Jeżeli - pozostając z szacunkiem i należytą atencją dla Brytyjczyków, w aspekcie ich potencjału, jak i historycznych zasług - wybiorą oni prolongatę dotychczasowej orientacji na USA, potencjał nuklearny Francji daje wystarczającą rękojmię odstraszania. Odpowiadając na argumenty adwersarzy tej koncepcji w odniesieniu do faktycznej nierównowagi potencjałów atomowych Rosji, USA oraz Chin, w stosunku do Francji, trzeba zauważyć, ze nie wielkość arsenałów atomowych, a sam fakt ich posiadania i struktury towarzyszącej, daje wystarczającą rękojmię adekwatności odstraszania.    W wymiarze podstaw aksjologicznych, rynkowym (wielkość rynku konsumenckiego i jego potencjał nabywczy) i potencjału gospodarczego,  pozycja Europy - choć słabnie - stawia nas ciągle w pierwszym rzędzie światowych potęg. Czas najwyższy, aby także na polu militarnym, Europa pozostając w sojuszach i szanując swoje pryncypia oraz międzynarodowe zobowiązania, zaczęła donioślej mówić własnym głosem, budować własny, niezależny od kaprysów sojuszników potencjał wojskowy.

Czas supremacji USA - z woli naszego tradycyjnego antanta - dobiega końca, co nie oznacza i nie może oznaczać końca świata.

Odrębną kwestią pozostaje sprawa odpowiedzialności europejskich elit i oczekiwań wobec francuskiego przywództwa w Europie. Nie mamy jednak czasu. Alternatywą dla tej koncepcji jest dalsza marginalizacja i dekadencja Europy. 

Osobiście liczę i stawiam na Francję, dojrzałą strategicznie, doświadczoną historycznie i solidarną. Mam też nadzieję, że europejskie nacjonalizmy narodowe, nie staną na drodze naszego wspólnego bezpieczeństwa.    

       

          

   

    

 

           

 

niedziela, 28 grudnia 2025

Brigitte Bardot - koniec epoki, czy szansa społecznego otrzeźwienia?

     Media na całym świecie, zgodnie odnotowują dziś [28.12.2025] śmierć Brigitte Bardot, potwierdzając jej znaczenie dla kultury, przekraczając dalece granice Francji, że odwołam się tylko do tytułów i stwierdzeń z francuskiej prasy: ("Le Figaro": "symbol Francji, który odchodzi", "problematyczna pierwsza gwiazda", "mit", "diva rebelli"; "E'Express": "ikona francuskiego kina". "Le Monde": "ikona światowego kina").

Jej długie życie (1934 - 2025), w wielu wymiarach interesujące, a zarazem kontrowersyjne, długie jeszcze pozostanie z pewnością źródłem polemik i dyskusji. 

Dla jednych pozostanie symbolem seksapilu, zwłaszcza za sprawą filmu "Bóg stworzył kobietę" (1956), w reżyserii swojego męża Rogera Vadima (na marginesie, nie jedynego męża i partnera). 

Dla drugich, pozostanie symbolem walki o prawa zwierząt, o ich ochronę, która w wieku 40 lat, będąc u szczytu sławy, zrezygnowała z kariery filmowej (zagrała w 56 - ciu  filmach!!), na rzecz aktywnej i osobistej walki o wspomniane prawa zwierząt.

Dla mnie, na podniesienie zasługuje jeszcze jeden aspekt Jej interesującego i długiego życia. Jeszcze w 1960 roku, publicznie deklarowała się jako zwolenniczka De Gaulle'a, opowiadając się za ideami gaullistowskimi w kraju i liberalizmem w świecie. Stopniowo jej poglądy i preferencje ewoluowały na pozycje narodowe, pozostające w kontrze do poprawności politycznej i zgubnej dla Francji oraz Europy, niekontrolowanej emigracji. Kulminacją, namacalnym dowodem Jej sprzeciwu wobec aksjologii współczesności, stała się wydana w 2003 roku staraniem wydawnictwa du Rocher, dla wielu obrazoburcza książka pod tytułem: "Un cri dans la silence" ("Krzyk w ciszy"). Jej wydanie było przyczynkiem do histerii wielu środowisk i wyroku skazującego (grzywna) za rzekome szerzenie nienawiści.

Osobiście stawiam Brigitte Bardot w rzędzie i Panteonie takich postaci jak prawie że rówieśniczka, jaką była włoska dziennikarka, a precyzyjnej Florentyntka Oriana Fallaci (1929 - 2006), zaangażowana społecznie przeciwniczka aksjologii współczesności: poprawności politycznej, niekontrolowanej imigracji, dominacji amerykańskiej w świecie. O. Fallaci, to autorka wielu kontrowersyjnych książek i wywiadów z możnymi tego świata, w Polsce znana chyba dziś najbardziej z tryptyku: "Wściekłość i duma", "Siła rozumu", "Wywiad z sobą samą" (Wyd. Cyklady. Warszawa. 2005).

Mając powyższe na względzie, chciałbym i uważam za w pełni uprawnione pożegnanie gwiazdy Francji i to nie tylko w wymiarze sztuki filmowej, cytatem właśnie z przywołanej książki "Wściekłość i duma":

"[...] Są jednak chwile w Życiu, gdy milczenie staje się grzechem, a mówienie jest nakazem, obywatelskim obowiązkiem, moralnym wezwaniem, Imperatywem kategorycznym, przed którym nie ma ucieczki [...]".

Podziwiam Panią B. Bardot, że miała odwagę być prekursorem w czasach, w których wielu koniunkturalnie i pryncypialnie milczało, że nie bała się jasno i kontrowersyjnie formułować swoich preferencji i priorytetów. Nie dla poklasku, nie dla pieniędzy, nie dla sławy, a dla prawdy i prawości po prostu.

Cześć Jej Pamięci!!!. 

                 

  

piątek, 6 grudnia 2024

Przesilenie polityczne w Francji: czyli po czym poznać prawdziwego lidera?

                Upadek rządu Michel'a Barnier'a, tylko dla nielicznych jest sensacją, dla niewielu niespodzianką, dla większości jest po prostu ucieleśnieniem scenariusza, który był jasny od dawna, a precyzyjniej od zakończonych niedawnych wyborów parlamentarnych we Francji. Dlaczego?

Dlatego, że Francja już dawno przestała być dowodem na zasadność bipolarnego układu politycznego, tradycyjnego podziału na lewicę i prawicę. Dziś V Republika, to coś więcej niż jedna alternatywa. Nie sposób sprowadzać już francuskiego życia politycznego do aksjologii dwóch obozów: zniuansowanej wewnętrznie prawicy, hołdującej jednak tradycyjnym wartościom i zatomizowanej lewicy, progresywnej, zorientowanej na preferowanie interesów pracobiorców.

Dzisiejsza Francja to trzy obozy: 1). lewicy, 2). prawicy, 3). prawicy narodowej, zwanej przez zwolenników etykietyzacji, fanów mainstreamowych mediów, ekstremalną prawicą.

Nie czas jednak dziś na analizowanie oferty programowej i perspektyw politycznych głównych nurtów politycznych Francji. Na to przyjdzie już czas niedługo, z uwagi na konieczność rozpisania nowych wyborów parlamentarnych we Francji (które mogą się odbyć zgodnie z postanowieniami konstytucji najwcześniej rok po poprzednich, a zatem w czerwcu/lipcu 2025 roku). 

Kluczowe pytanie, to kwestia identyfikacji ojców obecnego "sukcesu", w rozumieniu personalnym i systemowym.

Jeżeli przyjąć za dobrą monetę bon mot Leszka Milera (dla przypomnienia: prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, a nie zaczyna), to rację miał były Prezydent Republiki Francois  Mitterrand (1916 - 1996) twierdząc, że jest ostatnim wielkim, francuskim prezydentem. Obecny kryzys polityczny, to przede wszystkim konsekwencja nieodpowiedzialności politycznej urzędującego prezydenta Emmanuel'a Macron'a, który przelicytował, rozpisując przedterminowe wybory parlamentarne. Pragmatyzm, przychylność mediów, światowe obycie, okazuje się to jednak za mało, aby skutecznie rządzić takim krajem jak Francja. Potrzebna jest wizja i jasna aksjologia oraz wyobraźnia, osadzona w realiach przyczynowo - skutkowych i sprzężeniach zwrotnych. 

Republikańska, laicka w istocie Francja, targana jest  sprzecznościami wewnętrznymi, poddana presji migracyjnej, mało skutecznie szuka swojego miejsca w zglobalizowanym świecie mimo, że posiada rozliczne, obiektywne atuty. 

Przykład amerykański i rezultat ostatnich wyborów w USA uzmysławia i potwierdza, że na arenie światowej powraca czas konfliktów, a żelazne prawo demokracji (większość ma rację, przy zachowaniu szacunku dla mniejszości) powoduje, że całe rzesze niezadowolonych, szukają jednoznacznie alternatywy, ponieważ straciły zaufanie do tych co już rządzili, lub sprawują władzę. To źródło siły politycznej i poparcia takich ruchów jak dawny Front Narodowy Marine Le Pen (od 2018 roku Zjednoczenia Narodowego - Rassemblement national). Kto widział amerykańskie i francuskie, ale także niemieckie i brytyjskie miasta dekadę temu i porównuje je do ich dzisiejszego stanu, ten wie o czym mówię: masowa presja migrantów, manifestujących ostentacyjnie swoją odrębność kulturową, chętnych do korzystania z dorobku państwa opiekuńczego, ale niechętnych do pozytywistycznej pracy, głęboka frustracja tradycyjnych warstw społecznych pracobiorców, niepewnych jutra, zamęt ideowy i aksjologiczny.       

Wreszcie społeczeństwo francuskie nie przyjmuje do wiadomości, że żyje w końcu kolejnej "belle epoque", której wyznacznikami były zamożność, wysoki komfort życia, bezpieczeństwo socjalne gwarantowane przez państwo. Nadchodzi nieuchronnie czas swoistej konwersji, przewartościowań i mówiąc wprost spadku poziomu życia, utrzymywanego od dawna zresztą na kredyt. Tylko kto, jaka siła polityczna, mając świadomość siły demokracji, odważy się postawić taką diagnozę i przyznać, że czas na wyrzeczenia i samoograniczenia, w imię wspólnej przyszłości, pod rygorem egzystencjalnego i politycznego upadku?   

Wszystkim tym, którzy monitorują dzieje Francji, Europy, ale także Polski. Tym, którzy próbują diagnozować nasze położenie i ekstrapolować naszą przyszłość, polecam starą (pierwsze wydania to lata 1776 - 1782!!!), ponadczasową, monumentalną pracę Edwarda Gibbona (1737 - 1794; w Polsce ukazały się jej cztery wydania, ostatni dodruk to 2024 rok, staraniem Państwowego Instytutu Wydawniczego): "Zmierzch Cesarstwa Rzymskiego". Tam znajduje się wiele podpowiedzi, wyjaśnień, inspiracji w odniesieniu do naszej rzeczywistości. To w starożytnym Rzymie w okresie rządów Gajusza Grakchusa. w II w p.n.e, wprowadzono Frumentatio (rozdawnictwo darmowego lub subsydiowanego zboża ludności rzymskiej, celem unikania zamieszek i destabilizacji politycznej). To Rzym zetknął się z problemem asymilacji ("[...] dopóki Rzym i Italia cieszyły się szacunkiem jako ośrodek rządów, dopóty obywatele zachowywali ducha narodowego, a przybrani - niepostrzeżenie go w siebie wchłaniali [...]" - s 130,  t. 1), wielokulturowości, niestabilnością polityczną, zmiennością rządów, wreszcie z presją obcych i najazdami obcych kulturowo Hunów. Oby historią była prawdziwą nauczycielką nas wszystkich....         

          

 

środa, 26 października 2022

Eric Zemmour - erudycyjny wybryk, głos sumienia, czy strategiczna przyszłość Francji?

Po zakończonych wyborach we Francji, podjąłem zobowiązanie do omówienia podstawowych elementów programu politycznego E. Zemmour'a, kandydata w ostatnich wyborach prezydenckich we Francji, sytuowanego przez zwolenników poprawności politycznej: "na prawo od Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen". Jest to zadanie tym łatwiejsze i ciekawsze, że w ostatnim roku ukazały się dwie jego prace w języku polskim, najpierw: "Francja nie powiedziała ostatniego słowa" (Wydawnictwo Wszystko Co najważniejsze. Warszawa. 2021), a następnie: "Francuskie samobójstwo" (Wydawnictwo Biały Kruk, Kraków. 2022). Mimo wszystko, świadom stanowiska przedstawicieli głównego nurtu - dodam od razu, pozostając pod ogromnym wrażeniem walorów erudycyjnych publikacji i argumentacji autora - postanowiłem nieco ochłonąć po lekturze i nabrać dystansu, stąd zwłoka w realizacji obietnicy.

Kim zatem jest Eric Zemmour?  To dziennikarz, eseista i polityk (rocznik 1958), urodzony już we Francji, w rodzinie prostych, francuskojęzycznych Żydów, którzy emigrowali do Francji w 1952 roku, podczas wojny algierskiej. Absolwent elitarnego Instytutu Nauk Politycznych w Paryżu (słynna Sciences Po, rocznik 1979), który przez dekady pozostawał aktywnym, w czołowych francuskich mediach. Autor 3 powieści i 16 esejów polemicznych, wydrukowanych staraniem uznanych, prestiżowych, francuskich wydawnictw (Grasset, Fayard, Albin Michel, Plon).  Kandydując w wyborach prezydenckich we Francji, w 2022 roku, uzyskał czwarty wynik (7,07%), a w czerwcowych wyborach parlamentarnych, jego formacja polityczna Reconquete (Rekonkwista), nie uzyskała reprezentacji parlamentarnej (sam Zemmour, przegrał w pierwszej turze, w swoim okręgu wyborczym w departamencie Var, zarówno z reprezentantką koalicji lewicy - Nupes, jak i kandydatem Zgromadzenia Narodowego, a ponad 40 reprezentantów ruchu w II turze, zdobyło razem tylko 11 tys. głosów). W konsekwencji, jego przez wielu oczekiwany projekt polityczny - mimo obiecujących wyników sondaży - okazał się póki co fiaskiem. Czy trwałym? Jeżeli chce się być uczciwym i obiektywnym, trudno o jednoznaczną rekomendację, choć zarazem znając realia współczesnej Francji i Europy, a nade wszystko priorytety liberalnych mediów, trudno o optymizm.

Program polityczny E. Zemmour'a - będący osnową jego aktywności publicystycznej i dziennikarskiej - zasadnie sprowadzany jest do formatu "5 x I" (Identite, Immigration, Islam, Instruction, Industrie - Tożsamość, Immigracja, Islam, Wykształcenie, Aktywność Przemysłowa). Istnieje ścisła korelacja między zarysowanym obszarem tematycznym, a treścią jego książek.

Zemmour, zdeklarowany admirator Napoleona i De Gaulle'a (na marginesie, uważa że uroczystości pogrzebowe Charles'a De Gaulle'a, przypadające na 11 i 12 listopada 1970 roku, to czas, kiedy Paryż był ostatni raz stolicą świata), przedstawia w swoich pracach szeroko udokumentowany, kontrowersyjny pogląd na świat i jego problemy oraz wyzwania, prowadząc wywód tyle logicznie, co nader interesująco. Jego diagnozy w wielu punktach, zbieżne są z percepcją świata prawicy narodowej, a wielość podnoszonych wątków, uniemożliwia pełne omówienie, zwłaszcza mając na względzie wymogi co do wielkości wpisu. Skoncentruję się zatem na bardziej interesujących, by nie powiedzieć bulwersujących i konfliktogennych aspektach:

1. Zdaniem E. Zemmour'a, od czasów Wielkiej Rewolucji, cztery kwestie dzielą Francję na dwa obozy, stanowiąc oś podziału dyskursu publicznego: 1). rozliczenie z Ancien Regime'm, 2). tematyka społeczna, 3). kwestia niemiecka, 4). problematyka żydowska; 

2. Analizując historię współczesnej Francji, szczególne miejsce i znaczenie przyznaje Zemmour skutkom Maja 68 roku. Jego zdaniem po tej dacie "[...] wolność stała się anomią, równość - egalitaryzmem, braterstwo - wojną wszystkich ze wszystkimi [...]". Maj '68 we Francji, to cezura niczym Rewolucja Francuska. Rządzącym udało się co prawda uratować państwo, ale nie społeczeństwo, a w życiu publicznym zaczęła dominować nowa triada: "drwina - dekonstrukcja - destrukcja";

2. Zadziwiająca jest z pewnością dla wielu jego ocena lewicy francuskiej, co wyraża się w poglądzie, że tylko FPK właściwie rozumiała zagrożenie imigranckie końca lat 70 - tych (władza islamsko - mafijna na francuskich przedmieściach, oparta na kontrspołeczeństwie, a to na islamie). Zdaniem Zemmour'a lewica lat 70 - tych we Francji, to lewica patriotyczna, laicka, popierająca asymilację. Począwszy od lat 80 - tych, francuska lewica zwana współcześnie "kawiorową lewicą", zdominowana jest przez nurt antyrasistowski, liberalny, apologetów globalizacji. Lewica we Francji, przejmując władzę w 1981 roku, uruchomiła brzemienną w skutkach spiralę deficytów budżetowych, finansowanych w znacznej części zewnętrznie, co redukuje suwerenność i niezależność francuskiej gospodarki;

3. W opinii Zemmour'a,"[...] Petain i de Gaulle mieli tę samą strategię: za wszelką cenę umieścić Francuzów w obozie zwycięzców. Nie byli jedynie zgodni w swych kalkulacjach [...]";

4. Jego zdaniem, z czasem, gaullistowska triada: "Francja - państwo - prawo", zastąpiła niestety nowa: "prawo - państwo - Francja", skutkująca brzemienną w skutkach zmianą priorytetów i degradacją Francji na arenie międzynarodowej;

3. W percepcji Zemmour'a, Keynes zaaplikował "eutanazję rentierów", by wyjść z kryzysu 1929 roku. Technokraci francuscy zaś, przeprowadzili "eutanazję rodzimych przedsiębiorców", by zrehabilitować Francję czasu okupacji i wprowadzić naród w konsumpcjonistyczną nowoczesność, a także opanować inflację;

6. Zajmując jednoznacznie negatywne stanowisko wobec globalizacji (skądinąd to nie świat idei, a informatyka zapewnia współcześnie dominację liberalizmu) Zemmour zauważa, że priorytet niskich cen wzmaga bezrobocie, a sieci handlowe to jedenasta plaga egipska;

7. Deklarując się jako zwolennik asymilacji imigrantów, lider Rekonkwisty postuluje powrót do starej rzymskiej zasady: "w Rzymie zachowuj się jak Rzymianin". Równocześnie przypomina przemilczaną na dziś powszechnie rezerwę Ch. de Gaulle'a wobec Arabów: "[...] z Arabami i Francuzami jest jak z oliwą i octem: kiedy się je wymiesza, po jakimś czasie i tak się rozdzielą [...]";

8. Analogicznie negatywny stosunek do poprawności politycznej, zwłaszcza w nauce, pozwala mu na sformułowanie poglądu zgodnie z którym, badania naukowe w swoim założeniu, mają dziś służyć nie dociekaniu prawdy, ale prolongacie dogmatów;

9. Zwraca wielokroć uwagę na negatywne znaczenie współczesnego kształtu Wspólnoty Europejskiej, będącego skutkiem zdrady i porzucenia, zarówno przez europejską lewicę, jak i prawicę interesów narodów, na rzecz wolnego rynku i Europy. Spory krytycyzm wykazuje zarazem wobec tandemu francusko - niemieckiego, który nie tylko nie spełnia nadziei jego inicjatorów, ale staje się w aktualnych uwarunkowaniach anachronizmem;

10. Podnosi kwestię bankructwa założenia, że radykalny islam, zneutralizują w Europie kapitalizm, konsumpcjonizm i indywidualizm, które z istoty swojej okazało się naiwnością, o doniosłych reperkusjach społeczno - politycznych;

11. Zauważa, że począwszy od lat 70 - tych XX wieku, ludzie wyemancypowali się, niszcząc tradycję religijną, wznosząc na jej gruzach nową moralność (jej podstawą infantylne państwo macierzyńskie; racjonalność indywidualnego konsumenta zastępuje hedonistyczny indywidualizm);

12. Nader dyskusyjny jest pogląd Zemmour'a (przypomnijmy Żyda z pochodzenia), w kwestii żydowskiej, w aspekcie II Wojny Światowej. Jego zdaniem, historia II wojny, w wymiarze kulturowym, jest systematycznie i metodycznie, a przy tym niezasadnie, stopniowo redukowana do eksterminacji Żydów, do Shoah. Dowodem na to jego zdaniem - poza faktami historycznymi - że dochodzi do manipulacji i nadinterpretacji, jest empiryczne stwierdzenie, ze zarówno w pamiętnikach de Gaulle, jak i Churchilla, kwestia eksterminacji Żydów, nie jest poruszana.

Zasadnym rzecz jasna jest spory krytycyzm wobec argumentacji i aksjologii Eric'a Zemmour'a. Można nie tylko być pryncypialnie krytycznym wobec jego poglądów, ale je po prostu odrzucać. W każdym przypadku jednak warto poznać jego argumentację, tok myślenia, a nade wszystko kierunki  postulowanych działań korygujących, choćby dla prawdy historycznej i zerwania z absolutem poprawności politycznej. Właśnie w imię wspomnianej prawdy, z szacunku dla poglądów innych, a także dla intelektualnej, refleksyjnej przygody, polecam zapoznanie się z przywołanymi pracami E. Zemmour'a, przynajmniej tymi wydanymi w języku polskim. Nie wiem czy to tylko efemeryda, czy też głos sumienia, a może prekursor strategicznej przyszłości Francji. Na pewno jednak warto się zapoznać z jego dorobkiem, stanowiącym podstawę programu politycznego, także w aspekcie wniosków dla naszej, polskiej rzeczywistości, w kontekście nie tylko bieżących sporów politycznych, ale i prób ekstrapolacji naszej wspólnej przyszłości.  

  


 

 

wtorek, 21 czerwca 2022

Francja po wyborach parlamentarnych: trwanie/dryfowanie, czy jednak zmiana?

           Nauczony doświadczeniem pierwszej tury wyborów parlamentarnych we Francji, postanowiłem odczekać z komentarzem do podania oficjalnych wyników wyborów, co okazało się zabiegiem całkowicie zasadnym i usprawiedliwionym.

Wyniki wyborów pozornie nie zaskakują:

1. Ich zwycięzcą, okazała się prezydencka koalicja Ensemble, uzyskując wynik na poziomie 38,63% oddanych głosów, a w konsekwencji 246 mandatów parlamentarnych tyle, że jest to pyrrusowe zwycięstwo, nie zapewniające swobody rządzenia (brak większości w 572 mandatowym Zgromadzeniu Narodowym);

2.  Lewica, zgrupowana w bloku Nupes, uzyskała 32,64% głosów, co przekłada się na 142 mandaty parlamentarne, wynik ten jednak jest daleki od oczekiwań i ambicji samej lewicy;

3. Rassemblement national zbudowane wokół Marine Le Pen, uzyskało 17,3% głosów, co skutkuje 89 mandatami dla prawicy narodowej i jest najlepszym wynikiem w wyborach parlamentarnych w historii tej partii;

4. Wspólna lista Republikanów i Unii Demokratów i Niezależnych, występująca pod zbiorczym szyldem LR - UDI, pozyskała 7,27% głosów, a w rezultacie 64 mandaty parlamentarne;

5. Ciekawostką jest to, że jedynie 5 mandatów uzyskanych zostało w I turze wyborów (aby uzyskać mandat już w pierwszej turze, wymóg ordynacji to: 50 % głosów w okręgu, przy minimalnym poparciu 25% uprawnionych do partycypacji wyborczej).

Druga tura wyborcza, charakteryzowała się także bardzo niską frekwencją wyborczą, sięgająca zaledwie 46,23% uprawnionych do głosowania.

Czas zatem na pierwsze wnioski:

1. Wynik obozu prezydenckiego jest potwierdzeniem, że w niedawnych wyborach prezydenckich, zwyciężyli nie zwolennicy E. Macron'a, a przeciwnicy M. Le Pen. Ówczesna mobilizacja elektoratu centro - prawicy, była zatem mobilizacją motywowaną strachem i stereotypem, a nie zaufaniem, jak i - co chyba najbardziej istotne - nie została prolongowana na wybory parlamentarne;

2. W uwarunkowaniach ustrojowych (uprzywilejowana pozycja Prezydenta Republiki) i społeczno - politycznych Francji, taki wynik wyborczy, skutkuje koniecznością budowy koalicji o trwałym (najpewniej z republikanami i Unią Demokratów i Niezależnych), względnie doraźnym charakterze, co skutkować musi trudnymi kompromisami programowymi i wpływać na efektywność procesu rządzenia. Stawia także pod znakiem zapytania realność reform zapowiadanych przez prezydenta, zwłaszcza w warunkach ostrych kontrowersji w stosunku do proponowanych zmian o socjalnym charakterze (wydłużenie wieku emerytalnego), polityki europejskiej (skala, zakres i tempo integracji europejskiej), wyzwań międzynarodowych (stosunek do Rosji, NATO, globalizacji), a nade wszystko krępuje swobodę ruchów politycznych E. Macrona; 

3. Wynik wyborczy lewicy, wcale nie jest jej sukcesem i osobiście nie podzielam poglądów tych, zdaniem których wynik ten, to efekt strategicznych wyborów Francuzów, nie akceptujących monopolizacji władzy. Uważam, że to zła interpretacja. Gdyby Francuzi istotnie chcieli dokonać wyboru strategicznego, a zarazem zapewnić stabilność procesu rządzenia, wybraliby znany z historii model cohabitation, co wymagałoby jednak obdarzenia lewicy znacznie większym zaufaniem wyborczym. Tak się nie stało, a wewnętrzny, znacznie zróżnicowany co do preferencji ideologicznych i politycznych charakter koalicji Nupes, pozwala na zasadne postawienie pytania o perspektywy wspólnego działania umownej lewicy w parlamencie;

4. Odnotowania - i to z wielu powodów - wymaga wynik  Zjednoczenia Narodowego. Po pierwsze, partia potwierdza stabilny charakter swego żelaznego elektoratu, jak i zasadność reorientacji strategicznej w kierunku poszerzenia wpływów społeczno - politycznych, a zarazem - co unikalne - zdolność do zachowania wyrazistości i odrębności na francuskiej scenie politycznej. Po drugie - czego dowodem wynik wyborczy Rekonkwisty E. Zemmour'a  (on sam nie wszedł nawet do drugiej tury wyborów) - we Francji nie ma społecznego zapotrzebowania na formację polityczną na prawo od środowiska Frontu Narodowego. 

5. Zadaniem dla środowisk opiniotwórczych, jest konieczność redefinicji populizmu i jego zakresu pojęciowego, na przykładzie doświadczeń francuskich, nie tylko z uwagi na poziom poparcia społecznego, ale rysujące się na horyzoncie zasadnicze zmiany we francuskim systemie politycznym. Poprawność polityczna i etykietyzacja, póki co wystarczała do mobilizacji malejącego grona pryncypialnych przeciwników, ale nie wystarczy do analizy, uzasadnienia, mobilizacji, a nade wszystko budowania ekstrapolacji rozwoju sytuacji. Operowanie sprawdzonymi historycznie figurami retorycznymi, od "faszystów" poczynając, jest tyle fałszywe, niezasadne, co jałowe, a coraz częściej może narażać autorów takich wywodów, nawet tych, którzy aspirują na dziś do roli autorytetów i liderów opinii, na śmieszność po prostu. Francuskie społeczeństwo zmienia się generacyjnie, symbole i tradycja pozostając ważne, muszą zmierzyć się z presją pragmatyzmu, o szczególnym - egzystencjalnym charakterze, czego klasycznym przykładem szeroko pojęte konsekwencje konfliktu rosyjsko - ukraińskiego. Demokratyczne pryncypia, aksjologia świata Zachodu, muszą sprostać wyzwaniom spadku poziomu życia, bezpieczeństwa, zaniechaniom i świadomym błędom globalizacji oraz ekologii w percepcji społecznej, niskiej jakości procesu rządzenia w odbiorze społecznym.

6. Francuskie wybory - prezydenckie, a teraz parlamentarne - są pierwszą próbą określenia zmian w zachowaniach politycznych i wyborczych pod wypływem upadku dotychczasowego porządku światowego. Potwierdzeniem masowego przepływu elektoratu, dynamiki zmian w  zachowaniach wyborczych, są błędy w sondażach wyborczych, o niespotykanej dotąd skali, nie będące bynajmniej efektem błędów w metodologii badawczej (te są sprawdzone), czy skutkiem braku należytej staranności. Póki co, znaczna część elektoratu, coraz częściej ukrywa swoje prawdziwe preferencje polityczne, ze względu na znany stosunek ośrodków opiniotwórczych, a nade wszystko mediów, do ugrupowań krytycznych wobec władzy, do formacji nie funkcjonujących w obrębie głównego nurtu politycznego. Póki co, takie zachowania jeszcze dominują, jeżeli jednak spadek poziomu życia przyjmie względnie trwały charakter (a moim zdaniem, nie tylko na skutek inflacji, niestety przyjmie), jeżeli elity władzy nie będą w stanie zaproponować realnego, globalnego remedium, wykazując się przy tym brakiem wrażliwości na rzeczywiste problemy społeczne, elektoraty - nie tylko we Francji - nie będą miały wyboru i będą szukać alternatyw. Polityczny "Coming out", publiczne wyznanie preferencji politycznych, przestanie być wstydem, a stanie się koniecznością, racjonalnym wyborem obywatelskim. 

Warto, aby wszyscy uczestnicy życia politycznego, niezależnie od aspiracji i faktycznej pozycji, byli gotowi na zmieniający się świat. Nie tylko w znanych dotychczas parametrach. Nie tylko we Francji. 

poniedziałek, 13 czerwca 2022

Francja po pierwszej turze wyborów parlamentarnych: więcej pytań niż odpowiedzi

          Wczorajsza, pierwsza tura wyborów parlamentarnych we Francji - już tradycyjnie - niewiele rozstrzyga, wszystko prolonguje, jest ledwie prologiem do ostatecznych rozwiązań co do podziału miejsc w Zgromadzeniu Narodowym. Fundamentalne spory dotyczą - co jest bez wątpienia pewną nowością - samych oficjalnych wyników wyborczych, kwestionowanych nie tylko przez lewicę, ale i część ośrodków opiniotwórczych, z "Le Monde" włącznie. Różnice nie są co prawda rozstrzygające, tym niemniej trzeba je odnotować.

Powstrzymując się z definitywną oceną do ostatecznych wyników drugiej tury, zasadnym jest wskazanie kilku prawidłowości o poważnym ciężarze gatunkowym i strategicznym znaczeniu:

1. Szczególnie rzucającym się w oczy zjawiskiem o negatywnej wymowie, jest niska frekwencja wyborcza w pierwszej turze (47,51%). Po raz pierwszy w historii V Republiki, absencjoniści stanowią ponad połowę uprawnionych do głosowania. To poważne wyzwanie dla francuskiego systemu politycznego, dla demokracji w wymiarze strategicznym, ale zarazem szansa i zagrożenie w percepcji taktycznej, w odniesieniu do ostatecznych wyników elekcji. Wydaje się, że każde podniesienie frekwencji, oznaczające wyjście poza ramy twardych elektoratów i bastionów wpływów, powinno sprzyjać zarówno ugrupowaniu prezydenta Macron'a, jak i lewicy. 

2. Ukształtowany w niedawnych wyborach prezydenckich trójblokowy układ francuskiej sceny politycznej (1].centro - prawica, 2]. lewica radykalna, 3]. skrajna prawica), został prolongowany na wybory parlamentarne i przyjmuje zdaje się względnie trwały charakter, co znajduje odzwierciedlenie w rezultatach wyborczych (koalicja prezydenta "Razem" - 25,88% głosów, koalicja lewicy Nupes - 26,11%, Zjednoczenie Narodowe M. Le Pen - 18,68%).

3. Zaskakująco słaby jest rezultat wyborczy Rekonkwisty E. Zemmour'a (4,25%), aspirującej do roli formacji na prawo od Marine Le Pen, co może skutkować rychłym schyłkiem tego projektu politycznego (o samym ruchu, jego liderze i założeniach programowych, w kontekście wydanych w Polsce dwóch prac Zemmour'a, w poście po wyborach parlamentarnych);

4. Wyraźnie widoczna zaczyna być ponowna aprecjacja francuskiej lewicy "ludowej, ekologicznej, socjalnej", stojącej zdecydowanie bardziej na lewo od Partii Socjalistycznej, w czasach apogeum jej wpływów politycznych i społecznych, nawet uwzględniając frakcyjność dawnych socjalistów francuskich. Nowa francuska lewica, budowana wokół Jean'a Luc'a Melenchon'a, staje się skutecznym projektem politycznym i poważną alternatywą dla ugrupowania prezydenckiego;

5. Nie rozstrzygając na dziś czy nowa francuska cohabitation jest możliwa (centro prawicowy prezydent E. Macron i skrajnie lewicowy premier J. - L. Melenchon), choć takiego scenariusza nie sposób wykluczyć, to jego potencjalna realizacja, zależeć będzie od frekwencji wyborczej w drugiej turze, zachowania Republikanów z UDI (otrzymali 10,42% głosów), decyzji M. Le Pen o poparciu lub absencji wyborczej zwolenników Zjednoczenia w okręgach gdzie formacja nie ma własnych kandydatów w II turze, wreszcie zachowania spoistości i jedności przez samą lewicę;

6. Wybory parlamentarne we Francji, ich ostateczny wynik, z pewnością zdynamizują zmiany w obrębie francuskiego systemu partyjnego, z naciskiem na jego konsolidację, zwłaszcza po stronie prawicy, jak i prawdopodobną odbudowę samej Partii Socjalistycznej, pod nowym przywództwem i z niewątpliwie nowym programem;

7. Wynik wyborów będzie miał zasadniczy wpływ na sprawność i jakość rządzenia Francją, przy czym potencjalna cohabitation (sprawdzona już przecież we francuskich realiach), jest tyle zagrożeniem dla realizacji planów Prezydenta Republiki, co... szansą dla jego przeciwników politycznych, na stworzenie realnej opozycji politycznej i uniknięcie zmonopolizowania wszystkich kluczowych ośrodków władzy, przez przedstawicieli jednego, wcale nie dominującego nurtu politycznego. Nie jest wykluczone, że po ten argument: zapewnienia "higieny i transparentności władzy", sięgnie lewica w ostatnich godzinach kampanii wyborczej, mierząc się z argumentem sprawności rządzenia, unikania paraliżu decyzyjnego wobec wyzwań, podnoszonym przez Prezydenta E. Macron'a.

Zatem poczekajmy do najbliższej niedzieli. Póki co, sytuacja wyborcza we Francji jest dynamiczna, a zachowania wyborcze, zwłaszcza tych, którzy skorzystali z prawa do absencji wyborczej, trudne do oszacowania. Używając terminologii wojskowej, na mapie polityczno - wyborczej Francji, mamy obecnie silną zmienność i niepewność, wyrażającą się w ofensywie zwolenników ugrupowania prezydenckiego na niektórych kierunkach, kontrofensywie sprzeciwiającej się koncepcjom prezydenckim lewicy w jej obecnej konotacji na całym froncie politycznej konfrontacji i obronie stacjonarnej skrajnej prawicy.          

czwartek, 28 kwietnia 2022

Francja po wyborach, ale nie po problemie...

          W zakończonych wyborach prezydenckich we Francji, sfinalizowanych przewidywalnie: zwycięstwem E. Macron'a (58,54% głosów dla urzędującego prezydenta, 41,46% głosów dla M. Le Pen), przy sięgającej 72% frekwencji wyborczej (precyzyjnie 71,99%), nie wynik zwycięscy jest zaskoczeniem, a skala i rozkład poparcia wyborczego kandydatki Rassemblement national: Marine Le Pen oraz wynikające z tego faktu konsekwencje:

1. Za prolongatą mandatu urzędującego prezydenta, głosowało co prawda ponad 18,78 mln Francuzów, ale zarazem wynik wyborczy M. Le Pen, budzi respekt i szacunek (poparcie ponad 13,29 mln głosujących, to nie efemeryda, przypadek, efekt manipulacji, fatalnego zauroczenia; to realna siła polityczna, której nie sposób deprecjonować i marginalizować. To ważki kapitał społeczny i polityczny na przyszłość);

2. Dane o frekwencji (28,1% absencja wyborcza, która wzrosła z 25,44%, zanotowanej w ostatniej elekcji prezydenckiej, w 2017 roku), uzupełnione o skalę oddanych co prawda głosów, ale - co nader istotne i symptomatyczne - nieważnych (6,35% tj. ponad 2,29 mln głosów tzw. "blanc" - nie wskazujących żadnego kandydata i 2,25% tj. ponad 790 tys. głosów tzw. "nuls" - eliminujących obydwu kandydatów, w sumie ponad 3,02 mln głosów - 8,6% oddanych głosów; przyznam, że sądziłem, że ten odsetek będzie jeszcze wyższy!!), potwierdzają nie tylko zasadność koncepcji dwublokowości w ocenie wyborów, ale także prymat wyborów mniejszego zła z jednej strony, przy wcale nie epizodycznym sprzeciwie wobec jednej i drugiej kandydatury z drugiej, jako kryterium zachowań wyborczych Francuzów;

3. Terytorialny rozkład poparcia społecznego kandydatów, także skłania do analizy i refleksji: E. Macron wygrywa co prawda zdecydowanie w dużych miastach (Paryż - 85,10% poparcia, Lyon - 79,80%, Marsylia - 64,65%), ale wynik analizowany na poziomie regionów, przedstawia już bardziej zrównoważone relacje między obozami politycznymi (na 18 regionów, aż w 8 wygrywa Marine Le Pen, a wyniki poza Metropolią, to już dzwonek alarmowy dla obozu prezydenckiego; zresztą także w regionach kontynentalnych: Provance-Alpes-Cote D'Azur i Haute-de-France, kandydatka prawicy narodowej odniosła zwycięstwo). W rezultacie zasadnym jest wniosek, że M. Le Pen cieszy się poparciem ogólnokrajowym, skoncentrowanym zwłaszcza na płn - wschodzie i południu oraz w terytoriach zamorskich,  z jednoczesną niedoreprezentacją w stosunku do średniej, na płn - zach. Francji; 

4. Jeżeli rozkład poparcia terytorialnego kandydatów, skorelujemy z wiekiem głosujących (na M. Le Pen głosowało najwięcej wyborców w wieku 25 - 50 lat), to rysuje się wyraźnie odmienna charakterystyka elektoratów kandydatów, nie tylko w aspekcie szeroko rozumianej aksjologii, ale także miejsca zamieszkania i poziomu zadowolenia. Klasyczny wyborca Marine Le Pen, to wyborca który mieszka poza wielkimi miastami, będący w wieku produkcyjnym, choć często nie aktywny zawodowo, czerpiący dochody ze statusu pracobiorcy, narażony na wszelkie dolegliwości miejsca zajmowanego w strukturze społecznej, dotknięty negatywami globalizacji. Typowy zwolennik E. Macrona, to zadowolony mieszkaniec dużego miasta, czerpiący profity ze statusu społecznego związanego z zachodzącymi procesami globalizacji i uwspólnotowienia Europy, raczej urzędnik, finansista i przedstawiciel wolnych zawodów, niż klasyczny pracobiorca, choć także syty emeryt. Zatem uprawnionym wydaje się być wniosek o istnieniu elektoratów dwóch Francji: zadowolonej, stanowiącej bastion wpływów E. Macron'a i kontestującej rzeczywistość społeczno - polityczną Francji, a dodatkowo nie znajdującej dotąd politycznej reprezentacji, utożsamiającej się częściej z M. Le Pen, choć zarazem oba elektoraty cechuje duży krytycyzm i poczucie niepewności co do przyszłości, przy czym dookreślenie profilu społecznego wyborców, wymaga dodatkowych danych szczegółowych.  

Trzeba też mieć ciągle na uwadze, że druga tura tegorocznych wyborów prezydenckich we Francji, była starciem medialnym poprawności politycznej i etykietyzacji z zasobnością portfela oraz nie zawsze zasadnego strachu, co znalazło wyraz w udanej próbie mobilizacji, nie wokół pozytywnego programu politycznego, a symboliki, konwenansu, stereotypu, co wyrażało się w praktyce nie w identyfikacji z kandydatami, a preferowaniu głosowania "przeciw". Uwaga ta - dotycząca zwłaszcza wyborców E. Macron'a - nie ułatwia rzecz jasna i w istocie poważnie zniekształca wszelkie analizy socjologiczne podstaw zachowań wyborczych Francuzów, w zakończonej kampanii prezydenckiej.

Kluczowym pytaniem, jest próba ekstrapolacji politycznej przyszłości we Francji. Z pewnością zakończone wybory to ledwie antrakt w zasadniczych przeobrażeniach sceny politycznej kraju galijskiego koguta, a tendencje oraz ostateczne rozstrzygnięcia, zależą od politycznej skuteczności zwycięscy i jego determinizmu (choćby w relacji: uzyskanie społecznej aprobaty do reform, a ich koszty, czy orientacja na produktywność versus pełne zatrudnienie), jak i zdolności Marine Le Pen do utrzymania, mobilizacji elektoratu, tworzenia sojuszy oraz rzecz jasna coraz bardziej ważących czynników zewnętrznych. Rację mają zdaje się ci którzy twierdzą, że "rewolucja bez rewolucji" we Francji ledwie się zaczyna, a nadchodzące wybory parlamentarne w czerwcu br., mogą być trzecią turą wyborów prezydenckich, a nie końcem wyścigu, o tym jednak już w kolejnym wpisie.           

         

środa, 20 kwietnia 2022

Dlaczego Le Pen jeszcze nie wygra?

           Zbliżająca się II tura wyborów prezydenckich we Francji, nasila dyskusję o spodziewanych wynikach tej elekcji i jej konsekwencjach, nie tylko dla Francji.

Tradycyjny, wynikający z kształtu ordynacji wyborczej, bipolarny układ sił politycznych we Francji w II turach wyborów, sprowadzający się dotąd - w pewnym uproszczeniu - do pojedynku "lewicy" z "prawicą", zostanie utrzymany, choć zmieni się konotacja wspomnianej dwubiegunowości. Podziały polityczne i preferencje wyborcze, ujawnią się nie w znanym dotąd podziale na: "prawicę" i "lewicę", a w nowej dychotomii: "Francja liberalna" - "Francja solidarna", którą - gdyby nie prymat poprawności politycznej - można by nazwać: "Francją zadowolenia" i "Francją kontestacji".

Choć piszę ten tekst jeszcze przed zapowiadaną na dzisiejszy wieczór debatą prezydencką, nie spodziewam się, aby wniosła ona zasadniczy wkład w zmiany preferencji wyborczych Francuzów. Analogicznie nie spodziewam się, że pojawią się nowe jakościowo zjawiska na arenie międzynarodowej, które zasadniczo wpłynęłyby na sympatie i zachowania wyborcze Francuzów. W rezultacie stawiam następującą rekomendację:

Wybory prezydenckie we Francji wygra ostatecznie urzędujący Prezydent Republiki: E. Macron, w przedziale 5 - 8% większego poparcie wyborczego (55/58% głosów dla E. Macrona, 45/42% dla M. Le Pen), wobec wyniku M. Le Pen, przy frekwencji wyborczej nie przekraczającej 75 - 78%. 

Wynik ten może zmienić jedynie wystąpienie okoliczności nadzwyczajnych o zewnętrznym charakterze, skrajnie niekorzystny odbiór E. Macron'a w toku debaty telewizyjnej (choć i tak jej rola dla korekty nastawień wyborczych Francuzów, jest istotnie niższa niż analogicznej debaty w USA), znaczące odchylenie w poziomie frekwencji wyborczej (niższa frekwencja wyborcza, preferuje M. Le Pen, sprowadzając wybory do pojedynku twardych elektoratów; czym wyższa frekwencja, tym większe potencjalne zwycięstwo wyborcze E. Macron'a). 

Dlaczego?

1. Rodzący się i konsolidujący we Francji podział na: "Francję liberalną" i "Francję solidarną", choć zasadny socjologicznie i politycznie, nie osiągnął jeszcze takiego poziomu wewnętrznej spoistości, który pozwalałby na jednoznaczne zdefiniowanie jego aksjologii i zachowań politycznych. Zwolennicy "Francji solidarnej", w miarę precyzyjnie definiują już elementy podstaw swojego niezadowolenia (czego nie chcą, czemu się sprzeciwiają, co jest powodem ich niezadowolenia), nie wypracowano jednak dotąd consensusu w aspekcie programu pozytywnego, oraz nie wyłoniono siły uważanej za zdolną do politycznego przywództwa, czego dowodem pozycja formacji Le Pen z jednej strony, z drugiej zaś notowania skrajnej lewicy, uosabianej z J. - L. Melenchon. Wynik wyborczy M. Le Pen z I tury wyborów (23,15% ), versus wynik Melenchon'a (21,95%), sprowadza się do różnicy na poziomie 421 tys. oddanych głosów, skutkiem czego środowisko i zaplecze polityczne "Francji solidarnej" jest rozbite, a zadanie jego konsolidacji po pytaniu kto będzie konsolidował, a kto podlegał będzie konsolidacji, pozostaje obecnie otwartym, najważniejszym pytaniem odnośnie przyszłego kształtu francuskiego systemu partyjnego. Na dziś, jedynie 1/3 elektoratu Melenchon'a, jest gotowa do poparcia M. Le Pen w II turze, a sam Melenchon, zaapelował o oddanie głosu za E. Macron'em.

2. Tradycyjne partie polityczne i media, pod hasłami obrony wartości republiki, zbudowały nie zawsze mające solidne podstawy merytoryczne, swoisty "jednolity front" przeciwko kandydaturze Marine Le Pen, silny, skuteczny, nośny marketingowo, oparty o celne, sprawdzone figury retoryczne, co w sposób jednoznaczny preferuje urzędującego prezydenta.

Moim zdaniem jednak porażka wyborcza Marine Le Pen, nie będzie jej klęską, a o jej politycznej przyszłości i końcowym efekcie sporu politycznego między "Francją liberalną", a "Francją solidarną", zadecydują najbliższe lata, a zwłaszcza:

1. Rozwój sytuacji społeczno - ekonomicznej we Francji (nawet status quo w tej dziedzinie, będzie w naturalny sposób preferowało i cementowało pozycję polityczną M. Le Pen);

2. Zdolność środowisk politycznych do sprawnej reakcji na dekompozycję francuskiego systemu partyjnego, w obrębie układu bipolarnego (kluczowe pytania: czy większość prezydencka wybierze integrację wokół nowej formacji centrowo - prawicowej?; kto - w sensie ideowym - wykreuje się na oś integracji "Francji solidarnej": prawica narodowa, skrajna lewica?; czy tradycyjna lewica, utożsamiana z Partią Socjalistyczną, odzyska inicjatywę strategiczną i na bazie jakiej oferty programowej?);

3. Marine Le Pen (rocznik 1968), w kolejnej kampanii prezydenckiej, mając niespełna 60 lat, jeżeli nie zajdą zasadnicze zmiany nie tylko na francuskiej scenie politycznej, ale nade wszystko nie poprawią się warunki życia i perspektywy przeciętnych Francuzów, stanie się naturalną kandydatką do wyborczego zwycięstwa. Jeżeli dodatkowo prześledzimy jej progres wyborczy (wybory prezydenckie 2017 roku: 33,9% poparcia), na tle estymowanego wyniku w niedzielnej II turze (45%), trend jest bardziej niż jednoznaczny i może upoważniać jej środowisko polityczne do zasadnego optymizmu; 

4. W przypadku negatywnej ewolucji sytuacji społeczno - politycznej we Francji, maleć będzie zdolność dotychczasowych ośrodków kreowania opinii i budowania preferencji politycznych (zwłaszcza mediów), wobec środowiska "Francji solidarnej". Swoją rolę odegrają też zmiany generacyjne, skutkujące między innymi deprecjacją etykietyzacji w życiu publicznym;

5. Potencjalny sukces w reformowaniu Francji, będzie sporo kosztował - także w wymiarze społecznym i politycznym - mało tego, realizowany będzie w co najmniej niesprzyjających uwarunkowaniach zewnętrznych, a  może być kosztem, który Francuzi - ważąc zyski i straty - odrzucą w najbliższych, kolejnych elekcjach: prezydenckiej, a może i wcześniejszych, parlamentarnych (znana we francuskiej praktyce politycznej instytucja "cohabitation" - "współrządzenia" prezydenta i opozycyjnej większości parlamentarnej, nie jest wykluczona; na dziś hipotetyczne desygnowanie M. Le Pen na premiera, może leżeć także w strategicznym interesie "Francji liberalnej", wytrąci bowiem temu środowisku atut braku "skażenia władzą"). W efekcie końcowym może to być czynnik defaworyzujący obóz prezydencki, na rzecz waloryzacji reprezentantów politycznych "Francji solidarnej".     

Przyszłe sukcesy wyborcze szefowej Zjednoczenia Narodowego, zależą od zdolności do utrzymania inicjatywy politycznej, dalszej skłonności do ewolucji od formacji artykulacji interesów (wyrazistość), do partii integracji (umiejętność poszerzania bazy społecznej), ze świadomością zagrożeń na tej drodze, a nade wszystko od kierunku zmian sytuacji społeczno - politycznej we Francji, z naciskiem na aspekty warunków egzystencji i poczucia szeroko pojmowanego bezpieczeństwa (dla M. Le Pen "im gorzej", im bardziej tradycyjna prawica pozostanie bezradna, im więcej stygmatyzowanych problemów społecznych, "tym lepiej", tym lepsze własne perspektywy wyborcze). W przypadku porażki w toku kadencji obozu prezydenckiego E. Macron'a, wygrania rywalizacji o prymat w obrębie "Francji solidarnej", obóz polityczny M. Le Pen ma realną szansę na status jedynej realnej opozycji, a po spełnieniu dodatkowych warunków opozycji zwycięskiej. 

Uniwersalnym wnioskiem jest rekomendacja, o pozytywnych cechach silnej, merytorycznej opozycji w każdym systemie politycznym, co sprzyja szeroko pojętej jakości rządzenia i kontroli społecznej nad sprawującymi rządy. 

   

     

piątek, 15 kwietnia 2022

Podstawy czaru społecznego/uwodzenia Marine Le Pen

         Kluczem w percepcji sytuacji społeczno - ekonomicznej i politycznej dla tradycyjnych francuskich partii politycznych, pozostaje niezmiennie stosunek do kwestii poziomu życia, zadowolenia, satysfakcji i szeroko pojętego bezpieczeństwa, przez pryzmat dogmatyczny. Tymczasem Le Pen i jej zaplecze, odstępują od para - klasycznego kryterium identyfikacji społecznej (dla uproszczenia podstawowe parametry oceny sytuacji w ujęciu tradycyjnym: warstwy średnie i zatomizowani, zróżnicowani wewnętrznie co do statusu społecznego pracobiorcy, wykazują coraz większe niezadowolenie i dyskomfort w ocenie swojego położenia, stanowiąc klientelę partii centrowych i lewicowych, wolne zawody i właściciele - główni beneficjenci nowego kształtu świata, globalizacji i integracji europejskiej, konstytuują zaplecze partii prawicowych). 

Wprowadzenie dodatkowego kryterium: narodowego, w ocenie statusu i perspektyw życiowych Francuzów, w kraju tak zorientowanym na wartości narodowe i analogiczne odrębności, w czasie ewidentnego przyrostu nastrojów nacjonalistycznych oraz protekcjonizmu, bynajmniej nie tylko w Europie, jest nie tylko mistrzowskim zabiegiem socjotechnicznym i marketingowym, stanowi nie tylko znakomite stworzenie nowej osnowy integracji społecznej, ale zapewnia zarazem powstanie uniwersalnej, pojemnej, atrakcyjnej kategorii, w której mieści się i z którą się identyfikuje, zarówno sfrustrowany bezrobotny, odpodmiotowiony pracujący, ale także stawiający na ideowość, na tradycyjne wartości student, zamożny przedstawiciel wolnych zawodów, niezależny właściciel, zadowolony przedsiębiorca. Ta kwestia, od dekad bagatelizowana zdaje się przez tradycyjne partie, nie tylko we Francji, leży bezsprzecznie u źródeł pozycji społecznej i sukcesów politycznych Le Pen.

Drugim powodem wzrostu poparcia dla nurtu politycznego utożsamianego z Marine Le Pen, jest zauważalna i względnie trwała ewolucja znaczenia pragmatyzmu w zachowaniach politycznych i preferencjach wyborczych Francuzów, którzy nad tradycyjne wartości demokracji - traktowane zresztą często jako swoisty ponadczasowy absolut - przedkładają indywidualny, by nie powiedzieć egoistyczny interes własny, wyrażający się nade wszystko w dbałości o poziom życia, utożsamiany z maksymalizacją komfortu, najchętniej z jednoczesną redukcją zaangażowania zawodowego. Ów konsumpcjonizm, traktowany tożsamo z siłą nabywczą własnych dochodów, niezależnie od źródła ich pochodzenia, sprowadzany do zdolności utrzymania domu weekendowego, wyjazdu na wakacje zagraniczne, zapewnienia sobie i rodzinie palety przyjemności, oczekiwanej jakości życia, stał się priorytetem w rozumieniu indywidualnym, a i w znacznej części zbiorowym. 

Negatywną rolę w utrzymaniu tego trendu, odgrywa zachowanie elit politycznych, naznaczone częstotliwością i ciężarem gatunkowym wielowymiarowych afer i skandali, potwierdzających istnienie zasadniczej dychotomii między wartościami deklarowanymi, a implementowanymi w praktyce, przez przywołane elity. Zderzenie realnego świata wartości, z oficjalną aksjologią społeczną, z pewnością intensyfikuje i wzmacnia indywidualne wybory, w kierunku aprecjacji egoizmów, kosztem postaw i zasad traktowanych dotąd jako pożądane i preferowane, z punktu widzenia interesów społecznych.

Nie sposób nie dostrzec wzmacniającej, pejoratywnej roli w omawianym procesie, negatywnych doświadczeń społeczeństw zachodnich i jednostek, w aspekcie tworzenia podwalin jedności europejskiej, na kanwie reakcji na szeroki program wsparcia, czy wręcz subsydiowania minimalizowania zapóźnień rozwojowych nowych krajów Unii, przez "Starą Europę". Reakcje te, oceniane są powszechnie wręcz w kategoriach "rażącej niewdzięczności" beneficjentów funduszy strukturalnych, realizowanych - w imię solidarności europejskiej - kosztem starych demokracji europejskich. Najczęstszym argumentem, jest eksport miejsc pracy do Europy Wschodniej, skutkujący wzrostem bezrobocia i spadkiem poziomu życia pracobiorców w "starych" krajach Unii, nie powodujący nie tylko pożądanego wzrostu poziomu wspólnotowych zależności i powiązań - także na poziomie wartości - ale doprowadzający wręcz do spadku atrakcyjności i wzrostu konkurencji na rynkach trzecich, między państwami Wspólnoty.

Wreszcie negatywne konsekwencje globalizacji w wymiarze społecznym, a przede wszystkim biurokratyzacji procesów i instytucji, czego skutkiem dramatyczny wzrost liczebności kadr urzędniczych, stanowiących dziś rozstrzygającą grupę zawodową w państwach Unii, nadmierna skłonność Wspólnoty Europejskiej do regulacji i rygoryzmu w tej dziedzinie, to kolejne czynniki stymulujące rozwój znaczenia nurtu politycznego identyfikowanego we Francji z M. Le Pen.

Reasumując: pozycja i poparcie społeczne Marine Le Pen, w kraju galijskiego koguta, nie powinno być zaskoczeniem. To efekt obiektywnego przebiegu wielu procesów społeczno - politycznych (zanik tradycyjnej stratyfikacji społecznej, negatywne efekty globalizacji i integracji europejskiej, sytuacja międzynarodowa, dekadencja Europy w świecie, wymuszone zmiany w systemie partyjnym, wreszcie kryzys autorytetów i przywództwa), ale także - a może nawet przede wszystkim - lekceważenia przez elity polityczne i stanowiące ich emanację tradycyjne partie, przez dekady interesów, wartości, lęków i marzeń wielu Francuzów, ich powszechnej znieczulicy na społeczne problemy i analogiczne aspiracje. Tradycyjne partie polityczne, zasadnie akcentując rolę francuskiej triady: "wolność - równość - braterstwo", bez troski o aktualizację jej zakresu pojęciowego, bez refleksji nad znaczeniem i wartością tych pojęć, świadomie ograniczając proces polityczny i partycypację w sprawowaniu i kontroli władzy, a precyzyjniej proces wyborczy do klasycznych parametrów uniwersalnego marketingu, znieczulica tych formacji na społeczne problemy, wyzwania, doprowadziły wpierw do znużenia, apatii politycznej, a ostatecznie do nowych form aktywności politycznej obywateli i zmiany preferencji politycznych, o względnie trwałym charakterze. 

Marine Le Pen nie jest agentem Putina (zresztą to prymitywny argument, formułowany intencjonalnie, dla potrzeb bieżącej walki politycznej, wynikający z priorytetu etykietyzacji i budowania pejoratywnego nastawienia; rekomenduję jego zaniechanie, rozumiejąc nawet i akceptując pryncypialną negację całości jej argumentacji i aksjologii). Jest wytworem francuskiej rzeczywistości, personifikacją społecznego zapotrzebowania i pokaźnej luki w ofercie francuskich ugrupowań politycznych, a przy tym w wielu aspektach stanowiącą kontynuację wprost francuskich, uniwersalnych dezyderatów politycznych, funkcjonujących od dekad, z przyzwoleniem społecznym w życiu publicznym Francji. 

O tym jednak w następnym wpisie.           

poniedziałek, 11 kwietnia 2022

Wybory prezydenckie 2022 roku we Francji: Francuzi głosują portfelem



     Pierwsza tura wyborów prezydenckich, kończy się bez niespodzianek, jej zwycięscy to: urzędujący Prezydent Republiki - E. Macron (27,6% oddanych głosów) i Przewodnicząca Zjednoczenia Narodowego - Marine Le Pen (23,41%). 
Z pozoru wybory te odtworzyły póki co znane już podziały polityczne, co najmniej od 2017 roku. Czy aby na pewno?
Mimo, że nie znamy jeszcze oficjalnych, pełnych danych, a i z pogłębionymi analizami zasadnym jest wstrzymanie się do zakończenia finalnej, drugiej tury wyborów, kilka prawidłowości jest bardziej niż oczywistych, przyjmując przy tym względnie trwały charakter:

1. Wybory te definitywnie kończą bolesną agonię lewicy i prawicy we Francji, w klasycznym rozumieniu tych terminów, zainicjowaną jeszcze w 2017 roku, która - mimo zastosowania najnowocześniejszych terapii (marketing), zakończyła się ostatecznym zgonem;
2. We Francji, ideologiczna dotąd w znacznej mierze, choć wcale nie linearna (od skrajnej lewicy do skrajnej prawicy) oś podziału systemu partyjnego, zostaje zastąpiona nowym kryterium, nową osnową politycznej integracji i identyfikacji: kryterium dostatniej konstatacji (już nie tylko jak dotąd protestu);
3. Rysem charakterystycznym nastrojów politycznych i preferencji wyborczych we Francji staje się nieznana dotąd okoliczność, że partie określane w dotychczasowej nomenklaturze formacjami tradycyjnymi (prawica + lewica), zostały zmarginalizowane przez partie określane mianem partii skrajnych (sumując poparcie wyborcze M. Le Pen, J.- L. Melenchelon'a, E. Zemmour'a, a nawet i F. Rousel'a okazuje się, że ich łączne poparcie, przekracza 54,72% głosów). W konsekwencji faktu, że definiowany dotąd jako "skrajność" nurt polityczny staje się większością, naturalnym wydaje się pytanie o "normalność" i jej parametry;
4. Szczególnie bolesna i symptomatyczna jest degrengolada francuskiej lewicy, której przedstawicielka A. Hidalgo (Partia Socjalistyczna), uzyskała ledwie 1,74% głosów (mniej niż przedstawiciel Francuskiej Partii Komunistycznej F. Rousell - 2,31%);
5. Zarówno wynik wyborczy M. Le Pen, jak i J. - L. Melenchon'a nie jest zaskoczeniem, a logiczną konsekwencją ewolucji społeczno - gospodarczej i politycznej Francji minimum ostatniej dekady, że wystarczy przypomnieć ruch "żółtych kamizelek". Pisałem o tym wielokrotnie, także i w tym miejscu;
6. Korzystając z naturalnego prawa i przywileju do krytyki programów i pozycji politycznych kandydatów, prezentujących w istocie odmienne percepcje Francji i świata, dobrze jest unikać typowej dla poprawności politycznej "etykietyzacji", stosować racjonalne, znajdujące potwierdzenie w faktach argumenty z jednej strony, z drugiej zaś unikać histeryzowania w kontekście ekstrapolowanych wyników tychże wyborów. Kluczowym jest consensus co do faktu, że wybory są istotą demokracji, a ich wynik - jeżeli przeprowadzone wedle demokratycznych standardów - wymaga poszanowania;
7. Na dziś - jeżeli nie nastąpią nowe jakościowo elementy - zwycięstwo wyborcze i reelekcja urzędującego Prezydenta, wydają się być niezagrożone. Przekonanie to wzmacnia dążenie tradycyjnej klasy politycznej do społecznej mobilizacji pod hasłem obrony demokracji (co znajdzie z pewnością wyraz we frekwencji wyborczej, która im wyższa, tym bardziej faworyzować będzie urzędującego prezydenta).   Warto jednak skupić się nad przyczynami, a nie tylko skutkami poparcia politycznego M. Le Pen w społeczeństwie francuskim. 
8. Zdecydowanie warto zastanowić się nad tym co wniosła i jeszcze wniesie do życia publicznego istotna waloryzacja aksjologii utożsamianej przez kandydatkę Zjednoczenia Narodowego. Czy aby na pewno etykieta "skrajna" jest aktualna i adekwatna? Czy rację mają ci, którzy definiują miejsce ZN -wzorem lewicy przez dekady na "Starym Zachodzie" - w permanentnej opozycji, widząc w kontrolowaniu rządzących, największą wartość dodaną pozycji i siły tego nurtu politycznego w systemach politycznych? Czy znajduje potwierdzenie w faktach hipoteza, że Europa Wschodnia, a zwłaszcza 'Polska, ma powody do uderzenia się w pierś i przysłowiowego żalu za grzechy, w kontekście stanu nastrojów społecznych i preferencji wyborczych demokracji "Starej Europy"? 

O tym w kolejnych moich wpisach w ciągu najbliższych dwóch tygodni.    



czwartek, 3 grudnia 2020

Valery Giscard d"Estaing (1926 - 2020) - dziękuję za wszystko i zawsze będę pamiętał

 

          Nie będę się rozwodził nad biografią polityczną VGE, Prezydenta V Republiki Francuskiej w latach 1974 - 1981, lepiej zrobią to inni.

Nie będę analizował Jego drogi życiowej, która była tak bogata i znacząca, że wystarczyłaby do obdzielenia kilku wielkich życiorysów.

Nie będę przywoływał dokonań wpierw najmłodszego deputowanego w dziejach Francji Jego pokolenia, potem wybitnego Ministra Finansów Republiki, referującego nawet kwestie budżetu w Zgromadzeniu Narodowym z pamięci, z drobiazgową znajomością szczegółów. Pominę także zasługi w budowie jedności europejskiej, w ścisłym sojuszu z Niemcami.

Nawet o wielkich dokonaniach literackich, które zaprowadziły Go w nobliwe szeregi członków Akademii Francuskiej ledwie wspomnę, odsyłając zainteresowanych do lektury choćby wydanej w Wydawnictwie Sonia Draga (2012) Jego powieści "Armia Napoleona", czy w Wydawnictwie Świat Książki (2010), innej, kontrowersyjnej powieści "Księżna i prezydent". 

Również Jego jakże interesującą i wnikliwą koncepcję basenu Morza Śródziemnego, jako jednego z przyszłych centrów światowego życia społeczno - politycznego, którego potęga oparta będzie na europejskiej technologii i kapitale oraz afrykańskich surowcach oraz potencjale ludnościowym pozostawię bez rozwinięcia, analogicznie jak koncepcję społeczeństwa centrowego, wyłożoną najpełniej  w Jego pracy "2 Francais sur 3".

Napiszę o moich "doświadczeniach" z VGE.

Jest rok 1980. Po miesięcznym pobycie we Francji w ramach wymiany młodzieży, w czasie którego miałem okazję zwiedzić między innymi miejscowość Le Creusot, z którą związana jest ściśle historia rodziny małżonki Giscard'a d' Estaing, jakże zasłużonej dla Francji indiustralnej, a który to wyjazd był dla mnie kulturowym szokiem i największą w życiu lekcją kapitalizmu oraz demokracji, postanawiam napisać ledwie dukając po francusku, do V.G.E - wówczas Prezydenta - z prośbą o autograf, motywując to szacunkiem i podziwem do postaci, w ówczesnym dwybiegunowym świecie, pełnym napięć i niewiadomych. 

Jakie było moje zdziwienie i radość, kiedy po kilku tygodniach otrzymałem korespondencję z Pałacu Elizejskiego, zawierającą między innymi zdjęcie z odręcznym autografem Prezydenta. To było prawdziwe wydarzenie. Uznałem to także za zrządzenie losu i zacząłem zdecydowanie bardziej przykładać się do nauki języka francuskiego.

W czasie studiów politologicznych, kiedy już zdecydowałem że to Francja jest moim naukowym przeznaczeniem, postanowiłem do V.G.E napisać raz jeszcze, tym razem motywując to chęcią napisania pracy magisterskiej pod tytułem "Myśl polityczna Valery'ego Giscarda d' Estaing". Niedługo potem, otrzymałem przesyłkę zawierającą pakiet książek autorstwa VGE, z życzeniami pomyślności i zachętą do pisania oraz dalszych studiów. Był to rok 1984, kiedy dostępność literatury obcojęzycznej w Polsce była absolutnym rarytasem, a koszt 1 książki przekraczał miesięczne pobory asystenta - stażysty!! Pracę rzecz jasna napisałem, opublikowałem kilka artykułów naukowych w prestiżowym polskich periodykach na temat VGE, zawsze oczywiście wysyłając je na adres kancelarii byłego prezydenta.

Nigdy nie dane mi było poznać V.G.E osobiście, czego bardzo żałuję. Nabyte w toku tych kilkukrotnych kontaktów know - how, miało jednak kapitalne znaczenie dla mojej drogi zawodowej.

Zrozumiałem, że francuscy politycy, to wielokrotnie erudyci z klasą, którzy wykazane zainteresowanie własną osobą, drogą polityczną i dorobkiem, także o teoretycznym charakterze, traktują jako swoistą nobilitację, niosąc bezinteresowną pomoc każdemu zainteresowanemu. Doświadczyłem tego wielokrotnie osobiście. Bez względu na orientację polityczną, miejsce we francuskim systemie politycznym, czy piastowane stanowisko, każdy polityk do którego się zwróciłem o pomoc, przede wszystkim w aspekcie materiałów źródłowych, udzielił mi jej w zakresie szerszym niż się spodziewałem. Warto przy tym pamiętać, ze rozmawiamy o czasach bez internetu, z dramatycznie wysoką ceną wydawnictw importowanych w Polsce.

Utwierdziłem się w wyborze i przekonaniu, że Francja jest dla mnie wzorem zachowań, wyborów i aksjologii w wielu dziedzinach, jest krajem i kulturą z którą dalece się utożsamiam. Dziś - pracując już od lat w biznesie i w luźnym związku z nauką - zainteresowanie krajem galijskiego koguta, nadal zawsze pomaga i procentuje. W rezultacie Francja to był w w moim przypadku trafny, opłacalny, dający osobiste profity wybór.

Poznałem piękny, niepowtarzalny język francuski i kulturę tego kraju, z jego wszystkimi symbolami. Każdy pobyt we Francji jest dla mnie czasem zachwytu i pochłaniania wszystkiego jak gąbka, czasem uczty dla ciała i ducha.

Dzięki "słabości" do Francji i Francuzów, miałem również okazję pracować kilka lat na stanowiskach kierowniczych we francuskich przedsiębiorstwach, prestiżowych i znaczących, nie tylko we Francji, wiele się przy tym ucząc, ale zarazem mając znakomite relacje interpresonalne z zarządzającymi na poziomie grupy kapitałowej również dlatego, że zawsze mogliśmy pogaworzyć o francuskiej kulturze, koniaku, serze, szampanie, winie, samochodach, niełatwej historii. Moi interlokutorzy - co nie jest bez znaczenia - wykazywali przy tym nadzwyczajną tolerancję i wyrozumiałość dla moich niedostatków językowych oraz poszerzali moją percepcję Francji i jej atrybutów.

Śmierć Valery'ego Giscarda d' Estaing odbieram bardzo osobiście, jako koniec pewnej epoki. Jestem Mu osobiście wdzięczny za to, że przed prawie czterema dekadami, pomógł mi młodemu człowiekowi dokonać życiowych i zawodowych wyborów, zbudować kapitał, który procentuje przez życie.

Odchodzi czas Wielkich Francuzów w polityce, ludzi z klasą, kulturą, wyobraźnią i wizją. Przemija czas autorytetów w świecie technokratów. Zawsze zazdrościłem Francuzom przywódców.

Dziękuję Panie Prezydencie. Zachowam Pana we wdzięcznej mojej pamięci do końca moich dni.   


       

       


 

czwartek, 11 czerwca 2020

"Clemenceau" - poważnie, "Historia erotyczna" - refleksyjnie i rozrywkowo.

     Jestem po lekturze dwóch, pachnących jeszcze farbą drukarską, bardzo interesujących, choć skrajnie różnych książek.
"Clemenceau" autorstwa wybitnego francuskiego erudyty, polityka, profesora Jean'a-Noel'a Jeanneney'a (Wydawnictwo Oficyna Naukowa., Warszawa. 2019), ze znakomitym wstępem profesora Marcina Króla, to napisana przekrojowo i problemowo, a nie chronologicznie, biografia polityczna słynnego "Tygrysa" - Georgesa'a Clemenceau (1841-1929), francuskiego bohatera narodowego, dwukrotnego premiera (1906-1909 i 1917-1920), zasadnie utożsamianego z francuskim triumfem, w Wielkiej Wojnie 1914-1918.
Clemenceau to bez wątpienia jednostka wybitna, wzbudzająca do dziś sporo emocji i kontrowersji, w zależności od preferowanej przez oceniającego aksjologii politycznej, postać pełna paradoksów. Urodzony w lekarskiej rodzinie (sam był praktykującym doktorem medycyny), w cieżko doświadczonej, ultratradycyjnej i katolickiej Wandei, był zarazem zdeklarowanym ateistą, rozumiejącym pryncypialnie - w terorii i praktyce - laickość państwa. Symbolem tego podejścia był fakt, że miejsce krzyża w domu Clemenceau, zajmowało popiersie M. Robespierre'a. Dbałość o laickość państwa, pokojowe współistnienie między "tronem, a ołtarzem", przy poszanowaniu indywidualnego charakteru stosunku do wiary każdego Francuza oraz sprzeciwie wobec każdego możliwego aspektu  dyskryminacji w tym względzie (dla przykładu Clemenceau był przeciwnikiem dyskryminacji szkół katolickich), to - poza konstrukcją pokojowego ładu w Europie - najbardziej charakterystyczny zdaje się rys działalności publicznej Tygrysa.
Dziennikarz, wydawca, literat, znawca starożytnej Grecji, której dorobkiem był zafascynowany (autor biografii Demostenesa), ale nade wszystko wrażliwy społecznie, lewicowy, choć nie ortodoksyjnie polityk, oddany bez reszty idei wielkiej, ale sprawiedliwej Francji. Erudyta, z rzadko spotykanym talentem krasomówczym i polemicznym.
Co istotne i warte podkreślenia, polityk bezwzględnie uczciwy (tu polemizowałbym z prof. M. Kulą, który w kwestii uczciwości, stawia znak równości między Clemenceau, a W. Churchill'em, odwołując się choćby do istniejącej literatury przedmiotu, np. 3-tomowej pracy Jones'a Michael'a - E., "Jałowy pieniądz. Historia kapitalizmu jako konfliktów między pracą, a lichwą"., Wyd. Wektory. Wrocław. 2015. Bezwzględnie uczciwy był Clemenceau. Mecenasami W. Churchill'a - co wyszło na jaw już w 1940 roku - byli Rotszyldowie).
Wielowątkowość i uniwersalność poglądów oraz działań G. Clemenceau, istotnie utrudnia skrótowe prezentowanie tej postaci. Może zatem jeszcze tylko trzy kwestie:
1). Stosunek Clemenceau do Niemiec, był istotnie bardziej złożony i zniuansowany, niż powszechnie się sądzi i nie dominowały w nim bynajmniej prymitywna antyniemieckość oraz rewanżyzm, mimo że celem życia Tygrysa w tym wymiarze, było odzyskanie Alazacji i Lotaryngii, utraconych po 1870 roku.
2). Interesującym wątkiem jest stosunek Tygrysa - kawalera Orderu Orła Białego (1920) do Polski i Polaków. To jego strategii, motywowanej rzecz jasna dbałością o interesy Francji, zawdzieczamy wsparcie dążeń Polski do niepodległości na Kongresie Wersalskim, także w wymiarze kształtu terytorialnego II Rzeczypospolitej. Nie zapominajmy przy tym, że był on wielkim admiratorem I. Paderewskiego, którego znał osobiście i podziwiał, za zaangażowanie w sprawy odbudowy państwa polskiego. 
3). Wreszcie, mimo upływu czasu, jakże aktualne pozostają przemyślenia Clemenceau w kwestiach społeczno - ekonomicznych. Tytułem ilustracji, przywoływana w biografii w formie cytatu, kwestia jego stosunku do przemian kapitalizmu i początków procesów globalizacji: "[...] Istnieje coś gorszego niż bogaty przemysłowiec, a mianowicie spółka akcyjna, która stała się obecnie regułą [...]. Właścicielami są stale zmieniający się, rozproszeni po świecie akacjonariusze, dla których fabryka oznacza wyłącznie dywidendę. [...]". 
Równie prorocze - z dziesiejszej perspektywy - były oceny relacji USA - Europa, w rekomendacji adresowanej do amerykańskich elit: "[...] Nie lekceważcie Europy. Wasze sądy mogłyby się obrócić przeciwko wam. Nie wykorzystujcie nas. Nikt nie wie, jaki los zgotuje wam Historia. Czy nie uważacie, że powszechne odrzucenie solidarności, spektakularnie przez was zapoczątkowane, pewnego pięknego dnia może po raz kolejny zdarzyć się w Europie lub na Dalekim Wschodzie i poprowadzić nas wszystkich w bardzo groźnym kierunku? [...]". 
Na koniec kilka znakomitych bon motów, z których słynął G. Clemenceau, o jakże ponadczasowym charakterze:

"[...]Chwała krajowi, w którym ludzie mówią, hańba krajowi, w którym ludzie milczą[...]."
"[...]Nigdy nie kłamiemy tyle, co przed wyborami, podczas wojny i po polowaniu[...]".
"[...]Najtrudniejszym wyzwaniem rewolucji, jest czuwać nad porcelaną[...]".

Drugą książką, jest praca Nicolas'a Mietton'a "Historia Erotyczna dyplomacji francuskiej" (Wydawnictwo Bellona., Warszawa 2019), obejmująca swoim zasięgiem czas od Ludwika XIV, po lata 80-te XX wieku. To dobrze udokumentowana, napisana ze swadą i poczuciem humoru opowieść o mniej oficjalnej stronie życia politycznego, choć pozbawiona elementów obscenicznych. Jest ona zarazem potwierdzeniem i dowodem, że politycy to normalni ludzie, z typowymi przywarami i zdolnościami, a eksploatowana dziś powszechnie kwestia molestowania seksualnego i konieczności powściągania naturalnych skłonności w sytuacji posiadania statusu osoby publicznej, ma ponadczasowy charakter. Jak zawsze tylko Charles De Gaulle jest bez skazy. 

Zachęcam do lektury tych książek, ze względów poznawczych i kulturowych. Warto poświęcić im czas.    
  

 
  

środa, 10 czerwca 2020

Jestem znowu!!


Pisząc 3 - go października 2018 roku post: "Wracam i już będę", nie wiedziałem wszystkiego, w odniesieniu do mojego ówczesnego stanu zdrowia, mimo podejrzeń, pierwszych diagnoz, drobiazgowych badań, oraz wynikających z nich lekarskich rekomendacji.
Nie wiedziałem i może dobrze.
Nie chcąc nadmiernie epatować swoimi niełatwymi przeżyciami, powiem tylko tyle: maj 2019 - operacja onkologiczna, potem długotrwała radioterapia i rekonwalescencja. 
Na szczęście, na dziś, mogę z satysfakcją powiedzieć, że uporałem się z nowotworem złośliwym, wiele zawdzięczając wybitnym przedstawicielom polskiej medycyny, cierpliwości oraz oddaniu mojej najbliższej rodziny i przygotowuję się do powrotu do pełnowymiarowej aktywności zawodowej, podtrzymując decyzję co do priorytetów, określonych także publicznie, w przywołanym powyżej poście.
Zatem wracam i jestem znowu. Gotowy do aktywności, zaangażowania i rzecz jasna darzący niezmiennie gorącym uczuciem Francję i wszystko co francuskie.
Jestem optymistą. Kolejne, tym razem już merytoryczne wpisy już wkrótce.
Kłaniam się nisko wszystkim tym, którzy mi dobrze życzyli, którzy mi pomogli, którzy o mnie nie zapomnieli. Pamiętam o nich wszystkich z wdzięcznością, traktując ich podejście jako moje zobowiązanie do analogicznego zachowania w przyszłości, jeżeli okoliczności będa tego wymagały.
Tym, którzy o mnie zapomnieli, współczuję, bo ja żyję i pamiętam...





wtorek, 16 kwietnia 2019

Pożar paryskiej katedry Notre Dame - płomienie rozpaczy i ogień nadziei

     Data 15 - go kwietnia, miała dotąd w kulturze światowej i świadomości społecznej konotację związaną przede wszystkim z rocznicą urodzin genialnego Leonarda Da Vinci (1452). W historii Francji i Francuzów, we francuskiej kulturze, to dotychczas data kojarzona z rocznicą francusko - angielskiej bitwy o Fornigny (15.04.1450), w wyniku której Normandia znalazła się pod panowaniem francuskiem, z zajęciem w 1798 roku Genewy, która przez kolejnych 16 lat, była siedzibą francuskiego departamentu Leman, wreszcie z rocznicą śmierci symbolu egzystencjonalizmu: Jean'a Paul'a Sartre'a (15.04.1980). Od wczoraj jednak, ta data ma nową tragiczną, uniwersalną symbolikę: kojarzyć się będzie z pożarem perły światowej architektury, francuskiej kultury, jednego z symboli chrześcijaństwa: paryskiej katedry Notre Dame.  
Wszechobecne media pozwoliły, aby paryski dramat rozgrywał się na oczach milionów widzów na całym świecie.
Rozmiar strat przygnębia.  
Francuzi to wielki naród, a Francja to wielki kraj, z poczuciem zasadnej i należnej dumy, przeznaczenia oraz dziejowej misji. Jestem absolutnie pewien, że katedra zostanie z pietyzmem i dbałością o szczegóły odbudowana, niezależnie od kosztów i czasookresu przedsięwzięcia. Zresztą pierwsze reakcje, zarówno oficjalne władz, jak i obywateli, nie pozostawiają cienia wątpliwości w tym względzie, co stwierdzam z radością i ulgą zarazem. Skądinąd odbudowa paryskiej katedry winna być zobowiązaniem nie tylko Francuzów, ale i Zjednoczonej Europy.
Francuzi, francuskie władze, traktują odbudowę katedry jako dziejowe zobowiązanie wobec kultury światowej, tradycji narodowej, jako obowiązek wobec przyszłych generacji i dług wobec przeszłych. To budujące, mając na względzie ostentacyjnie laicki charakter współczesnej Francji, kraju, który mimo silnego, symbolicznego osadzenia w realiach chrześcijaństwa, w wielu aspektach ma dziś status kraju misyjnego.
Daleki jestem od epatowania kogokolwiek symboliką, doszukiwania się mistycznych przekazów, interpretowania wczorajszej tragedii w kategorii kary za grzechy, czy też przestrogi, z opcją nawoływania o zmianę. Przekonania religijne traktuję jako sferę prywatności każdego człowieka. Tym niemniej jest sprawą bezsporną, że w oficjalnie laickiej od 1905 roku Francji, chrześcijaństwo i związane z nim poczucie tożsamości, jest, a przynajmniej było do wczoraj passe, traktowane bywa jako element odchodzącej bezpowrotnie przyszłości, tyle wstydliwy, co archaiczny. W Europie, w której elity długo lansowały koncepcję społeczeństwa wielokulturowego, teorię kreolizacji, publiczne opowiadanie się za tradycją, za tożsamością nawiązującą do aksjologii chrześcijaństwa, traktowane było jako przejaw wstecznictwa, wręcz społeczno - politycznego ekstremizmu. We Francji fragmentaryzowanej przez agresywny islam, w Europie zalanej uchodźcami szukającymi lepszego życia bez pracy i asymilacji ze społeczeństwami krajów przyjmujących, przywołując tytuł znakomitej pracy  prof. Jacka Bartyzela poświęconej katolickiej kontrrewolucji w krajach romańskich, opowiadanie się za tradycją i tożsamością nawiązującą do chrześcijaństwa, do dorobku hellenistyczno - rzymskiego, było wyborem powolnego umierania. Mam nadzieję jednak, że Europejczycy trzeżwieją w spojrzeniu na rzeczywistość, że dostrzegają dramatyzm sytuacji, dylemat symbolicznego wyboru między chrześcijaństwem, a islamizacją. 
Osobiście zachowuję duży dystans wobec zachowań znacznej części urzędników Pana Boga, nachalności zwłaszcza polskiej hierarchii kościelnej, nie wspominając o trapiących kler patologiach i niezasadnych przywilejach. Ten dystans nie może jednak przesłaniać tragizmu sytuacji i wymogu chwili. Kiedy trzeba wybierać między chrześcijaństwem, a islamem, wybór jest prosty. Każdy racjonalny Europejczyk, musi w imie pokoju społecznego dziś i przyszłości naszych wnuków jutro, powtórzyć za Charlesem Maurras'em: "[...] Jestem Rzymianinem w takim stopniu, w jakim jestem człowiekiem: istotą, która zbudowała miasto oraz państwo bez wyrywania korzeni; zwierzęciem społecznym [...] Jestem Rzymianinem poprzez wszystko to, co jest radością tworzenia, przyjemności, myślenia, pamięci, rozumu, nauki, sztuki, polityki i poezji, ludzi żywych i zjednoczonych ze mną. Dzięki temu skarbowi, który otrzymany został przez Rzym z Aten i przekazany mojemu Paryżowi, Rzym stał się cywilizacją i człowieczeństwem. Jestem Rzymianinem, jestem człowiekiem: dwa tożsame zdania [...]" (Ch. Maurras., La Democratie religieuse. Paris. 1978.; s.26).     
Atmosfera wczorajszego wieczoru we Francji potwierdza, że coś się we Francji zmienia. W tym kontekście, pożar katedry Notre Dame, symbolizuje nie tylko płomienie rozpaczy i bezsilności, ale zarazem stanowi ogien nadziei. Oby ów ogień nadziei, nie był tylko efemerydą.

środa, 23 stycznia 2019

Traktat francusko - niemiecki: nowe otwarcie, czy tylko kontynuacja?

     Podpisany wczoraj (22.01.2019) w Akwizgranie, nowy traktat francusko - niemiecki, jest różnie przyjmowany i interpretowany w obu krajach, jak i w Europie.
Dla jednych, jest dokumentem mało ambitnym, o niewielkim strategicznym charakterze i znaczeniu, raczej zapisem deklaracji i życzeń, w odniesieniu do spraw drugorzędnych i symbolicznych, niż formalizacją nowego planu działania, nawiązującą do wagi Traktatu Elizejskiego, z przed ponad pół wieku i odważnych wizji duetu de Gaulle - Adenauer.
Dla drugich, wprost przeciwnie, jest to ważny traktat i deklaracja intencji, swoiste publiczne wyznanie wiary w przyszłość integracji europejskiej i rolę tandemu francusko - niemieckiego, w czasach społeczno - politycznej i gospoodarczej niepewności.
Moim zdaniem, nie należy deprecjonować wagi podpisanego dokumentu. Jest on nade wszystko ważną, polityczną deklaracją intencji stron, przywiązania do tradycyjnej aksjologii. Francja i Niemcy mają świadomość powagi sytuacji i strategicznej odpowiedzialności za kształt oraz przyszłość nie tylko własnych narodów i państw, ale i analogiczne perspektywy Wspólnoty Europejskiej. Nawiązując do retoryki de Gaulle'a, mimo bieżących przeciwności, tradycyjni hegemoni Europy, nie zasklepiają się w biernej polityce i strategii, a potwierdzają wolę i determinizm utrzymania jedności europejskiej, wbrew przywołanym, znanym trudnościom.
Traktat jest także niewątpliwie odpowiedzią na brytyjski brexit. Jest deklaracją wiary w przyszłość Wspólnoty, mimo ciosu zadanego przyszłości "Starego Kontynentu" przez Wlk. Brytanię. W tym miejscu, warto zresztą przytoczyć dosłownie jakże trafną i pozostającą ciągle aktualną, diagnozę brytyjskich intencji wobec jedności europejskiej, sformułowaną przez Ch. De Gaulle'a, jeszcze w latach 50 - tych ubiegłego wieku: "[...] Temu, że Anglia jest z gruntu przeciwna Wspólnocie, trudno się dziwić, skoro wiadomo, że z racji swego położenia geograficznego, a wskutek tego i swojej polityki, nigdy nie chciała dopuścić do zjednoczenia się Kontynentu, ani sama się do niego przyłączyć. Można nawet powiedzieć, że w pewnym sensie zawarta jest w tym cała historia Europy, w ciągu ostatnich ośmiu wieków [...]" (Ch. de Gaulle, "Pamiętniki nadziei". Wyd. MON. Warszawa. 1974; s. 229).
Moim zdaniem odnowiony traktat francusko - niemiecki, należy traktować w kategorii silnego potwierdzenia woli stron i dokonanych onegdaj wyborów politycznych o strategicznym charakterze, a zarazem wyraźnego sygnału do społeczności międzynarodowej, że brexit nie niweczy pomysłu na Wspólnotę. Jest symbolicznym wyzwaniem oraz potwierdzeniem stałości woli i intencji hegemonów jedności europejskiej. Oznacza on deklarację pogłębienia integracji w odniesieniu do polityki zagranicznej, obronnej, bezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego, wreszcie rozwoju.     
Treść zapisów szczegółowych traktatu zawiera niewiele nowości, może z wyjątkiem zapowiedzi powołania francusko - niemieckiego zgromadzenia parlamentarnego, stanowionego przez 50 posłów każdej ze stron, którego zadaniem jest lobbowanie za podejmowaniem konkretnych rozstrzygnięć, optymalizujących proces budowy jedności europejskiej, co bynajmniej nie osłabia wymowy samego dokumentu.
Choć konotacja miejsca zawarcia traktatu - Akwizgran, ma sporo wieloznaczności (miasto to, jest symbolem podziału imperium Karola Wielkiego, po którym na długie lata, tereny tożsame z dziesiejszą Francją i Niemcami, rozwijały się własną, odmienną drogą), dla mnie osobiście nie ma to pejoratywnego znaczenia. Niemcy i Francja udowodniły nie raz, że zachowały zdolność właściciwej oceny oraz wyciągania wniosków z historii, że zasadnie zajmują pozycje liderów w Europie. Niemcy i Francja są świadome, że jedność europejska, to ich narodowa racja stanu, realizacja żywotnych interesów. Mają także poczucie powagi chwili i odpowiedzialności za kształt przyszłości.
Jestem zbudowany takim stanem spraw i wdzięczny Francuzom i Niemcom, za taką percepcję współczesności, za determinizm, strategiczną dalekowzroczność, a i polityczną odwagę. Europa potrzebuje hegemona, dysponującego potencjałem i wizją. Swoją drogą to ujmujące, a zarazem stanowiące dowód dojrzałości politycznej, że niezależenie od dziejowych zawieruch, fluktuacji politycznego poparcia i ewolucji nastrojów oraz preferencji wyborczych, Francja i Niemcy, mają zdolność do właściwego odczytywania wyzwań historii i prolongowania katalogu kluczowych wartości oraz politycznych wyborów, we własnym interesie, ale i interesie Europy. Na tym tle - jak prawie zawsze - my Polacy wyglądamy nadzwyczaj mizernie i mało wiarygodnie, kierując się permanentnie niestety doraźnym interesem, emocjonalnym romantyzmem, niczym nie uzasadnioną wiarą w nasze przeznaczenie. Szkoda, ale to już temat na inną okazję. 
       

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Ewolucja Frontu Narodowego - prawda czy fałsz?

     Liderka francuskiego Zjednoczenia Narodowego (Rassemblement national): Marine Le Pen, formacji powstałej w czerwcu 2018 roku, w wyniku przekształcenia Frontu Narodowego (dodajmy przekształcenia w pełni demokratycznego: 81% członków F.N., w wewnątrzpartyjnym referendum, opowiedziało się za takim przekształceniem, aprobując jednocześnie - 48% członków - pozostawienie historycznego logotypu partii), ogłosiła właśnie oficjalnie rezygnację z postulatu powrotu we Francji do waluty narodowej, a tym samym akceptację jednego z filarów jedności europejskiej: wspólnej waluty. Po usunięciu z partii, jeszcze w 2015 roku, co potwierdziły ostatecznie wyroki sądowe w 2018 roku, historycznego twórcy i przywódcy Frontu: Jean Marie Le Pena, to bez wątpienia epokowe wydarzenie, nie tylko dla francuskiej prawicy narodowej.
Pryncypialnie antyglobalistyczna, antyeuropejska formacja, traci tym samym uwierającą jej etykietę partii antysystemowej, wygodną dla adwersarzy politycznych, choć nie do końca odpowiadającą realiom i oddającą rzetelnie stan faktyczny.
Deklaracja Zjednoczenia Narodowego, spotkała się - co zrozumiałe -  z żywym odzewem we Francji i w Europie, nie tylko zresztą ze strony poprawnych politycznie mediów i przedstawicieli elit politycznych, ale i obywateli.
Wielu widzi ją wyłącznie w kategoriach politycznej kalkulacji i pragmatyzmu. Prawica narodowa ich zdaniem, dostrzegając ograniczenia swojej dotychczasowej bazy społecznej i wyborczej, dokonuje taktycznego otwarcia, na rzecz nowych środowisk, celem zwiększenia swoich szans wyborczych, zarówno w kontekście zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego, jak i nadchodzących wyborów prezydenckich we Francji.
Zwolennicy Zjednoczenia Narodowego, akcentują polityczną dojrzałość władz partii, otwartość na wymogi i powagę sytuacji, zdolność do strategicznego myślenia oraz działania, zgodnie z dobrze pojętym francuskim interesem narodowym.
Niezależnie od rzeczywistych intencji liderów Zjednoczenia Narodowego, które zweryfikuje praktyka polityczna najbliższych miesięcy, ewolucja doktrynalno - programowa partii jest logiczną konsekwencją rzetelnej analizy społeczno - politycznej i socjologicznej, a w jej konsekwencji przewartościowań aksjologicznych.
Wbrew pozorom, ideowo - polityczna ewolucja francuskiej prawicy narodowej jest najtrudniejszym wyzwaniem dla tradycyjnej francuskiej prawicy, która nie będzie mogła już korzystać niestety z dotychczasowego aparatu pojęciowego, w etykietyzacji środowiska politycznego Marine Le Pen. Skoro Zjednoczenie Narodowe przestaje być partią antysystemową, odchodzi od dotychczasowej retoryki i postulatów, jak zwalczać politycznie prawicę narodową, jak marginalizować jej wpływy? Eurosceptycyzm to przecież na dziś polityczna deklaracja i orientacja szerokich rzesz Europejczyków, będący formą negatywnej oceny dokonań zbiurokratyzowanej Wspólnoty, zmagającej się z kryzysem ekonomicznym, wyzwaniami społecznymi, przytłoczonej ciężarami partykularyzmów narodowych, a nade wszystko nie posiadającej spójnej wizji ograniczenia obcej kulturowo imigracji i jej wielopłaszczyznowych, negatywnych w większości konsekwencji.
Stanowisko Zjednoczenia Narodowego stanowi bez wątpienia wyzwanie dla francuskiego systemu partyjnego i jego głównych dzisiejszych beneficjentów. Jest tyle ryzykowne, co odważne. Jest próbą poszukiwania rozwiązań, między oczekiwaniami twardego, własnego, dotychczasowego elektoratu w kwestii artykulacji jego interesów, a wyzwaniami do integracji tychże interesów, z szerszym spektrum społecznych oczekiwań i preferencji, z uwzględnieniem wymogów demokracji. Zjednoczenie Narodowe we Francji podejmuje ryzykowną, ale zarazem odpowiedzialną grę o poparcie francuskiego społeczeństwa, w warunkach istnienia demokratycznej alternatywy.
Warto, aby także polskie elity polityczne, przywódcy polskich partii politycznych, dokonali analogicznej do Marine Le Pen refleksji, dotyczącej kluczowych elementów własnej, dotychczasowej strategii politycznej, głoszonych elementów programowych. Naśladownictwo mile widziane, w imię lepszego jutra nas wszystkich i ograniczania ryzyka szeroko pojętych ekstremizmów.